czwartek, 28 marca 2013

Himchan x Daehyun 2 (HimDae) B.A.P


Tytuł:”Wróg numer jeden”
Bohaterowie: Bang Yong Guk (Yongguk); Kim Him Chan (Himchan); Jung Dae Hyun (Daehyun); Yoo Young Jae (Youngjae); Moon Jong Up (Jongup); Choi Jun Hong (Zelo).
Pairing: Himchan x Daehyun; Bang x Himchan
Gatunek: One shot, Rating – R, Romans, Dramat.
Zespół: B.A.P







     Nazywam się Jung Dae Hyun i jestem najbardziej znienawidzoną osobą w całej szkole. Tak powiecie sobie co ty gadasz, wydaje ci się albo szkoła jak każda inna. NIBY jak każda inna. To słowo daje wiele do życzenia. Jako jedyny stoję przeciwko „mafii”, która trzęsie tą budą i na której czele stoi Bang Yong Guk, jeden z najbogatszych dupków tutaj. Miałem ich dość... po sto kroć. Codziennie na przerwach jestem oblewany napojami, obrzucany jedzeniem, często dochodzi do przemocy fizycznej, chociaż to ta słowna bardziej mnie boli to i tak nie fajnie jest mieć miliony siniaków na ciele... Mam dość tego bufona i jego zgrai. To ich wina, że nie mam tu życia. Kozioł ofiarny... Tak, to ja - Jung Dae Hyun.




     Dzień zapowiadał się świetnie. Nie usłyszałem jeszcze ani jednej dogryzki, ale zbliżał się czas długiej przerwy i zacząłem mieć pewne obawy. Słusznie. Kiedy tylko zjawiłem się w stołówce ktoś „wpadł” na mnie i zostałem oblany napojem... Cóż miłe uczucie i lepsze niż mieć kurczaka z ryżem we włosach, chociaż ryż I tak był lepszą alternatywą od zupy czy innego świństwa serwowanego w stołówce.
      Nigdy bym nie odpowiedział na taki akt, ale tym razem przeszli samych siebie. Tyle razy to znosiłem, że dziś wybuchłem. Wtedy się zaczęło... Tłukli mnie tak mocno jak nigdy, było ich tylu, że nie mogłem sobie poradzić z tym natłokiem ciosów I ostatecznie poleciałem na ziemię. Kopali mnie po żebrach, po brzuchu, w sumie to wszędzie gdzie tylko mogli. W pewnej chwili ledwo przytomny usłyszałem czyiś głos.
     -Wypieprzajcie stąd I zostawcie go w spokoju!-
     Nie wiedziałem dokładnie, ale zarys tej sylwetki poznam wszędzie. To jeden z nich... Kim Him Chan. Nienawidzę tego rozpieszczonego idioty. Po co tutaj przylazł? Niech się wynosi... Już wolę stracić przytomność niż oglądać jego zakłamany ryj. Chciałem uciec jak najdalej stąd, jak najdalej od niego. Kiedy wszyscy zaczęli wręcz uciekać na widok Chana ja próbowałem wstać.
     -Nic ci nie jest?! - spytał I podbiegł do mnie.
     -Nie! Odejdź ode mnie! Nie chcę twojej pomocy!- krzyknąłem jak poparzony I go odepchnąłem.
     -Jesteś ranny! Ktoś musi ci pomóc. Zabiorę cię do pielęgniarki.- odparł I chwycił mnie za rękę.
     -Sam dam sobie radę!-krzyknąłem, a ten wytarł krew z mojej wargi.-Mówiłem, że masz dać mi spokój. -warknąłem I usiłowałem się podnieść, jednak na marne. Moje nogi były tak poobijane, że nie dawałem rady, poczułem smak krwi. Faktycznie... musiałem oberwać zanim wylądowałem na ziemi.
     -Czemu taki jesteś?- Himchan burknął pod nosem. W międzyczasie upadłem na kafelki. Byłem zbyt słaby, by cokolwiek zrobić, ale dalej na niego krzyczałem.
     -Nienawidzę cię! Cholernie nienawidzę! Sram na ciebie! Wracaj do swoich! Idź znęcać się nad innymi jak oni! Nie potrzebuję cię! Niedobrze mi się robi jak patrze na takich jak ty! Zarozumiałych, rozpieszczonych, myślących, że mogą wszystko! Niedobrze mi!-
     -Ale ja nie jestem taki jak myślisz.- odparł I wziął mnie na ręce. Biłem go I byłem zawzięty, dalej rzucałem wyzwiskami w jego stronę. Mimo tego, iż strasznie się szarpałem niósł mnie I nie zwracał uwagi. Wszystko mnie bolało, miałem pełno zadrapań, bo nosiłem koszulki na ramiączkach... inteligentne z mojej strony. W bluzie nie byłbym taki poturbowany. W końcu Himchan dotarł do gabinetu I położył mnie na łóżku.
     -Gdzie jest pielęgniarka kiedy jest potrzebna? Aishhh....- ruszył do szafki I wyjął wodę utlenioną, bandaż, gaziki I plastry. Usiadł koło mnie I zaczął przemywać moje rany. Syknąłem kiedy dotarł do tej na przedramieniu.
     -Damn! Chyba masz radochę kiedy ludzie cierpią co?!-
     -Nie lubię tego, ale ktoś musi ci przemyć te rany. Sam tego raczej nie zrobisz.- odparł I przetarł także rozcięcie na wardze.
     -Kurwa! To boli debilu! Daj mi spokój!- krzyknąłem I chciałem zerwać się do wyjścia. Himchan złapał mnie i usadził na swoich kolanach.- Jesteś chamski! Zostaw mnie!-
     -Tak od zawsze...- odparł z ironią na mój “grzeczny” apel I wrócił do opatrywania moich zdobyczy wojennych. Czułem się dziwnie... z jednej strony go nienawidziłem I to cholernie, a z drugiej... Z drugiej strony czułem się dobrze kiedy się mną przejmował. Karciłem się w myślach za to I starałem się wyprzeć te emocje, ale... to było zbyt trudne. Wydawał się trochę inny niż dotychczas sądziłem. Cóż... nie moja w tym brożka. Im szybciej skończy, tym szybciej sobie pójdzie. W końcu jakimś cudem udało mu się założyć bandaże I obkleić mnie plastrami... Czy ja mu wyglądam na mumię? Eh...
     -Skoczyłem.- powiedział I uśmiechnął się szeroko. Dostrzegałem w tym jakąś ironię, ale coraz bardziej przekonywało mnie jego zachowanie... Był inny...
     -Ta.. dzięki. A teraz żegnaj.- odparłem I już chciałem wyjść kiedy ten szarpnął mnie za rękę.
     -Jak to żegnaj? Przecież chodzimy do jednej szkoły, więc jeszcze się zobaczymy.-
     -Wątpię. Kiedy ciotka zobaczy mnie w takim stanie pewnie będzie chciała zmienić mi szkołę albo co gorsza wyśle mnie do jakiejś z internatem, bo to według niej ja jestem prowodyrem bójek I jestem niebezpieczny, no I robię kłopoty... szargam jej imię... Takie tam...- powiedziałem I wzruszyłem ramionami na co Himchan odparł:
     -No to nie można pozwolić, by cię zobaczyła. Nie chcę żebyś stąd odchodził.- Tak to wszystko się zaczęło, moja przygoda z Kim Him Chanem. Lekcje jeszcze trwały, ale ja nie byłem w stanie dłużej siedzieć w szkole.- Wskakuj. - dodał I wziął mnie na barana. Zaniósł mnie do swojego domu, była wczesna pora, więc nikogo prócz nas tam nie było. Wszedł po schodach I zabrał mnie do swojego pokoju.
     -Poczekaj tu chwilę, zjemy obiad I przyniosę nowy bandaż, bo na tym mocno widać już krew.- powiedział I wskazał na przedramię po czym wyszedł do kuchni. Rozglądałem się po pomieszczeniu. Wygląda jak pokój normalnego chłopaka, na ścianie miał pełno zdjęć, zapewne ze znajomymi. Na każdym był uśmiechnięty, wyglądał na osobę serdeczną, a nie na kogoś kto zadaje innym ból. Może faktycznie nie jest taki jak go ludzie opisują... może moje oczy widzą fikcję, a uszy nasłuchują kłamstw I oszczerstw. Może... Czułem się trochę jak na sprawdzianie w szkole... zawsze zamiast pisać zastanawiam się nad sensem życia I egzystowania we wszechświecie... Pięknie Dae... świetnie piszesz sprawdziany. Długo się nie zastanawiałem, gdyż Him wrócił I podał mi talerz.
     -Chyba przyjemniej będzie zjeść to niż mieć to na głowie co?- spytał I zaśmiał się kiedy zobaczył moją minę. Tak, to była potrawka z kurczaka... na ryżu...
     -Prawie jak w szkole...-odparłem załamany, ale kiedy zobaczyłem jego uśmiech... Trafiło mnie całkowicie. Moje nastawienie zmieniło się diametralnie. To nie mogła być ta osoba z opowieści... To na pewno Kim? Może ktoś się za niego przebrał? Może ten oryginalny nie żyje I leży gdzieś... zakopany w lesie albo zeżarty przez dzikie lwy... O CZYM JA MYŚLĘ?! To musiał być Kim Him Chan, ale... Ale czemu ja już nie czuję palącej mnie od środka nienawiści? Czemu mam ochotę odpowiedzieć uśmiechem na każdy jego gest? Czuję się dziwnie, ale dobrze.
     -Zadzwoń do swojej ciotki I powiedz, że jakiś czas zostaniesz u mnie, jeśli będzie trzeba ja z nią porozmawiam. Nie może cię zobaczyć w takim stanie.- wypalił nagle I zmierzwił moje włosy. Zrobiłem się czerwony na twarzy, a moje serce zabiło szybciej. Nie kontrolowałem tego.
     -Przepraszam, że cię tak zwyzywałem... Byłem w stanie gniewu...- burknąłem pod nosem.
     -W porządku. Nic się nie stało Hyunnie. - odparł, a ja nie mogłem uwierzyć, że ktoś w końcu zdrobnił moje imię. To mnie zauroczyło... całkowicie.

     Minęły 3 tygodnie, a w szkole wszystko ucichło wraz z incydentem, który przewał Himchan. Ciągle siedzieliśmy razem, więc nikt nawet mnie nie ruszał, bo bali się Channiego. Polubiłem tego gościa... To śmieszne jak szybko nienawiść można zniwelować. Od tamtej pory zbliżyliśmy się do siebie I nie mam już takich kłopotów w szkole. Ciotka w końcu przestała się mnie czepiać, w sumie to czasami pomieszkuję u niego. Lubię spędzać z nim czas... spać w jednym pokoju, na jednym łóżku... Może mu jeszcze tego nie mówiłem, ale zakochuję się w nim. Jestem nienormalny... żywię uczucie do chłopaka... Przepraszałem go wiele razy za sam początek, a on za każdym razem mówił, że nic się nie stało, dotykał moich włosów... lubiłem to tak bardzo... Chyba dlatego tyle razy to powtarzałem, chciałem żeby mierzwił mi włosy tak jak to zrobił za pierwszym razem. Wspaniałe uczucie. Hyung był dla mnie dobry I zawsze mi pomagał. Pewnego dnia kiedy znowu siedzieliśmy u niego zdarzyło się coś niesamowitego. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Znowu zacząłem go przepraszać, chciałem poczuć jego dotyk. Powiedział mi tylko “Skończ z tym wreszcie, bo cię uciszę.” - zabrzmiało to jak groźba, więc tylko spuściłem głowę I znowu przeprosiłem, tym razem za to, że ciągle przepraszam. Moja logika jest niesamowita... Wtedy właśnie to się stało. Chwycił dłonią mój podbródek, uniósł głowę w górę I pocałował.
     -Mówiłem, że cię uciszę...- wyszeptał prosto w moje usta. Oczy miałem szeroko otwarte. Milczałem. Pocałował mnie znowu, wylądowaliśmy na łóżku. To był najpiękniejszy dzień mojego życia, najbardziej szczęśliwy. Powiedział mi, że się zakochał, że pierwszy raz czuje się przy kimś wyjątkowo. Ucieszyłem się, tak cholernie się ucieszyłem. Spędziłem u niego noc, najlepszą z dotychczasowych, bo z nim.
     Minął tydzień naszego związku. Było pięknie. Właśnie BYŁO, ale wszystko co piękne szybko musi się skończyć.Wiedziałem, że znajdę Himchana w szatni, bo miał trening. Kiedy wszedłem do środka moim oczom ukazało się coś czego nigdy bym nie podejrzewał. Himchan przyparty do ściany przez Banga... oni uprawiali seks... Po prostu... widziałem jak mojego chłopaka pieprzy ten pierdolony idiota, który rządził się w szkole... Nie wytrzymałem... coś we mnie pękło. Wybiegłem z szatni.
-Hyunnie! - krzyknął Him, ale ja nie zwracałem na niego uwagi. Chciał za mną pobiec, ale Bang go zatrzymał.
-Nawet się nie waż. Wiesz co się wtedy stanie?-powiedział Yongguk I wrócił do czynności. Mój sen się skończył... teraz przeszedł w prawdziwy koszmar. Moje serce pękło... po prostu pękło.

     Następnego dnia wyglądałem okropnie... Jestem facetem, a całą noc ryczałem... Nie wierzę w siebie, nawet po ciężkich pobiciach nie miałem tak zszarganych emocji, a ból fizyczny nie doprowadzał mnie do takiego stanu. Cóż... w szkole wylądowałem w łazience. Musiałem się ogarnąć. Nagle zza drzwi usłyszałem Yongguka, więc szybko wbiłem się do kabiny I zamknąłem.
     -Hahahahaha.-śmiał się wchodząc do środka.-Nawet nie wiesz jak się ubawiłem widząc jak ten gówniarz prawie płacze. Himchan... ahh Himchan... zawsze chciałem go przelecieć, ale się nie dawał. W końcu mi się udało. Trochę słaby, ale było okej. Hahahah- kontynuował przechwałki. Nie mogłem wytrzymać, wyciągnąłem nóż z torby. Nosiłem go do obrony własnej, ale teraz był idealny. Moje oczy zaszły łzami, zacząłem szlochać, a nożem podciąłem sobie żyły. Nie chciałem już żyć, nie miałem najmniejszego powodu, bo tylko dla Channiego nie byłem problemem, dzięki niemu czułem, że żyję. Teraz kiedy mnie zranił... nie miałem już powodu... Po prostu nie miałem. Moon, Yoo I Choi mnie usłyszeli I powiadomili Banga. Dobijali się do drzwi, ale na marne. Kiedy w końcu je wyłamali I zobaczyli mnie zakrwawionego na ziemi... zaczęli się śmiać, że jestem największym idiotą w tej szkole.
     -Nie wierzę, że to zrobiłeś dupku. Wiesz, że twój chłoptaś chciał ratować ci dupe? Powiedziałem, że jak mi się nie odda to cię zabiję, ale jak widać sam zrealizowałeś mój plan, więc nie mam już o co się martwić. Hahahaha.- wyjaśnił I wyśmiał mnie ponownie po czym wszyscy opuścili łazienkę. Himchan zrobił to żeby nie zrobili mi krzywdy... Jestem taki głupi... ale już za późno... Nie mam nawet siły zawołać kogokolwiek... Słabo mi...
     Himchan stał na korytarzu przy swojej szafce. Usłyszał część rozmowy Banga z chłopakami I zbledł.
     -Nie wierzę, że ten dzieciak Jung się pociął. Szybciej zdechnie I będzie spokój. Hahaha. Będzie nam łazienkę nawiedzał jak już się wykrwawi.-
Chan czym prędzej ruszył do swojego ukochanego. Kiedy dotarł na miejsce zastał nieprzytomnego chłopaka. 

     -Boże! Dae! Trzymaj się! Dae! Ocknij się ! Aishh! Nie możesz umrzeć Hyunnie! Nie mogę cię stracić!- Próba przywrócenia go do świadomości na marne. Czym prędzej zadzwonił po pogotowie I starał się zatamować krwawienie. Na całe szczęście lekarze go uratowali. Dziś są szczęśliwą parą, a Bang I jego zgraja w końcu oberwali od losu. W szkole pojawił się nowy dyrektor, który zajął się złym zachowaniem w szkole. Dae I Him zaczęli prowadzić kółko teatralne I pomagają nowym uczniom zaadaptować się w szkole. Oboje są szczęśliwi I nikt już im tego nie zabierze.

____________________________________
~Wybaczcie... miał być pornol BangHim i pornol HimDae, ale nie było mnie na to stać xD Serio.. gdzie indziej zrobię pornola albo napiszę tego BangHima jeszcze raz xD
Gomene xD Wrócę w nocy z nowym może xD Albo dodam jutro po południu coś jeszcze xD Zauważcie, że to już drugi dziś xD + ZAPRASZAM NA BLOGA z CRASH GENERATION. LINK 2 posty wcześniej lub na lewej liście bloga :D Hwaiting! Tag ;__; 7:30 to wczesna pora... xD  Idę spać... Oyasumi. ~ Kana

7 komentarzy:

  1. Naprawdę fajne. Oczywiście będę czekała na BngHima nadal , ale ten fanfic był bardzo wciągający.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego piszesz wielką litere 'i' w środku zdania? Np.'odparł I
    chwycił'. To się powtarza bardzo często, więc to nie jest zwykła pomyłka... A przecież wszyscy wiedzą, że nie pisze się wielką literą w środku zdania! ;o poza tym zbyt często używasz tego spójnika. Nie lepiej pisać 'po czym' albo 'a następnie'?
    One-shot fajny, ale brakuje mi większych opisów, wszystko jest takie powierzchowne. Chęć śmierci Daehyuna była niedopracowana i niewiarygodna, raczej pasowałoby tu, że chce zabić Banga tym nożem :3
    Ale ogólnie jest dobrze, pomysł bardzo ciekawy, ale niestety nie udało ci się go dobrze zrealizować. szkoda, bo sama idea opowiadania jest fajna ^^'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to wina mojego programu :D Zawsze robi mi dużą literę, a poprawianie tego zajmuje wieki. Szkoda, że nie spełniłam twoich oczekiwać. Myślałam, żeby Dae chciał go zadźgać, ale w tym opowiadaniu jest niestety kozłem ofiarnym jak widać i w moim zamyśle jest zbyt słaby psychicznie by zranić kogoś, więc sam robi sobie krzywdę. Mam nadzieję, że w następnych opowiadaniach nie będziesz mieć uwag, a bynajmniej w takiej ilości :D Polonistką nie jestem, piszę bo to kocham, ale postaram się poprawić. W sumie cały czas się staram :D ~ Kana

      Usuń
  3. Tak bardzo siedzę i zastanawiam się, co napisać.
    I tak w sumie, to chcę więcej. Nie musi być porno, może być coś w tym, stylu *u*
    Ale błagam o jedno- DAJ MI CHANNIEGO UKE ;; i też ma być krzywdzony *u*
    w sumie, to jedyne błędy, jakie zauważyłam, to brak przecinków c:
    ja kooooocham stawiać przecinki (taaa, na rozprawce, dwie kartki a4, około 20 zdań ;;. Takich po 8-10 linijek ._. )
    opisy racja, mogłyby być dłuższe, ale tak pozostawia się wolne wyobraźni, a tę trzeba rozwijać ;3;
    o. I ogółem- DAJ MI W KOŃCU TEGO BANGHIMA D:

    ale i tak- aishiteru~

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się ff mega podobał, jedyne co to te opisy mogłyby być faktycznie dłuższe... i końcówka jakby taka na szybko robiona, zbyt duży skrót - mogłoby być jeszcze, jak to Hime odwiedzał Dae w szpitalu itd xP
    Ale tak poza tym na serio boskie! Pomysł wręcz genialny~ I też proszę o BangHime oraz BangLo (BangZelo xp)
    Hwaiting~

    OdpowiedzUsuń
  5. o jejku, genialne *.* motyw śmierci mnie trochę przeraża, ale to ja chyba jestem przewrażliwiony ^^ Liczę, że napiszesz jeszcze jakieś ff z Himchanem n.n
    Hwaiting!~

    OdpowiedzUsuń
  6. cudne ♥ takie...prawdziwe ;/ a tak po za tym to uwielbiam twojego bloga ^^

    OdpowiedzUsuń