sobota, 28 września 2013

CNU x Baro B1A4

Tytuł : "Ciernie"
Bohaterowie : Shin Dong-woo (CNU) & Cha Sun-woo (Baro)
Pairing: CNU x Baro
Gatunek: One shot, Droubble, Dramat.
Zespół : B1A4



     Dongwoo był pełnym życia chłopakiem z przedmieścia. Żył bez trosk, nie przejmował się zupełnie niczym. Marzeniem było podchodzić do wszystkiego tak jak on. Wszystko było jak w szczęśliwie kończącej się bajce, póki chłopak nie poszedł do nowego liceum. Właśnie tam poznał Sun-woo, który samą obecnością trafił go w serce, jak strzała Amora. Jego starania... walka z uczuciem... Wszystko było nieskuteczne, a jego umysł pogrążał się w mroku. Baro – bo tak wszyscy na niego wołali, był postrachem szkoły, bandytą. Ranił każdego na swojej drodze, nie znał słowa „miłość”, a kierowała nim nienawiść... Shin był zakochany i nie mógł się uwolnić. Każdego dnia ciernie coraz bardziej oplatały jego serce i sprawiały, że wewnątrz krwawił. Siedząc samotnie w domu łkał. Ubolewał nad swoją platoniczną miłością. Tonął we własnych łzach i uczuciach, szedł na dno. Baro odpychał go, nazywał odmieńcem... wyniszczał go z każdym dniem coraz bardziej. Z tych łańcuchów nie dało się uwolnić, z tej pułapki nie dało się uciec. Czymże jest ból, wywołany cierniami oplatającymi dłonie i serce, w porównaniu do ciemności, jaka nachodzi na umysł... do ciszy jaka panuje dookoła, do utarty głosu w tym świecie, do utraty tchu... Powoli tracisz zmysły.

Bez miłości, istnienie nie ma sensu. Prawda?



piątek, 27 września 2013

NOMINACJA LBA

Zostałam nominowana do nagrody LBA przez http://asiaeverywhere.blogspot.com/ . Bardzo dziękuję, to jest dla mnie bardzo wielkie wyróżnienie :).
''Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za ''Dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów,więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań  otrzymanych od osoby,która Cię nominowała.Następnie Ty nominujesz 11 blogów (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.'' 


[Zawsze odpowiadam na te same pytania]

Pytania:
1. Ile masz latek?

18
2. Gdybyś miała szansę na dzień stać się kimś innym, kto by to był?
Always be who u are.
3. Ulubiony kolorek.

Czarny, zielony, czerwony.
4. Styl muzyki, który preferujesz to...

Pop, rock, metal, dubstep.
5. Lubisz zwierzęta?

Owszem. Mam dwa kundle - Lambiette Mariedid i Hachiko Sasori. Reszta mi poodchodziła w zaświaty.
6.  Lubisz anime? 

Żyję Azją od 5go roku życia. Wychowałam się na anime.
7. O jakim smaku lody lubisz najbardziej?

Lody... lody... nie... proszę xD
8. Jak odnosisz się do osób uważających się za „pępek świata“?

A kysz!
9. W którym miesiącu obchodzisz urodziny?

Luty.
10. Kim marzysz zostać jak dorośniesz lub może już zostałaś?

Tłumaczem i muzykiem (y)
11. Jakiego języka chciałabyś się nauczyć?

Koreański/chiński/indonezyjski i japoński w lepszym stopniu. Wszystkich się uczę. :3

Nominuję:

http://infinite-moje-k-popowe-opowiesci.blogspot.com/
http://yaoidreams.blogspot.com/
http://wstroneslonca135.bloog.pl/
http://www.psycho-exo.blogspot.com/
http://park-ayako.blogspot.com

Więcej nie dam rady nominować. Nie czytam raczej ficków xD

Call of the Moon - Rozdział IV

 „Tylko w tym świecie inny oznacza gorszy. Tylko tu inność jest tępiona, izolowana, odpychana.. Nasza odmienność jest naszym przekleństwem.”

Rozdział IV – Serce wilka.


     Luhan wędrował pomiędzy moimi wspomnieniami. Wewnątrz stał się kruchą I delikatną zjawą... Czułam, że ma ochotę uronić kilka łez, czułam że... boli go moja przeszłość.
     -Widzę to. - Powiedział nagle, budząc się z transu. - Ale to nie powód, byś zalewała łzami tą śliczną buzię. Już...ciii... - Uspokoił mnie, po czym podszedł I przytulił. - Nie płacz przy mnie więcej, bo kiedy to widzę... w mojej głowie słyszę nostalgiczne wycie wilka. Wiesz, że jesteśmy mentalnie połączeni, więc czemu mnie krzywdzisz?-
     -Ja...ja... - zająknęłam się, pociągając nosem.
     -Spokojnie. Po prostu obiecaj, że nie będziesz tego robić.-
     -Obiecuję. - Powiedziałam, z ręką na sercu.
     -Cieszę się, że się dogadaliśmy. - Uśmiechnął się serdecznie.
     -Więc, skoro wyjaśniliśmy sobie większość rzeczy, a przynajmniej ich sporą część... Szczerze, to skoczyłabym na polowanie.-
     -Ale dopiero co jedliśmy... - rzekł zażenowany.
-Nie nasza druga strona Lulu... Nie ta druga strona. Poza tym bieganie dobrze ci zrobi. - Odparłam I ubrałam buty. - Jesteśmy niedaleko lasu. Yifan specjalnie wybrał to miejsce, bym nie musiała wędrować przez pół miasta na łowy. Ludzie źle odbierają osoby, jak ja o późnych porach poza domem I często umazane krwią lub ciągnące zwłoki zwierzęcia do domu... - zrobiłam dziwny grymas. - Nie chcielibyśmy problemów z policją. - Uśmiechnęłam się. - Nie wygląda to dla nich zbyt normalnie. - Dodałam, marszcząc czoło. Luhan gapił się na mnie I chyba nie był przekonany do tego co mówię. - To ruszaj się I lecimy, bo nas świt zastanie. - Rzekłam I złapałam go za ramiona, kierując do wyjścia. Wtedy to zobaczyłam... Klęczałam nad zranionym blondynem, była pełnia, a ten wił się z bólu. Płakałam.”Chyba sobie ją wpoiłem.” - usłyszałam w głowie. Te słowa rozbrzmiewały, a serce krajało mi się bardziej. - Znowu to samo... - szepnęłam.
     -Co jest Yokka? Stało się coś? - Zapytał, machając mi dłonią przed twarzą. Otrząsnęłam się I go przytuliłam.
     -Obiecaj mi coś... - poprosiłam cicho.
     -Co takiego? - Spytał zdziwiony.
     -Cokolwiek by się nie działo... Nie wtrącaj się na zaś I nie próbuj zgrywać bohatera.-
     -Czemu tak nagle... - zmrużył oczy.
     -Po prostu to zrób... - spojrzałam błagalnie.
     -Przyrzekam.-




________________________________________
Bardzo krótki rozdział, mogłabym nawet rzec, iż jest to podrozdział, ale cóż. 
Jutro dodam V. ;)

czwartek, 19 września 2013

Tao x Kris 5 (TaoRis) EXO

Tytuł: ”Życie jest snem...”
Bohaterowie: Wu Yi Fan (Kris); Huang Zitao (Tao)
Pairing: Tao x Kris
Gatunek: One shot, Rating – G, Romans, Dramat, Refleksja.
Zespół: EXO



Kris o Tao:

     Broda miała kształt idealny, czysto azjatycki. Twarz piękna, podłużna. Broda wysuwała się nieco tak, że między nią i dolną linią nosa tworzyła się jakby cudowna parabola, w głębi której tkwiły koralowe usta. Gdy tylko rysy jego twarzy rozświetlał blask słońca, w mgnieniu oka wargi stawały się żywym płomieniem... ogniskiem, które płonęło na moich oczach. Wyraz ich zmieniał się, potężniał albo przygasał, ale zawsze miał w sobie jakąś magię. Zaś jego oczy... czasami przebijała się w nich zmęczona niechęć i zabity uśmiech. Ale w tym było coś dziecięcego... coś co igrało z człowiekiem: szczerość, szybkość i potęga. Pozory mylą... Oczy są oknami duszy i pokażą ukrytą osobowość drugiego człowieka. Ja przejrzałem go całkowicie... Dogłębnie spenetrowałem każdy zakamarek.
     Codziennie doświadczamy czegoś nowego... smutki i radości.. przeciwności losu i te przypadki, które działają na naszą korzyść. Każdego dnia zastanawiamy się co czeka nas kolejnego i kolejnego... Przyszłość... to ona wypełnia nasze myśli. Marzymy... Chowamy w sercu nasze pragnienia, chowamy je w sobie i bronimy, walczymy o nie. Nikt nie chce żyć w czyichś marzeniach... Jak ptak zamknięty w klatce, tak serce zamknięte w piersi... bije, by się wydostać. Ptak nie może rozłożyć swych skrzydeł... pragnie tego, ale to nie jest marzenie, którym musi żyć. Szara rzeczywistość... to ona nas przygniata i sprawia, iż stajemy się jak kwiat pod szkłem. On więdnie. Odebrano mu tlen... ustawiono w cieniu. Nic pięknego nie rośnie w ciemności. A jednak... życie momentami potrafi być piękne. Te chwile sprawiają, że wraca wiara w lepszy dzień. Że ledwo palący się płomyczek, rozpala się na nowo i ogrzewa nas od środka. Ta nadzieja wraca. Marzymy, wznosimy się ku gwiazdom. To jawa? Bo czy my nie żyjemy w snach? Życie jest snem, więc czemu nie możemy się obudzić? Tych momentów jest coraz więcej, od kiedy mam Zitao. Bez niego jestem jak ten ptak... nie rozpościeram skrzydeł. Ewolucja odbiera nam to, czego nie używamy. Zostajemy zniewoleni przez naturę. Nie chcę tracić możliwości latania... Latania w snach...







poniedziałek, 16 września 2013

Chen x Chanyeol (ChenYeol) EXO

Tytuł:”Siła muzyki.”
Bohaterowie: Kim Jong-dae (Chen) & Park Chan-yeol (Chanyeol) & Kim Min-seok (Xiumin) & rest
Pairing: Chen x Chanyeol
Gatunek: One shot, Rating – R, Short, Romans.
Zespół: EXO


MOJA INSPIRACJO
Taki tam short, bez większych ceregieli i scen seksu. Miałam ochotę na taką odmianę i mam nadzieję, że mimo, iż jest krótkie, to będzie się wam miło czytało. ;)

_________________________

     Chłopcy siedzieli w studiu i podczas jednego z wywiadów Chanyeol został poproszony o duet z Chenem. Nie mogąc odmówić wykonania czegoś, co oboje bardzo kochali, bez szemrania Yeol złapał za gitarę i zaczął grać. Melodia wydobywała się z instrumentu i wprawiała w niesamowity nastrój niewielką widownię oraz resztę zespołu. Chen zaczął delikatnie bujać się w rytm muzyki, po czym z jego ust wydobył się anielski głos, który od zawsze koił uszy i sprawiał, że zmęczone oczy zamykały się, a umysły przenosiły do krainy bez zmartwień i bólu. Chłopak posiadał prawdziwy dar, który każdy podziwiał. Yeollie zaczął uśmiechać się na widok hyunga w swoim żywiole, a jego serce się radowało. Jednak Minseok nie był zadowolony reakcją gitarzysty, ukrył twarz przed innymi, by nie widzieli jego szklistych oczu. Łzy napływały, uczucia były silniejsze.


     Po powrocie do dormu, wszyscy gdzieś wybyli. Pozostała w sumie czwórka: Yeol, Chen, Xiu I Baek. Dwójka muzyków po udanym duecie postanowiła obejrzeć jakiś film w salonie. Nie minęło może z piętnaście minut, a Yeol już obejmował hyunga I przymierzał się do pocałowania go, jednak nagle w pokoju zjawił się Xiumin.
     -Uhmm.. - wydusił z siebie Jongdae z wypiekami na policzkach. - H-hyung... pierożka? - Próbował wyratować się łapiąc talerz z jedzeniem i kierując go w stronę starszego, czując zakłopotanie sytuacją.
     -Nie. - Powiedział stanowczo starszy, z pełną powagi miną.
     -A pierożkiem? - Wtrącił Virus, próbując rozładować napięcie. Xiu spojrzał na niego, jakby usłyszał najgorszą zniewagę w swoim życiu.
     -A w dupe sobie wsadź te pierogi. - Odparł, po czym obrócił się na pięcie i wyszedł, trzaskając drzwiami. Było jeszcze przez chwilę słychać, jak rzuca mięsem na korytarzu.
     -Aish... - syknął Chen i wplótł dłonie we włosy, pusto wgapiając się w kanapę.
     -Nie martw się... - wydusił z siebie młodszy, poklepując kolegę w plecy. - Przejdzie mu. Na pewno. - Rzekł, chociaż w myślach zaprzeczał sobie samemu. Co też wygadywał? Kłamstwa.. same kłamstwa... wiedząc, iż tamten bardzo kochał Jongdae, jednak bez wzajemności. Krzywdzili go oboje. Chanyeol nie umiał powiedzieć koledze, co tak naprawdę się tu wyprawia. Bał się, że przez prawdę może go stracić. Postanowił więc zadawać bezpieczne pytania.
     -Słuchaj... - powiedział cichym I niepewnym zarazem głosem. - Czy ty... Jak bardzo lubisz Minseoka? - Starszy spojrzał na niego I delikatnie się uśmiechnął.
     -Bardzo. Jest moim przyjacielem. W Chinach to on jest obok I uczymy się razem, pomagamy sobie I staramy się być coraz lepsi. - Odparł I zbliżył się do młodszego.
     -Bo ja.. - próbował z siebie wydusić to, co leżało mu na sercu jednak...

     -Ty co? Masz na myśli Xiumina? Wiem o czym myślisz dongsaeng. Nie przejmuj się, bo... to tylko mój przyjaciel. Ty jesteś tym, do którego poczułem coś więcej Yeollie... Kiedy trzymam cię w ramionach, mam wrażenie, że trzymam w nich cały świat... coś ważnego, kruchego, co powinienem pielęgnować. Moją miłość... trzymałem ją w ramionach... - podsunął się bliżej, by objąć Chanyeola – I teraz też trzymam. Już zawsze chcę to robić I nie tracić tego uczucia. - Dodał, po czym pocałował swojego ukochanego. Wieczór zakończył się bardzo miło, a poranek... o tym kiedy indziej. ;)


poniedziałek, 2 września 2013

Call of the Moon - Rodział III

„...przeszłość to tylko tło naszego życia, jednak przeszłość to my sami. To ona nas buduje i sprawia, że jesteśmy kim jesteśmy. Więc.. każdy z nas buduje tło dla swojego życia.”

Rozdział III – Duchy przeszłości



     Zanim dotoczyliśmy się do domu był półmrok. Luhan lubił chyba wolne spacerki, bo musiałam iść jego żółwim tempem, żeby go pilnować. Z tego co ogarnęłam, to w fabryce przestał się kontrolować i zranił D.O.
     -Rozpakuj się tu, a ja zrobię jedzenie. - Oznajmiłam, wskazując pokój, po czym ruszyłam do kuchni.
     Po dwudziestu minutach w jadalni pojawił się nasz pędziwiatr.
     -Jesteś szybszy od światła gege. - Rzuciłam, podając mu talerz i ciepłą herbatę.
     -Ej, nie nabijaj się ze mnie. Musiałem się wypakować to, co kazałaś mi spakować! - Wzburzył się Luhan.
     -Ciii... Już już. Jedz i nie marudź, bo będziesz jadł zimne. - Odparłam i uśmiechnęłam się serdecznie. Mój nowy znajomy był strasznie do mnie podobny. Szczerze mówiąc... na jego miejscu też szłabym wolno... Tylko po to, by zobaczyć gwiazdy... nocne niebo było piękne, szczególnie zimą, kiedy to się urodziłam. Kris kiedyś opowiadał mi dlaczego mam białe włosy. Podobno jestem dzieckiem Księżyca i zostałam wybrana przez duchy. Nie byłam taka jak reszt watahy. Kris mówił, że jestem wyjątkowa, jednak patrząc na Luhana, zaczęłam wątpić w to bycie wybrańcem. Jego włosy przypominały moje, ten blond był dużo jaśniejszy, niż normalny. Naturalne kolory z reguły nie są tak jasne. W jego oczach dostrzegałam coś szczególnego, to nie dawało mi spokoju.
     -Słuchaj Lu... Jacy byli twoi rodzice? - Próbowałam się czegoś dowiedzieć, chciałam poznać go lepiej, a może... coś mi kazało? Chłopak, mimo przynależności do stada okryty był tajemnicą.
     -Nie pamiętam ich już za dobrze, ale wiem, że mama była Chinką, a tata Koreańczykiem i mieszkaliśmy w Chinach, a potem zostałem wysłany tu z watahą. Gege powiedział, że rodzice mnie kochali, ale nie mogłem z nimi zostać ze względu na krew Dzieci Księżyca. Ostatecznie trafiłem do Seoulu.-
     -Uhm... Masz przynajmniej tyle wspomnień. Ja nie mam żadnych, bo Kris powiedział, że zabrano mnie od razu po urodzeniu i Nana się mną zajmowała. Jednak ja nie miałam takiego problemu z głodem jak inni, więc mnie puszczali poza częściej. - Odparłam i usiadłam z jedzeniem obok niego. - Ciebie muszę pilnować, nie chcę żeby inni znienawidzili cię za instynkt łowcy. - Westchnęłam, po czym zaczęłam jeść.
     -Jak myślisz... kiedy zjawi się tu reszta?-
     -Nie mam pojęcia. Gege nie odbiera telefonu, więc pewnie załatwia sprawy. Ogólnie przywódca nie czuje się za dobrze i w sumie starzejąc się, traci na sile, więc Kris musi przejąć stanowisko przywódcy stada. Myślę, że świetnie nadaje się na to stanowisko. - Wyjaśniłam pokrótce i popiłam herbatę.
     -Powiedz mi jeszcze kto jest zastępcą Krisa? Zawsze słyszałem wiele, ale nikt nie wyjawił mi kto to.-
     -Po Krisie, w kolejce do dowodzenia jestem ja. Według siły nikt nie dorównuje naszej dwójce, intelektem tak samo. Zawsze byłam z nim na równi i mam takie same prawa i obowiązki jak on. Zawsze traktowałam go jak brata, a przywódce jak ojca. - Objawiłam.
     -Więc... te wszystkie zasługi...-
     -To ja. - Rzekłam stanowczo.
     -Ale... jak...-
     -Normalnie Han-ge. - Odparłam z głupawym uśmieszkiem. Luhan zrobił wielkie oczy i przestał jeść.
     -Wiesz, gege mnie szkolił odkąd tylko byłam do tego zdolna. Moce podobno objawiły się dość wcześnie jak na wilka, bo w wieku sześciu lat. Każdy inny wilk dostaje je w wieku jedenastu lat. Z Krisem było to samo... - Powiedziałam , patrząc się w blat. - Jednak dalej uważam, że to wszystko jest przekleństwem... - Dodałam po chwili ze łzami oczach.
     -Przestań... to dar... Jedyny w swoim rodzaju dar, na który nie każdy zasługuje. Jesteś wyjątkowa i tak powinnaś się czuć. - Dodał mi otuchy, po czym złapał za brodę i kazał na siebie spojrzeć. - Nie płacz, dobrze?-
     -Dobrze. - Dotknęłam jego dłoni i pozwoliłam przeczytać własne myśli. - Teraz powinieneś zrozumieć jak się czułam i dlaczego tak uważam.-