czwartek, 26 grudnia 2013

Daehyun x Youngjae B.A.P

Tytuł:”Królik”
Bohaterowie: Jung Dae Hyun (Daehyun) x Yoo Young Jae (Youngjae)
Pairing: Daehyun x Youngjae
Gatunek: One shot, Rating – R, Romans, Short.
Zespół: B.A.P

     Pamiętam to wszystko, jakby działo się wczoraj. Miałem wtedy dwanaście lat, a mama z okazji urodzin i przeprowadzki zabrała mnie do wesołego miasteczka. Był ciepły, letni wieczór. Byłem oczarowany barwnymi dekoracjami i kolorowymi, migoczącymi światełkami. Pełno atrakcji, a tak mało czasu. Mama zaprowadziła mnie na diabelski młyn. Park rozrywki wyglądał z góry jeszcze bardziej okazale – tłumy ludzi, przebierańcy, lampiony latające dookoła. Jednak było tam coś, a raczej był ktoś, kto przyciągnął moją uwagę. Kiedy tylko ruszyliśmy w stronę stoiska z watą cukrową i sernikiem, moja mama zniknęła. Zostałem sam jak palec w tłumie nieznanych mi twarzy. Zacząłem płakać, bałem się jak nigdy. Nowe miasto, obcy ludzie... To było straszne doznanie, jak na dziecko. Nie mogłem doprowadzić się do porządku, ręce zaczęły mi się trząść, a nogi zrobiły jak z waty. Nagle kątem oka dostrzegłem chłopca – blondyna. Był może w moim wieku, a może i młodszy. Obejrzałem go od góry do dołu zapłakanymi oczami. Był ubrany w czarno-żółty strój królika, a jego głowę trzymał w drobnych dłoniach. Mój wzrok utkwił w jego twarzy. Rysy tak wyjątkowe... i te ciemne oczy, uśmiech. Podszedł do mnie i powiedział: „Hej, jak się nazywasz? Zgubiłeś się?”. Oniemiałem, kiedy usłyszałem jego delikatny, dziecięcy głos. Wtedy uśmiechnął się mocniej, a ja odzyskałem język na sam widok. „D-daehyun... Jung Daehyun.” - Odparłem mu czym prędzej. Usłyszałem w odpowiedzi: „A ja jestem Youngjae, Yoo Youngjae.”, bo w tym samym momencie pojawiła się moja mama. Cieszyła się, że mnie znalazła i łapiąc za rękę pociągnęła w dalszą podróż po miasteczku. Oglądałem się ciągle za blondynem, a ten stał, uśmiechał się i machał do mnie.
     -Tak właśnie wyglądało spotkanie mojej pierwszej miłości, Jae. - Rzekłem zadowolony, siedząc na kanapie.
     -Kto by pomyślał, że zakochasz się w dziecku przebranym za królika. - Zaśmiał się młodszy. - Cieszę się, że nasze matki się zaprzyjaźniły. - Dodał po chwili.

     -Ja także się cieszę, kochanie. Nawet nie wiesz jak bardzo. - Powiedziałem, po czym pocałowałem mężczyznę, który jako pierwszy sprawił, że przestałem płakać.


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Hansol x B-Joo, Kai x B-Joo EXO & Topp Dogg

Tytuł:”Otwórz oczy.”
Bohaterowie: Kim Byung Joo (B-Joo); ; Kim Hansol (Hansol); Kim Jong In (Kai); Kim Joon Myeon (Suho);
Pairing: Kai x B-Joo, Hansol x B-Joo, Kai x Suho;
Gatunek: One shot, Rating – R, Dramat, Romans.
Zespół: EXO & Topp Dogg





Drogi Pamiętniku,
Nigdy nie umiałeś słuchać i dostrzegać pewnych ważnych faktów... Nigdy nie umiałeś usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, a bycie z kimś nudziło Ci się po kilku dniach... Mimo wszystko moje serce do tej pory bije tylko dla Ciebie... albo mogę nawet rzec, że... to Ty nim jesteś. Życie jest bolesne, kiedy tracisz swe marzenia i nie jesteś nikomu potrzebny... Otwórz oczy...
K.J.M.


     Hansol jak zwykle wędrował po dworze samotnie, szukając natchnienia do nowych układów dla zespołu. Niebo tego dnia było bezchmurne, a myśli chłopaka czyste... niczym nie zmącone. Wszystko było dobrze, póki nie wszedł do dormu. Na wejściu stali Byungjoo z Jonginem w miłosnym uścisku.
     -Co on tu znowu robi?! - Wrzasnął na wejściu i aż sczerwieniał na twarzy, a dłoń zacisnął w pięść.
     -Znowu zaczynasz... - wydusił z siebie B-Joo, posyłając mu mordercze spojrzenie. - Przepraszam za niego, kochanie. Spotkamy się później, dobrze? - Zmienił gwałtownie ton, kiedy odnosił się do Kaia.
     -Nie chcę go więcej widzieć w naszym dormie! Niech to do cholery do ciebie dotrze! - Wrzeszczał dalej, a Kai nic sobie z tego nie robiąc opuścił budynek. - Zrób coś z tym, dongsaeng... - Wydukał prawie, że błagalnie do Byungjoo.
     -Z czym? Nie będziesz mi rozkazywał, kogo mam kochać. Daj mi spokój! - Skarcił go na powrót i ruszył w stronę swojego pokoju.
     -Nie widzisz, że on cię wykorzystuje?! Tak jak każdego! Zawsze taki był! Do cholery! Otwórz oczy! - Skontrował.
     -Zajmij się sobą, zrzędo! - Krzyknął ostatecznie.
     -W upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada! Jeszcze zobaczysz! - Dokończył, udając się do siebie. Nienawidził głównego tancerza EXO. Odebrał mu miłość jego życia. Żywił do niego niesamowitą nienawiść. Gniew i nostalgia wypełniały jego wnętrze, istna gehenna.

     W pokoju panowała grobowa cisza, pianino w rogu błyszczało od promieni słonecznych, wpadających przez okno. Hansol przysiadł na ławeczce, rozmyślając o swoim koledze i jego „związku”... Tak bardzo się bał, że w jego oczach zniknie całkowicie. Kiedy zaczął przyciskać klawisze swoimi delikatnymi palcami, łzy poleciały mimowolnie.
     -Myślę o tobie, ale ciszej, coraz ciszej, tak żebyś nie słyszał jak zapominam... Tak właśnie jest? Wyrzucasz mnie ze swojego życia? - Szeptał sam do siebie. - Gdy się od ciebie odwracam i idę sam, to czuję taki ból, który niszczy mi umysł. Mówią, że im więcej cierpisz, tym silniejszy się stajesz, ale... boli mnie teraz całe moje istnienie... Udaję, że się trzymam... Nawet teraz kłamię... Ludzi ciągnie zawsze do tych, których nie obchodzą... Ciężko mi... Kocham twój głos.. ciebie całego... Będziesz mnie ignorować już do końca? Gdzie podział się ten zespół... ta braterska miłość... I teraz... nie widzę przyczyny, by się starać albo żeby rozmawiać... albo żeby oddychać. - Pianino cichło coraz bardziej, blondyn opadł na klawisze i zasnął przy otwartym oknie.
     Obudził się, kiedy gwiazdy obsypały niebo, niczym złoty brokat ciemną kartkę. Znów bezchmurnie, bez wiatru... Na krześle, przy biurku siedział Byungjoo.
     -Myślisz, że twoje łzy cokolwiek zmienią? Dopiero teraz dostrzegam, że nikt nie ma tu twarzy... Brzydzę się całym światem. - Splunął na ziemię. - Nie zgubiłeś się? - Zakończył swój wywód.
     -Zgubiłem się, i to dawno.-
     -Jesteś nikim. Dzisiaj znów to zrobisz, prawda?-
     -Ludzie zapomnieli jak się cierpi... A ty nie jesteś tym samym Byungjoo, którego znam. Chcę wiedzieć, kim naprawdę jesteś...-
     -Twoim koszmarem! - Wrzasnął i rozpłynął się w powietrzu.
     Hansol zerwał się, uderzając barkiem w kant obramowania od okna. To musiał być sen, bo przecież B-Joo nie wie co blondyn robi ze swoim ciałem. Jego jedyny sekret... ukrywał go długimi rękawami, rękawkami, kiedy mieli treningi, opaskami... dosłownie wszystkim czym się dało. Czasami blizny były na tyle słabe, że udawało się je ukryć podkładami. Tak wyglądało jego życie. Jego historia... Jego dusza...



    Mijały tygodnie, a Hansol coraz bardziej się pogrążał. Za to relacje Kaia i B-Joo były bez zarzutów. Chłopcy nie przejmowali się niczym, jednak z Jonginem zaczynały dziać się dziwne rzeczy. Coraz częściej znikał, chodził zamyślony. To ten głupi moment, kiedy jesteś tak bardzo zły, że zaczynasz płakać. W końcu oboje spotkali się nad rzeką. Kai spoglądał w dal, jego włosy unosił delikatny wiatr.
     -Chciałeś pogadać, co jest? - Wypalił nagle zmartwiony Byungjoo.
     -Powinieneś odejść... - wyszeptał, dalej obserwując zachodzące słońce. Chłopak nie chciał wierzyć w to, co słyszy. - Zresztą nie jestem dobrym człowiekiem...-
     -Jak... co ty... - nie mógł się wysłowić.
     -Mów, krócej będziesz cierpiał.-
     -Co mam mówić? Co ja mam na to odpowiedzieć!? - Ryknął na niego, ze łzami w oczach.
     -”Nienawidzę cię”, „wyłącznie cierpiałem”... Cokolwiek... - odparł, nie zmieniając pozycji i nie odwracając głowy.
     -Nie umiem tak... Nie wierzę w twoje słowa... Musi być inny powód... - Starszy westchnął.
     -Może i tak... -
     -To o co ci chodzi Jonginnie? - Zapytał ponownie, z nadzieją.
     -Jesteś śmiertelnie nieszczęśliwy... - Rzekł, ciężko przełykając ślinę.
     -To samozatrucie sobą... - zaczął cichutko tłumaczyć.
     -Wcale nie. To moja wina... - obarczył się jego uczuciami, jego zachowaniem i wszystkim co tylko dostrzegł, a co paliło jego serce.
     -Nie gadaj głupot, wiesz że wszystko jest i będzie dobrze. - Próbował dodać mu otuchy.
     -Chciałbym ci móc powiedzieć, że to idzie ku lepszemu, ale niestety tak nie jest... - Załamał się całkowicie. - Wiesz co powiedział Hansol, kiedy przechodziłem obok jego pokoju? - Wtrącił nagle.
     -Rozmawiałeś z n-nim?... - Chłopak zbladł.
     -Nie, po prostu słyszałem jak gada sam do siebie. Dokładniej poszły słowa: „Czuję się jak wielki oszust, bo żyję jak dawniej, a nikt o niczym nie wie.”. - Zaakcentował dokładnie każde słowo, zagryzając na koniec dolną wargę ze zdenerwowania.
     -Co to ma do rzeczy? On próbuje zwrócić na siebie uwagę, zabrać nam nasze szczęście. - Tłumaczył ponownie.
     -Byungjoo... - zdenerwował się starszy. - Zamknij oczy i wyobraź sobie szczęście. - Wbił w niego wzrok i przyglądał się uważnie. - Co widzisz? - Zapytał nagle. Po policzkach chłopaka poleciały łzy.
     -Widzę... w-widzę Hansola... - popłakał się jeszcze mocniej. - To nie ma sensu... - dodał po chwili.
     -Większość życia nie ma sensu. - Spojrzał mu prosto w oczy. - Chcesz się poddać? - Spytał, podając wisiorek z fioletowym kamieniem. Taki sam, jaki nosił Hansol.
     -Biegnij do niego, póki nie jest za późno. - Rzekł stanowczo visual.
     -Dziękuję Jonginnie... Za wszystko... - odparł zapłakany.
     -Biegnij! - Ponowił rozkaz.

     Wyobraź sobie, że zależy ci na kimś tak bardzo, że wracając do domu po spotkaniu z nim, zaciskasz mocno  pięści, cieszysz się jak dziecko, skaczesz z radości, mówiąc sobie: „to jest to”, promieniejesz w każdej sekundzie życia. Myślisz, że już wszystko będzie dobrze, że w końcu doczekałeś się czegoś pięknego. I wyobraź sobie to rozczarowanie, gdy okazuje się, że nie jesteś dla NIEGO, że wszystko co powiedział było gówno warte, nie znaczyło nic... Zwykłe słowa rzucone na wiatr... nic więcej... Boli, prawda? Zresztą... wszystko mi jedno. Wmawiałem sobie, że wszystko będzie dobrze... Ale przecież... ja nie lubię kłamstwa. Dlaczego wszyscy mnie zostawiają?! Dlaczego?! Znajdź mnie dzisiaj.. Tak jak przed rokiem... Proszę, znajdź mnie... Uratuj! Wiesz co boli najbardziej? Kiedy idziesz w te same miejsca... bez tych samych ludzi...A co robisz w nocy? - Zapytał sam siebie. -Śpię. - Odparł równie szybko. -Szczęściarz, bo ja nie śpię, tylko marzę... - Jego stan pogarszał się z każdą chwilą. -O czym? - Przy tym pytaniu popłynęła kolejna strużka krwi. -Jak to o czym? O miłości, o wolności... - Nadgarstek mienił się od szkarłatu po burgund....
     -Hansol! - Krzyczał, wbiegając na piętro. - Hansol! -Widzę, że jesteś smutny, nawet gdy się uśmiechasz, nawet gdy się śmiejesz. - Wkroczył z impetem do pokoju swojego hyunga. Spoglądając na jego ręce, przeszedł go dreszcz tak silny... tak intensywny... Jednak postanowił kontynuować, by odwieść go od żyletek. - Widzę to w twoich oczach, w głębi duszy chce ci się płakać, bo... bo się boisz. - Przełknął ciężko ślinę. - Dlaczego udajesz, że jest dobrze? - Zapytał szybko.
     -Bo tak jest łatwiej. Dławię się własnym cierpieniem. Zresztą wszystko mi jedno. Nie wiem co mam ci powiedzieć, serio. - Odparł, próbując zrobić kolejną kreskę.
     -Nie musisz mówić mi nic. - Rzucił i złapał go za ręce.
     -Znasz tylko moje imię, a nie moją historię. - Wyrwał się, szukając ucieczki.
     -Znam cię w każdym calu, aż za dobrze. Nie widzisz, że izolujesz się od świata? Ranisz sam siebie... - Załkał prawie, cienkim głosem.
     -Widocznie nie zasługuję na szczęście. - Powiedział stanowczo Hansol.
     -Twoje łzy miażdżą mi serce... - Wyznał czym prędzej chłopak o fioletowych włosach.
     -Więc odejdź... nie patrz na to. - Rzucił, sądząc że to coś zmieni.
     -Kiedyś dużo się śmiałeś. - Wspomniał, starając się podtrzymać go przy zdrowych zmysłach.
     -Poddałem się. - Orzekł, spuszczając głowę.
     -To co ja mam w tej sytuacji zrobić? - Zapytał bezsilnie.
     -Najbardziej boli, jak bliska osoba olewa cię dla kogoś innego... - Uniknął odpowiedzi.
     -Więc tobie ciągle chodzi o Kaia? Nie zauważyłeś, że nie spotykam się z nim od tygodnia? Przejrzałem na oczy Hansollie... - Powiedział, gładząc starszego po palcach.
     -Więc innego diabła już nie ma?... - Zdziwił się trochę.
     -Nie był diabłem, ale aniołem. - Stwierdził szybko, łapiąc jego dłoń.
     -Więc idź pod jego skrzydła. No dalej! - Wrzeszczał Hansol.
     -Nie mam zamiaru, idioto... To nie był mój anioł... Ja swojego miałem obok cały czas, tylko tego nie dostrzegałem... Zbyt późno się obudziłem i prawie go straciłem. - Wyjaśnił, przytulając starszego.
     -Na co czekasz... idź do niego... - Spuścił z tonu, czując bliskość ukochanego.
     -Jestem tu... Jestem tu Hansol. Proszę cię... nie odchodź... Nie przeżyję tego. Co mam zrobić, żebyś się uśmiechnął? - Zaczął płakać.
     -Cofnij czas... - Wypalił, ale już mniej pewnie.
     -Nie umiem tego zrobić, ale mogę zacząć naprawiać wszystko od tej chwili... - ledwo już mówił.
     -Myślisz, że było mi łatwo?! - Krzyknął, łamiącym się głosem.
     -Zdaję sobie sprawę, że nie, ale kocham cię i sprawię, aby ten uśmiech wrócił. - Odparł i pocałował go czule w usta.
     -Każdemu dookoła powtarzałem, że nie chcę cię widzieć, ale wzrokiem szukałem cię po ulicy... - wyszeptał starszy, obejmując Byungjoo zakrwawionymi rękami.
-Już wszystko dobrze... Zawsze przy tobie będę... - szepnął prosto w jego usta, po czym mocno przytulił.


Drogi Pamiętniku,
Ból nas jednoczy, blizny uczą nas jak milczeć. Wszystko sprawia, że płaczę lub może płaczę z innego powodu... Trudno powiedzieć, kiedy setki emocji zlały się w jedno. Jedno spojrzenie... Oddychanie boli jakbym miał w krtani nóż...
K.J.M.


     Za późno dostrzegłem pewne rzeczy... Byungjoo się udało, jednak ja całe życie byłem zbyt nieodpowiedzialny... Teraz siedzę tu, przy twoim łóżku szpitalnym i patrzę jak z każdą godziną słabniesz coraz bardziej...
     -Suho... Kocham cię... - wyznał wreszcie młodszy.
     -Tej nocy.. wiesz... nie przychodź. - Nakazał cicho lider.
     -Nie opuszczę cię. - Powiedział stanowczo.
     -Będę sprawiał wrażenie cierpiącego, trochę umierającego. Tak to już jest. Nie przychodź tego oglądać. Nie warto... - Nie chciał, by jego ukochany oglądał jak umiera.
     -Nie opuszczę cię. - Powiedział ponownie Kai, po czym zaczął płakać nad jego łóżkiem.

Drogi Pamiętniku,
Jongin od początku nie umiał słuchać i dostrzegać pewnych ważnych faktów... Nigdy nie umiał usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, a bycie z kimś nudziło mu się po kilku dniach... Mimo wszystko moje serce do tej pory bije tylko dla niego... albo mogę nawet rzec, że... to On nim jest. Życie jest bolesne, kiedy odchodzisz stąd zabierając komuś marzenia... Otwórz oczy...
Kim Joon Myeon


     Mówiłeś, że znam tylko twoje imię, a nie znam historii... Nie musiałem pytać... Cała historia na skórze rąk.
Kim Byung-Joo


sobota, 9 listopada 2013

B-Joo x Luhan EXO & Topp Dogg

Tytuł:”No, no, no no more... tomorrow.”
Bohaterowie: Lu Han (Luhan); Park Chan Yeol (Chanyeol); Kim Byung Joo (B-Joo); Jeon Hojoon (Hojoon); Kim Hansol (Hansol); Shin Jiho (Xero); Wu Yifan (Kris); Huang Zitao (Tao); Oh Se Hun (Sehun)
Pairing: Luhan x B-Joo
Gatunek: One shot, Rating – R, Dramat, Romans, Supernatural.
Zespół: EXO & Topp Dogg




     Jego oczy gasły. Czułem jakbym błądził w nieprzeniknionej ciemności. Moje serce pękało z każdym jego oddechem. Czułem, że gdy nadejdzie ten ostatni, moje serce także przestanie bić.

     Szedłem spokojnym krokiem do domu. Wracałem prosto z lotniska, zmęczony i całkowicie wycieńczony umysłowo. Dopiero wróciłem z Chin, ponieważ mieliśmy tam trening specjalny. Stęskniłem się za swoim łóżkiem i tym cholernym Seoulem – pełnym świateł, hałasu i upierdliwych ludzi. Chciałem jedynie położyć się spać... To było moje marzenie tamtej chwili.
     Nagle niedaleko mnie zrobił się niewielki zamęt. Byłem ciekawy co się dzieje w sercu tego zamieszania, więc stanąłem na murku i ujrzałem dwóch chłopaków, wśród tłumu piszczących dziewczyn. Mało co nie straciłem słuchu, mimo iż byłem dosyć daleko. Przyjrzałem się tej sytuacji trochę bardziej i dostrzegłem Luhana i Chanyeola z EXO. Byłem ich fanem, więc nie trudno było ich rozpoznać, nie dziwił mnie już ten tłum. Stwierdziłem wtedy, że pomogę im się stamtąd wydostać. Te fanki nie wyglądały na zdrowe na umyśle, a dodatkowo widać było, że chłopcy sobie nie radzą. Rozejrzałem się tylko, czy nie ma tam żadnych kamer, które mogłyby mi zaszkodzić w jakiś sposób. Po oględzinach bez wahania wbiłem się w harmider i przedarłem do środka tej dżungli pełnej zwierząt skorych do konsumpcji bezbronnych roślinożerców. Typowe sasaengi... Kiedy tylko miałem ich w zasięgu, złapałem Luhana za nadgarstek i pociągnąłem do siebie, wtedy ten chwycił Yeola. Ruszyłem przed siebie, ciągnąc ich za sobą. Gdy byliśmy pomiędzy rozwrzeszczanymi nastolatkami, które przestały ogarniać sytuację, skorzystałem ze swojego daru.
Po chwili znaleźliśmy się niedaleko wytwórni SM. Puściłem natychmiast Lu i postanowiłem w końcu wrócić do domu. Luhan otrząsnął się momentalnie i szarpnął mnie za koniuszek koszulki.
     -Dokąd idziesz?! Mów co się stało. Lepiej szybko... Jak my?... - Rzucił szybko pytaniami.
     -Ummm... Do domu? - Uśmiechnąłem się delikatnie. - Muszę uciekać! - dodałem po chwili i puściłem mu oczko. Chanyeol patrzył na nas zdziwiony. Zacząłem biec, by jak najszybciej doznać bliskiego spotkania trzeciego stopnia z własnym łóżkiem.
     -Zaraz! Jak się nazywasz?! - Krzyknął jeszcze póki słyszałem.
     -Byungjoo, gege. Nazywam się Kim Byungjoo! - Odparłem głośno i zniknąłem za zakrętem.

     Do domu wróciłem z godzinę po całym zajściu. Padałem z sił, więc jedynie zakluczyłem drzwi i padłem na łóżko. Ledwo wtuliłem twarz w poduszkę i nie minęła nawet minuta, a Morfeusz podał mi dłoń, zabierając momentalnie do swojej krainy.
     Błąkałem się po kompletnym pustkowiu, zero roślin, ludzi... Dookoła tylko kilka niewielkich rzek, ciemność, cisza... Czułem jakbym miał się utopić we własnych łzach... w tych oto rzekach...
     Następnego dnia mieliśmy mieć trening, brakowało nam 2 miesięcy do debiutu. Wraz z Hansolem, Xero i Hojoonem wędrowaliśmy właśnie do schodów. Kątem oka dostrzegłem postać na kanapie przy biurze. Nasza rozmowa automatycznie ucichła. W holu siedział spokojnie Luhan. Nie mogłem uwierzyć, że go widzę. Tu, w Starship.
     -Idźcie przodem, zaraz was dogonię. - Rzekłem, podchodząc do blondyna. - Co ty tu robisz, gege? - Wytrzeszczyłem oczy, a kumple magicznie się zwinęli.
     -Musiałem cię znaleźć, dongsaeng. Nie mogłem przestać myśleć o wczorajszym, zapomnieć o tobie... Zaintrygowałeś mnie i musisz mi wyjaśnić parę rzeczy. - Dociekał, wpatrując się we mnie.
     -Niczego nie musisz wiedzieć. - Starałem się utrzymać sekret z daleka od innych ludzi. - Nie chciałem tylko pozwolić, by któryś z was ucierpiał przez chore fanki. - Rzuciłem jedynie.
     -Przecież to nic wielkiego, możesz mi powiedzieć... Nie pomijaj tego co ma największy sens. - Skontrował, nadymając policzki.
     -To nic istotnego. - Okręciłem się na pięcie i ruszyłem na próbę lekko spóźniony.
     -Moc Kaia. - Powiedział dość głośno, co sprawiło, że zatrzymałem się na chwilę na schodach. Westchnąłem cicho, zagryzając dolną wargę. - Nie musisz się bać. - Zmartwił się. Ja w odwecie jedynie mruknąłem cicho. - Będziesz gotowy, by mi powiedzieć. Zobaczysz. - Na jego ostateczne słowa, odszedłem zrezygnowany.

     Po ciężkim treningu szybko skoczyłem pod prysznic. Nie uśmiechało mi się wracać w tak opłakanym stanie do domu. Cóż, nie spodziewałem się, że po kąpieli w szatni spotkam gege.
     -Śledzisz mnie? Huh? - Spytałem, pośpiesznie się ubierając. Lu obserwował mój brzuch, to szyję z dziwnym uśmieszkiem. Nie powiem, że nie podobało mi się to, bo bym skłamał, ale wydawało się to dość dziwnym zjawiskiem. - Huuuuum? - Przeciągnąłem, a ten otrząsnął się z transu, spowodowanego moim ciałem.
     -Nie, po prostu chciałem odprowadzić cię do domu i skoczyć przed tym na jakąś kawę, czy coś... - mruknął szurając butem po podłodze. Spojrzałem na niego z szelmowskim uśmiechem, zakładając bluzę.
     -Przyznaj, że nie interesuje cię zdarzenie, a moja osoba. Widzę to po tobie. - Próbowałem jakoś go zniechęcić, ale nie dawał za wygraną, więc poszedłem z nim do miasta.
     Usiedliśmy w kawiarni z pięknym wystrojem. Czułem trochę klimaty z Chin, ten koloryt... Jednak bardziej zwracałem uwagę na Luhana. Na jego delikatne rysy twarzy, jasną cerę i rumiane policzki, kiedy dostrzegał, że go obserwuję. Jasne włosy opadały na czoło i sprawiały, że wydawał się jeszcze bledszy. Jego usta przyciągały największą uwagę, koralowe skarby, które układały się w niesamowicie piękny uśmiech. Wiedziałem tamtego dnia, że nigdy go nie zapomnę. Zacząłem rozmawiać z nim normalnie, nie wypytywał wtedy o moją tajemnicę. Czułem się komfortowo, więc chętnie odpowiadałem na każde jego pytanie. Dzień był bardzo miły i po wszystkim nie mogłem normalnie zasnąć. Widziałem go... cały czas widziałem go przed moimi oczami. Jakby ktoś trzymał mi przed twarzą jego zdjęcie... Wspaniałe uczucie.

     Od spotkania w kawiarni minął dobry miesiąc. Tamtego dnia przekonałem się do gege i dałem poznać jak nikomu innemu. Nawet w zespole nie wiedzieli o mnie tyle co on. Dogadywaliśmy się świetnie, zacząłem się w nim zakochiwać, jednak nie byłem pewny czy tak można. Dwa zespoły... dwóch facetów... Bałem się jak mogą zareagować fani na taką wieść. Trzymałem się na dystans, ale i tak codziennie słyszałem od niego: „Jesteś moim sercem”.Często sypiał w moim mieszkaniu, więc miał klucze. Widywaliśmy się codziennie i coraz to ciężej było mi ukrywać moje uczucia do niego. To cholernie bolało.
     Pewnego dnia spacerowaliśmy przez miasto. Nagle Luhan przypomniał sobie o pamiętnym dniu w okolicy lotniska. Zaczął ponownie wypytywać, a ja nie chciałem... Nie chciałem za żadne skarby ujawniać tej części siebie. Chciałem być normalny w jego oczach, jednak on już był pewien tego kim jestem naprawdę. Cały we łzach wybiegł na ulicę, nie zdążyłem zareagować. W Lu uderzył pędzący z dużą prędkością samochód. Blondyn odleciał kilka metrów dalej, a dosłownie sekundę po tym ja już klęczałem przy nim. Krew ciekła po jego skroni, strużka płynęła z ust, a skóra na lewej ręce była mocno obdarta, to samo tyczyło się nogi. Kierowca czym prędzej zadzwonił po karetkę. Jednak kiedy tylko się obrócił, przeniosłem nas do szpitala.

     Luhana zabrali na szybkie badania, sprawdzali czy nie ma krwotoku, martwiłem się okropnie. Po policzkach mimowolnie spływały mi łzy. W szpitalu niedługo po telefonie do SM, zjawili się Kris, Sehun i Tao, by mieć wgląd w sytuację swojego przyjaciela. Ja zaś mógłbym wyrobić tunel w korytarzu od mojego chodzenie to w jedną, to w drugą stronę. Bałem się, że go stracę... to wszystko było moją winą. Miał nadzieję, że jak pobiegnie na ulicę to pokażę swój dar... Jednak zawaliłem. Nie uratowałem go. Nie mogłem tak szybko zareagować... Jestem takim idiotą, że go nie złapałem za rękę, koszulkę... cokolwiek... Byung, jesteś idiotą... Cholernym, pieprzonym idiotą bez mózgu...
     Lekarze po kilku godzinach poinformowali nas o stanie zdrowia starszego. Okazało się, że wypadek nie zadał większych obrażeń, ale ma rzadką chorobę serca, która go zabija. Został mu jeszcze tydzień życia i nie wiadomo, czy wybudzi się ze śpiączki.
     Wziąłem wtedy wolne i spędziłem przy nim każdą chwilę. Nawet spałem w szpitalu, tuż obok jego łóżka, trzymając jego dłoń i wyczekując na jego przebudzenie. Łudziłem się tak bardzo, płakałem dniami i nocami, patrząc na jego twarz. Ten beznamiętny wyraz ranił moje serce.
     Nadszedł dzień szósty. Wtedy się przebudził, ale nie był do końca przytomny. Wszystko we mnie rozpadało się na małe kawałeczki. Tego dnia to dostrzegłem. Jego oczy gasły. Czułem jakbym błądził w nieprzeniknionej ciemności. Moje serce pękało z każdym jego oddechem. Czułem, że gdy nadejdzie ten ostatni, moje serce także przestanie bić... Wiedziałem, że nie zostało mu dużo czasu, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Złożyłem na jego ustach pierwszy i ostatni nieśmiały pocałunek, po czym wyszedłem z sali.

     Kilka dni później Luhan był w pełni świadomości, lekarze nawet postanowili wypuścić go ze szpitala, ale miał iść z pielęgniarką, która będzie go pilnować. Lu zdziwił się, że nie ma przy nim jego ukochanego, ale ruszył szczęśliwy do domu. Miał nadzieję, że tam się spotkają.
Kiedy tylko wszedł do mieszkania, na biurku w ich pokoju dostrzegł list. Podszedł niepewnie i powoli go otworzył. Na kopercie widniał napis: „Do Anioła”. Treść listu zaś taka:

Najukochańszy Luhannie,
     Chciałbym Ci powiedzieć jeszcze tak wiele, chciałbym być teraz przy Tobie i widzieć Twój słodki uśmiech, piękne oczy. Chciałbym usłyszeć Twój cudowny głos, poczuć Twój zapach... Kochałem Cię ponad wszystko i nigdy nie myślałem, że zakocham się w kimś tak mocno. Ukrywałem moje uczucia, trzymałem na dystans. Bałem się nowości, bałem się, że znowu zostanę zraniony, jednak nic takiego się nie stało. Jesteś wspaniałym człowiekiem i nie zamieniłbym chwil spędzonych z Tobą na nic innego. Chciałbym przeżyć to jeszcze raz, ale to już nie możliwe. Marzyłem, by spędzić resztę życia z Tobą, marzyłem o debiucie, o stanięciu na jednej scenie razem z Tobą. Jesteś moim najukochańszym Aniołkiem. Nie myślałem, że tak się to potoczy, ale cieszę się, że poszedłem z Tobą i mogłem przeżyć jeszcze trochę tak magicznych chwil. Miałem Ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym, ale to już nie miało znaczenia w tamtym momencie. Miałem poważnego raka mózgu, lekarze dawali mi 2 lata życia, ale co mi z dwóch lat bez Ciebie... Nawet debiut i możliwość pokazania własnej muzyki nie dawała radości. Płakałem wiele nocy przy Twoim łóżku, prosiłem Boga o pomoc, jednak nikt nie odpowiadał. Po Twoim wypadku lekarze wykryli u Ciebie poważną chorobę serca, potrzebowałeś przeszczepu. Pamiętasz... jak codziennie mówiłeś mi, że jestem Twoim sercem?... Od teraz będę nim na zawsze.

                                                                                                                         Kocham Cię Aniołku.
                                                                                                                         Na zawsze Twój,

                                                                                                                                                Byungjoo.


_______________________________________________________________________
Miałam ochotę rozwinąć się bardziej, ale popłakałam się przy pisaniu tego listu i nie dałam rady uzupełnić środkowej części w więcej szczegółów, za co bardzo was przepraszam. Przypominam sobie ten list patrząc na opowiadanie i płaczę... Po prostu płaczę jak dziecko... ~ Kana

środa, 16 października 2013

Scenariusz Henry "Spotkanie na koncercie."




     Wybrałaś się na koncert swojego ulubionego zespołu. Śpiewałaś każdą piosenkę i świetnie się czułaś. Nie mogłaś wyjść z podziwu, jak niesamowicie brzmią na żywo. Nagle ktoś na ciebie wpadł, upadłaś, ale ten zaraz pomógł ci wstać. Wpatrywałaś się w niego jak w obrazek. Przystojny Azjata z pięknym uśmiechem. Ten widok miałaś w pamięci cały koncert. Stał niedaleko ciebie, nie mogłaś przestać o nim myśleć. Po koncercie znowu na siebie wpadliście, znowu upadłaś na ziemię, ale tym razem puściłaś torebkę. Tajemniczy chłopak podniósł ją i podał, a ty cała czerwona pobiegłaś do hotelu.Byłaś bardzo nieśmiałą osobą, więc nie zagadałaś, mimo że bardzo ci się spodobał. 
Po powrocie otworzyłaś torebkę i zobaczyłaś kartonik, którego tam nie było. To wizytówka. Przeczytałaś tam „Lau Henry” i numer telefonu z dopiskiem „ZADZWOŃ, nie zapomnę cię”. Musiał podłożyć ci ją, kiedy drugi raz przypadkiem się spotkaliście. Zapisałaś numer i od razu napisałaś sms'a: To musiało być przeznaczenie.

Scenariusz Key "Taniec nas połączył."



      Byłaś tancerką, należącą do jednej z polskich grup. Zostałaś wysłana na wymianę do Seoulu. Wyszłaś sama na miasto, by pozwiedzać okolicę. Czułaś się samotna bez reszty tancerzy. Stanęłaś niedaleko fontanny i słysząc muzykę zaczęłaś tańczyć. Chciałaś poczuć się jak u siebie. Byłaś niesamowita, ludzie zatrzymywali się, by na ciebie popatrzeć. W pewnym momencie obok ciebie pojawił się pewien blondyn, który obserwował cię od samego początku. Teraz tańczyliście razem i świetnie się bawiliście. Po całym „przedstawieniu” blondyn podszedł bliżej i powiedział:
     -Jesteś świtna. Zawsze tu tańczysz?-
     -Pierwszy raz... - odparłaś zarumieniona.
     -Oh, wybacz mój brak kultury. Jestem Kim Kibum. - Powiedział i podał ci rękę.
     -Miło mi cię poznać. - Odwzajemniłaś gest. - Ja nazywam się ________________.
     -Mnie także miło poznać tak utalentowaną osobę. - Rzekł i puścił ci oczko.

     Tańczyliście razem dalej. Od tamtej pory pojawiasz się tam codziennie i razem cieszycie się swoja pasją we dwójkę.

Scenariusz Hanbyul "Kiedy uczy cię śpiewać."




      To był twój wielki dzień. W końcu udało ci się dostać do zespołu, po 5 latach bycia trainee. Czekał cię jednak dodatkowy trening do debiutu, gdyż samym rapem się nie żyje. Twoim zadaniem było nauczenie się lepiej pracować przeponą.
Już tego samego wieczora byłaś na sali w wytwórni i ćwiczyłaś, jednak niezbyt ci to wychodziło. W pewnym momenicie zauważyłaś kątem oka sylwetkę w drzwiach.
     -Może ci pomóc? - Spytał Hanbyul, z uśmiechem na twarzy.
     -Uhm... - przytaknęłaś, a ten wkroczył na salę i rozpoczęliście trening. Godziny leciały, a wy ciężko pracowaliście. Śmiałaś się, kiedy próbował wysoko wyciągać, bo brzmiał jak dziki ptak. Chłopak cieszył się, że udało mu się chociaż trochę cię rozbawić. Czas na naukę się skończył i przyszła pora odpocząć.
     -__________, wieczorem o tej samej porze? - Zapytał, a ty uśmiechnięta przytaknęłaś. - To do później! - Pożegnał się i wyszedł.

Scenariusz Myungsoo (L)




     Byłaś szkolnym kujonem oraz członkinią samorządu szkolnego. Każdego dnia inni uczniowie ci dokuczali, miałaś tego dość, ale nie umiałaś się postawić. Podobał ci się pewien chłopak, szkolna gwiazda – Kim Myungsoo. Wiedziałaś jednak, że nigdy na ciebie nie spojrzy. Załamywałaś się i dużo płakałaś. Nie miałaś ochoty chodzić na zajęcia, ale chciałaś dostać się na dobrą uczelnię, więc starałaś się być silna.
Pewnego dnia, kiedy wychodziłaś z klasy, jeden z uczniów pchnął cię tak, że upadłaś na ziemię i wypadły ci z rąk książki i zeszyty. Zaczęłaś je zbierać, wszyscy się śmiali. W pewnej chwili ktoś podniósł twój podręcznik i podał ci rękę. Śmiech ustał. To był Myungsoo, chłopak o którym marzyłaś pomógł ci wstać, po czym pociągnął cię do gabinetu obok. Wszyscy obserwowali was przez szybę w drzwiach.

     -Bądź silna __________. - Powiedział ciepło i pocałował cię w czoło. - Lubię cię. - Dodał po chwili, a ty stałaś jak wmurowana. Na twoich policzkach pojawiły się wypieki, a ludzie oniemieli. - Bądź sobą i się nie zmieniaj. - Zmierzwił ci włosy, a wychodząc rzucił - Do zobaczenia jutro, __________. - i pomachał ci, wymijając ludzi.

Scenariusz - L.Joe "Kiedy jesteś tylko przyjaciółką."

      



     Spacerowałaś pięknego, słonecznego popołudnia parkiem. Byłaś załamana, bo zerwał z tobą chłopak. Bardzo to przeżywałaś. Mimo ładnej pogody twoje oczy zachodziły łzami, a serce pękało. Wspomnienia przelatywały przed twoimi oczami, byłaś smutna i zarazem wściekła. Usiadłaś na tej samej ławce co zawsze, skuliłaś się i ukryłaś twarz w dłoniach.
     -__________. - Usłyszałaś ciepły i pogodny, a zarazem zmartwiony głos. Odciągnęłaś dłonie, by spojrzeć, mimo iż wiedziałaś kto to. Twój najlepszy przyjaciel – Byunghun usiadł obok ciebie i mocno cię przytulił. Poczułaś ulgę i przestałaś płakać. Znaliście się od dzieciństwa i znał cię jak nikt inny. - Słyszałem co ci zrobił, __________. Nie wybaczę mu tego, że cię zranił. Nie zasługiwał na ciebie. - Odezwał się ponownie. Wtuliłaś się w niego mocniej. Kochałaś go, ale nie chciałaś psuć waszej przyjaźni.
     -To ja byłam głupia... - odparłaś szeptem. - Ciągle jestem...-
     -Nie mów tak. Jesteś najwspanialszą osobą jaką znam. - Wyznał. - Czekałem tyle czasu, by ci to powiedzieć, bo ja... - urwał i przełknął ciężko ślinę. - Ja cię kocham ________. Jednak nie chciałem psuć tego wszystkiego, ale teraz... teraz mam siłę. Chcę byś wiedziała. Żałowałem, że to nie ja byłem na jego miejscu. - Rzekł przybity. Słysząc te słowa, pocałowałaś go w policzek.
     -Ja też cię kocham Byung... - powiedziałaś łamiącym się głosem, a ten cię pocałował. Resztę dnia spędziliście w swoich objęciach.

wtorek, 15 października 2013

Sehun x Suho; Sehun x Lay EXO

Tytuł:”Ono bije dla ciebie...”
Bohaterowie: Oh Sehun (Sehun); Kim Joon Myun (Suho); Zhang Yixing (Lay) + rest
Pairing: Sehun x Suho; Sehun x Lay; Suho x Lay
Gatunek: One shot, Rating – R, Short, Romans, Dramat.
Zespół: EXO


     W dormie EXO panował zamęt. Od rana Chanyeol z Baekhyunem latali po schodach jak najarani jakimś zielskiem i rzucali się poduszkami. Kai jak zwykle tańczył w salonie i nie pozwalał nikomu oglądać telewizji, bo leciała muzyka. Luhan biegał jak opętany, bo zabrał Tao jego pandę, a Xiumin co chwile z pokoju przecierał drogę do lodówki po jedzenie. Suho obserwował całe to zamieszanie, widząc Laya, który buja się na hamaku ze swoim jednorożcem i wpatrywał się w Sehuna. Kris w tym czasie był na zakupach z managerem, a Chen z Kyungsoo robili sobie zawody na lepszego wokalistę. Zamęt jaki tam panował było trudno porównać do zamętu po otwarciu puszki Pandory.
     -Powrót na scenę chyba za bardzo ich rozruszał... - mruknął Suho pod nosem. Bardzo zaciekawił go widok maknae, gdyż jako jedyny miał kocie uszy I ogon. Jedynie on potrafił zobaczyć to zjawisko – czysta magia. Sehun był dziwnie przybity, siedział w promieniach słonecznych, a jego włosy mieniły się odcieniami żółci, złota I bieli. Lider zauroczył się w nim już przed debiutem, jednak do tej pory niczego mu nie wyznał. Nie chciał przypadkiem popsuć stosunków, między członkami zespołu.
     W pewnym momencie do Huna podszedł Lay I zaczął go zagadywać. Chłopak rozweselił się automatycznie. Dam sobie spokój. - Przeszło mu przez myśl, po czym ruszył do kuchni gotować, gdyż Kris wrócił z zakupów..
     W jadalni był istny harmider. Chłopcy rzucali się jedzeniem – wszyscy, prócz Laya, który wpatrywał się w Sehuna. Widać było, że kryje się za tym jakaś chęć, ale trudno było określić to spojrzeniem z uczuciem.
     Po obiedzie sprzątał Xiumin z Chenem, w końcu była ich kolej. Puszka Pandory znowu się otworzyła, ale jakaś jej wersja jakby na kodach... Suho miał dość tego dnia – jednego z najgłośniejszych I najbardziej denerwujących. Czym prędzej położył się do łóżka. Minęło kilka godzin nim Morfeusz zaprosił go do swojego królestwa, minęło kilka godzin, nim poukładał sobie w głowie chociaż część tego, co go dręczyło.
     Lay kiedy wszyscy zasnęli postanowił udać się do pokoju blondyna. Był sam, więc lepsza okazja mogła się nie powtórzyć po powrocie do Chin. Wykorzystał wszystko... dosłownie wszystko.


     Następnego dnia Suho wstał niewyspany, z podpuchniętymi oczami. Na śniadaniu każdy wypytywał się go czy wszystko w porządku. W odpowiedzi kiwał jedynie głową, jakby nie rozumiał pytań I tego co się do niego mówi. Kiedy Sehun wszedł do jadalni lider zamarł w bezruchu. Nie widział już uszek, nie widział także bujnego ogona, który miał. Nie wierzę... Yixing cholero... - przemknęło mu w głowie. Sehun po prostu się mu dał. Czysty chłopak, tak bardzo czysty już nie promieniał bielą... Był taki jak reszta. Po jedzeniu Suho bardzo zdenerwowany wstał od stołu I opuścił pomieszczenie. Wrócił czym prędzej do swojego pokoju, by wyłożyć się na łóżku, dać się pozbierać umysłowi... Przeżywał to wszystko tak bardzo, że po jego policzkach poleciały łzy. Nagle do pokoju wkroczył Lay.
     -Suho-ssi... Coś nie tak? Wiesz, że mi możesz powiedzieć... - Powiedział spokojnym głosem na wejściu I zamknął za sobą drzwi.
     -Znam ten wyraz twarzy... - burknął Suho I rzucił w jego stronę mordercze spojrzenie.
     -O czym ty mówisz liderku. - Powiedział, zaczynając przymilać się do kolegi. Usiadł obok, po czym położył jedną dłoń na jego kolanie, a drugą go objął.
     -Zabieraj te łapy! - Wrzasnął I wstał oburzony. - Jak mogłeś do cholery?! Jesteś dla mnie śmieciem od tej pory! Najpierw dobrałeś się do Sehuna, a teraz próbujesz obłapiać mnie?! Myślisz, że nie wiem, że go przeleciałeś?! Jesteś najgorszym czym może stać się człowiek! - Krzyczał, aż do pokoju wszedł Hun. Stanął przy drzwiach I spuścił głowę, jego krzywka osłoniła oczy.
     -Hyung... chciałem wiedzieć co z tobą... martwiłem się... W końcu znam prawdę... - wciągnął powietrze.  - Nienawidzę cię Lay! - Wykrzyczał, wybiegając z sypialni.
     -Widzisz co narobiłeś dupku? Nie wiem co mu nagadałeś, ale go skrzywdziłeś... - wytknął mu Suho na koniec I pobiegł za chłopakiem.
Znalazł go kilkanaście minut później, na ławce niedaleko dormu. Czym prędzej podszedł do niego I usiadł obok.
     -Przepraszam... to przeze mnie poczułeś się źle Sehunnie... - zaczął, jednak młodszy miał mu coś do powiedzenia I szybko go uciszył.
     -Nie hyung... Ja po prostu byłem głupi... uwierzyłem mu, że mnie kocha... Chciałem być kochany tak bardzo, że mu uwierzyłem I dałem się jak ostatnia ofiara losu w akcie desperacji...- wyjaśnił.
     -Nie mów tak... Bo ja.. nie zachowywałbym się tak, gdybym nie był w tobie zakochany Hunnie... - mówił coraz ciszej. Oczy maknae zabłysnęły.
     -K-kochasz.. kochasz mnie? - Zapytał jakby nie zrozumiał treści mu przekazywanej.
     -Tak, kocham całym sercem... od dawna... - szeptał.
     -To z Layem... to wszystko... ja chciałem zagłuszyć moje uczucia do ciebie... Stwierdziłem, że skoro ktoś wyznał mi miłość, to może zapomnę o tym co czuję do ciebie hyung... - odetchnął z ulgą. - Kocham cię Suho-ssi... - dodał I popłakał się. Starszy szybko go objął, mocno przy tym przytulając. - Słyszę bicie twojego serca, hyung... -
     -Ono bije dla ciebie Sehunnie... Ono bije dla ciebie...-

niedziela, 13 października 2013

G-Dragon & T.O.P Big Bang

Tytuł : "Nibylandia"
Bohaterowie : Kwon Ji Yong (G-Dragon, GD) Choi Seung Hyun (T.O.P, Tempo)
Pairing: brak
Gatunek :One shot, Rating-G, Fantastyka.
Zespół : Big Bang



     Kiedy byłem mały, ciągle się bałem. Burza, kłótnie rodziców, wojsko na ulicach. Czasami musieliśmy uciekać do schronu z rodzeństwem i mamą, bo stan wojenny sprawiał, że zrzucano bomby na Paryż. Tata odszedł na służbę, a ja musiałem wyczekiwać aż wróci. Byłem dobrym synem, zawsze mu pomagałem i co najważniejsze – bardzo go kochałem. Nigdzie nie wychodziłem, nie miałem przyjaciół. Szkoły były zamknięte, większość w sumie została zniszczona. 
     Pewnej nocy, kiedy na zewnątrz była niesamowicie straszna burza, ja siedziałem w kącie pokoju z kolanami przyklejonymi do brody i śpiewałem. Na szybie widać było gigantyczne krople deszczu bombardujące moje okna, tak jak bomby zrzucane przez samoloty na widoczny z mojego okna ratusz. Bałem się, cholernie się bałem. Nie chciałem umierać, nie chciałem być sam. Czułem, że odpływam. To tak bardzo mnie paraliżowało. Jednak w pewnej chwili usłyszałem głos. Był to delikatny chłopięcy głos, dochodzący zza okna. Czułem się dziwnie, automatycznie podszedłem i otworzyłem je, a do mojego pokoju wskoczył chłopak. Był cały mokry, ubrany w dziwne ciuchy.
     -Witaj! - Krzyknął radośnie. - W końcu ktoś w podobnym wieku. - Rzekł uradowany i wykręcił krawędź koszuli, po czym otrząsnął się jak pies. - Jestem Seunghyun! A ty? - Zapytał.
-Jestem.. Jiyoung... - odparłem niepewnie. Był on ciemnowłosy, miał brązowe oczy, białą koszulę i spodnie przypominające te pirackie, jak w opowieściach oraz dziwaczne, skórzane buty i śmieszny kapelusz z żółtym piórkiem. Zaśmiałem się cicho. - Śmiesznie wyglądasz... - dodałem po chwili. - Skąd jesteś?-
     -Z Nibylandii. - Odparł pewny siebie, ale zarazem lekko urażony komentarzem. Cóż tak zaczęła się nasza znajomość. Obcy chłopak wparował przez moje okno podczas wojny. Zabawne nie?
     Miały tygodnie, a wojna dalej trwała. Tempo, bo tak na niego mówiłem, wpadał do mnie codziennie i razem się bawiliśmy. Któregoś dnia on powiedział mi, że musi wracać do siebie i obiecał mi, że po mnie wróci. Przyjaciół się nie zostawia. Obiecał mi, że nigdy się nie zestarzejemy, bo Nibylandia to kraina wiecznego dzieciństwa, że jest tam pięknie i nie ma wojny. Zgodziłem się bez namysłu, bo bardzo go polubiłem i pokochałem. Był dla mnie jak prawdziwy brat i przyjaciel zarazem.. Czekałem na niego równy rok, wojna do tej pory nie ustała a ja i tak ruszyłem z nim. Po pyle ze skrzydeł wróżki, zniknąłem z szarej rzeczywistości i wyruszyłem do innych dzieci i mogłem w końcu być szczęśliwy. Od tamtej pory więcej nie odczułem strachu.



Tao x Kris; Chanyeol x Baekhyun EXO

Tytuł: ”Wnętrze.”
Bohaterowie: Wu Yi Fan (Kris); Huang Zitao (Tao); Byun Baek Hyun (Baekhyun); Park Chan Yeol (Chanyeol); Jung Dae Hyun (Daehyun); Choi Jun Hong (Zelo)
Pairing: Tao x Kris ; Chanyeol x Baekhyun
Gatunek: One shot, Romans, Dramat, Rating R.
Zespół: EXO & B.A.P



     Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się jak bardzo można kogoś skrzywdzić słowami? To jedynie początek koszmaru, który wyniszcza nas od środka i pozostawia niewidzialne blizny na sercu i duszy. Brak tolerancji jest okropny, to on prowadzi do destrukcji i sprawia, że świat traci swoje piękno.

***

     Było ciepłe, letnie popołudnie. Chanyeol wędrował właśnie do szkoły. Mijał resztę uczniów, nie zwracając na nich uwagi. Szkolna gwiazdka, którą podziwiali wszyscy – taki właśnie był. Luźnym krokiem podszedł do przyjaciela i razem ruszyli na lekcje. Na dziedzińcu wywoływali sensację, jak każego dnia.
     -Kto idzie z Park Chanyeolem? - Spytała jakaś pierwszoklasistka swojego kolegę. Gdyby była noc, to gwiazdy zadrżałyby w posadach.
     -To Byun Baekhyun, głupia! Powinnaś to wiedzieć... - skarcił ją i wrócił do rozmów z kumplami.
     Chłopcy wparowali do klasy i zajęli swoje miejsca. Po sprawdzeniu obecności okazało się, że brakuje dwóch uczniów.

***
“Nienawiść mnie wypełnia.”
***


     -Cieszę się, że cię mam. - Powiedział zarumieniony Zitao, kładąc głowę na kolanach Yifana.
     -Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki jesteś słodki. - Odparł, nachylając się nad młodszym. - Zbyt słodki.... - dodał, po czym delikatnie pocałował jego wargi.
     -Kris... - szepnął prosto w jego usta i dotknął jego policzka.
     -Dzisiaj wpadasz do mnie, prawda? To już miesiąc... - przeciągnął – jak jesteśmy razem. - Uśmiechnął się serdecznie starszy.
     -Jasne! - Odpowiedział uradowany.
     -Zadowala mnie ta reakcja. - Yifan zagryzł dolną wargę.
     -Uhmmm... - Tao zarumienił się. - Nie uważasz, że powinniśmy wracać na lekcje? - Zapytał czym prędzej zmieniając temat.
     -Myślę, że powinniśmy zrobić sobie dzisiaj wolne. Ugotuję coś dobrego I resztę dnia spędzimy w domu. - Tao kiwnął głową I podniósł się.
     -No to chodźmy. - Ruszył w stronę auta wolnym krokiem, a Tao przyspieszył I szedł przed nim.
Kiedy doszli do auta, Kris złapał młodszego, obrócił I pchnął na maskę samochodu, by usiadł.
     -Nie uciekniesz daleko. - Rzucił żartem, po czym zaczął namiętnie go całować. Tao objął go w pasie I unosząc delikatnie kąciki ust, odwzajemnił pocałunek. Byli tam jeszcze z dobre dziesięć minut nim ruszyli do domu.
     -Chyba na nas pora... - wyszeptał młodszy. Kris automatycznie się odsunął I oboje wsiedli do samochodu.

***
“Miłością karmią się ci, którzy poznali prawdę.”
***

     Para wkroczyła z impetem do domu. Drzwi trzasnęły od pchnięcia starszego
     -Ugotuję coś... - szepnął zaatakowany przez Krisa.
     -Zawsze jakiś pretekst. - Uśmiechnął się, gryząc jego wargę.
     -Mogłeś powiedzieć, że jesteś głodny w ten sposób... Nie czułbym się jak pieczarka, czy jakikolwiek inny składnik spożywczy... - mruknął naburmuszony.
     -Ciiiii.... - uciszył go, a następnie rzucił na łóżko. Obsypywał pocałunkami jego usta, policzki, szyję... Kochał go, każdy jego milimetr, jego głos, jego spojrzenie sprawiało, że wszystko przestawało istnieć, a uśmiech koił jego serce.
     -Cieszę się, że cię mam. - Wyszeptał Tao, kiedy starszy chwilowo zatracał się w jego oczach.
     -Już to mówiłeś. - Uśmiechnął się.
     -Mogę ci to mówić po kilkaset razy dziennie, a I tak nie wyrażę swojej radości kochanie. - Pociągnął starszego do siebie. - Nigdy mi się to nie znudzi. - Dodał I pocałował go, przygryzając przy tym jego dolną wargę. - Kocham cię... powiedział prosto w jego usta I cała jego niepewność zniknęła. Ta nieśmiałość, która go wypełniała, wypieki na policzkach... to wszystko odeszło w jednej chwili wraz z tymi słowami. Słońce zachodziło, a oni leżeli razem I okazywali sobie uczucia najlepiej jak tylko umieli. Jedna z najwspanialszych nocy dla Zitao.

***
“Tolerancja to coś wyjątkowego, czyż nie? Ona wymiera...”
***


     Właśnie tego ranka w szkole zaczęło się piekło. Chanyeol w czasie przerwy podszedł do ławki Tao.
     -Widziałem jak się pedalicie pod szkołą, cioty. - Powiedział z nienawiścią. - Na lekcje się nie chodzi, ale rżnąć po kątach już można, nie? Pieprzone homosie. - Rzucał wyzwiskami w stronę chłopaka. - Nie spodziewałem się tego po tobie Zitao. Nie spodziewałem się, że okażesz się cholernym pedałem. - Tyle zdążył mu nawrzucać, gdyż do klasy wkroczył Kris, który załatwiał sprawy samorządu.
     -Co tu się dzieje Chanyeol? - Zapytał z pełną powagą, widząc minę swojego chłopaka.
     -Nic, panie idealny. - Pokazał ręce, odsuwają się. - Jesteście siebie warci. - Dodał po chwili I ruszył do Daehyuna I Baekhyuna, którzy nabijali się z kręconych włosów Junhonga.
     -Debile... - skontrował Kris, patrząc na nich. - Co ci nagadał? - Zapytał spokojniejszym głosem.
     -Wyzywał nas od pedałów... Widział wczoraj... - odparł zmartwiony. Kochał Krisa, ale bał się reakcji ludzi. Po co siedzieli pod szkołą... Po co byli tak blisko źródła nienawiści? Sam siebie nie rozumiał.
     -Niech pilnuje lepiej swoich spraw. A jak mu się coś nie podoba, to niech się nie patrzy. Problem z głowy. - Powiedział I nachylił się nad nim, całując go w czoło. W jednej chwili wrócił Yeol I uderzył Krisa marynarką.
     -Nie pedalcie się publicznie. - Rzucił.
     -Kiedy ostatnio prałeś tą szmatę? - Spytał z ironią Yifan. Ten zaś zrobił zdziwione oczy. - A nie, to z ust. - Rzekł ostatnecznie, czym zatkał prześladowcę. Chodź Tao, zaraz jest zebranie samorządu. - Dodał, po czym oboje wyszli z klasy.

***
“Wśród dwóch jednostek, zawsze egzystuje ta słabsza.”

***

     Lekcje zleciały bardzo szybko. Chanyeol I jego grupka nie mieli pola do popisu w czasie zajęć, bo obelgi nie działały, kiedy Kris był w pobliżu. Na każde słowo szła cięta riposta. Jednak Tao popełnił wielki błąd. Sam ruszył do szafki po resztę książek I marynarkę. Wtedy na korytarz wkroczył Yeol z bandą.
     -Idealnie. - Zaczął klaskać. - Wpadłeś w paszczę lwa Zitao. - Zelo zaczął gwizdać.
     -Teraz się policzymy, powiedział Daehyun, zaciskając dłonie w pięści. Tłukli Tao najmocniej jak tylko mogli, z je go skroni zaczęła lecieć krew. W pewnej chwili upadł na ziemię, ale ci dalej go bili, a do tego doszło kopanie. Chłopak nie dawał rady, bał się postawić całe czwórce. W jednym momencie pojawił się Kris, który rozprawił się z nimi I czym prędzej podniósł ukochanego z podłogi. Zelo w tym czasie sprawdzał co stało się z Daehyunem, pojawiła się także jego dziewczyna.
     -Nic ci nie jest? - Spytał przerażony. - Mocno cię poobijali? Tao? Tao?! - Wrzasnął do pół przytomnego chłopaka. - Wracamy do domu, muszę się tobą zająć. - Dodał I wziął go na ręce. - A z wami jeszcze sobie pogadam... - burknął zdenerwowany.
     W świecie Tao zapanowała cisza I ciemność...

***
“Problemów nie skryjesz... nawet chowając je w najskrytszej części swojego wnętrza.”
***

     Zitao był w opłakanym stanie, ale Kris wcale nie wyglądał dużo lepiej. Tłukł się z chłopakami, póki nie padli, a więc zyskał kilka siniaków. Za to Tao miał ich pełno, krew płynęła z ran, skóra była sino-czerwona. Yifan czym prędzej przemył jego skórę I opatrzył większe rany. Młodszy odzyskał świadomość, ale zasnął chwilę po założeniu ostatniego bandaża. Starszy przykrył go czerwonym kocem I pozwolił spać na swoich kolanach. Obserwował obiekt swoich najszczerszych uczuć, patrzył na jego okaleczone ciało I w środku płakał. Pluł sobie w twarz, że nie było go przy nim. Wtedy nic by się nie stało, jednak zauważył coś, co mogło zmienić wszystko.
     Następnego dnia szli razem do klasy, gdy nagle Kris postanowił poprawić buta, Tao poszedł przodem. Pod klasą stał Yeol ze swoim gangiem. Gdy zobaczył Zitao, zaczął go mierzyć. W jednej chwili zza zakrętu wyszedł Kris, a wzrok chłopaka skierował się w podłogę, po czym obrócił się do Baekhyuna.
     -Co robicie po dzwonku na korytarzu? Jesteście homo, czy co? - Spytał pobłażliwie Yifan, widząc minę Yeola. Ten w odwecie już chciał się odezwać, jednak przewodniczący go powstrzymał. - Ja coś wiem Park, więc radziłbym ci siedzieć cicho. - Wygarnął mu I oboje weszli do klasy, a za nimi grupka łobuzów.

***
“Prawda zawsze boli. Szczególnie ta, której tak bardzo się boimy.”
***

     W czasie długiej przerwy Wu siedział w pokoju samorządu nad papierami. Nagle z impetem wszedł Chanyeol.
     -O co ci do cholery chodzi?! - Wrzasnął na wejściu. Ten zaś spojrzał na niego badawczo I rzekł:
     -Tu się puka, to nie Afryka.-
     -Nie pieprz głupot, tylko gadaj... - powiedział mniej pewnie.
     -Jesteś homo. - Odparł stanowczo chłopak. Na te słowa Yeolowi ugięły się nogi. - Jesteś homo. - Powtórzy, jakby wiedział, że do niego to nie dociera. - Jesteś H-O-M-O. - Przeliterował w końcu, a Park czym prędzej opuścił gabinet. Skąd on mógł to wiedzieć. Skąd mógł wiedzieć, że żywi nienawiść do tego, z powodu tego, że sam jest odmieńcem... jest taki jaki nie chciał nigdy być, ale tego się nie wybiera. To jest w człowieku I ujawnia się w pewnym momencie naszego życia. Tego też czasu jesteśmy pewni. Wtedy jakby przypadkiem wpadł na Baekhyuna, a niewiele brakowało do wyjścia za bramę szkoły. Bał się tego jaki jest, bał się każdego milimetra...
     -Coś jest nie tak Yeollie? - Zapytał Baek słodkim głosem.
     -Nic... - zawahał się przy odpowiedzi.
     -Widzę, że coś cię gryzie. No już, powiedz mi. Może jakoś pomogę. - Odparł uśmiechnięty.
     -Ja... - wyszeptał, a jego nogi mimowolnie się ugięły. Hyun złapał go, zostając przy tym jego podparciem, by utrzymał się na nogach. Na oczy Yeola opadła grzywka, a po policzku pociekła pojedyncza łza. Wziął głębszy oddech, czując zapach Baeka. - Ja... kocham cię Hyunnie... - wyszeptał.
     -Wiem o tym Yeollie... - odpowiedział, śmiejąc się delikatnie. - Czekałem aż zaakceptujesz się takiego jakim jesteś I będziesz w stanie to powiedzieć. - Zaśmiał się jeszcze raz. - Ja też cię kocham Yeollie... - złapał dłoń chłopaka, a ten uśmiechnął się z powodu tej reakcji I z powodu braku ciężaru na sercu. - Zawsze cię kochałem I zawsze będę. - Dodał, całując go w nos.

     Całą sytuację obserwował Kris z okna. W końcu do niego dotarło. - Pomyślał I wrócił do swoich zajęć.

poniedziałek, 7 października 2013

Hyuk x Leo ; Hyuk x Hongbin VIXX

Tytuł: ”Gwiazdy świadkiem.”
Bohaterowie:Jung Taekwoon (Leo); Lee Hongbin (Hongbin); Han Sanghyuk (Hyuk)
Pairing: Leo x Hyuk; Hongbin x Hyuk
Gatunek: One shot, Rating – R, Dramat, Romans, Short.
Zespół: VIXX



     Wiem, że tego wieczoru było ze mną naprawdę źle. Niebo było czyste. Obserwowałem je bacznie z balkonu, z oczami pełnymi gorzkich łez, które co jakiś czas zwilżały policzki i wargi, trzęsące się z niemocy. Strach przed stratą zabijał od środka, a obawy rosły z każdą chwilą. Nie pamiętam co się stało... wiem, że kiedy tylko się obróciłem ujrzałem ciebie Hyukkie... Siedziałeś z mojej lewej strony i wpatrywałeś się to w gwiazdy, to we mnie. Mimo, że cię widziałem... czułem zimno, przerażające zimno, które przeszywało mnie od stóp po czubek głowy... Schowałem głowę w rękach i zamarłem. Nagle twój delikatny głos nawiedził moje uszy: „Co się stało hyung?”. Serce zabiło mi szybciej. Ciepły ton wypełnił mnie, byłem dosłownie centymetr od ciebie... „Czuję się źle... przytulisz mnie?” - Spytałem, a ty jak gdyby nigdy nic mnie objąłeś. Nasze głowy zetknęły się. Podniosłem się i widziałem twoją twarz, twój słodki uśmiech. Miałem ochotę cię pocałować... byłem tak blisko, by poczuć jak to jest całować ukochaną osobę. Dookoła było ciemno. Siedzieliśmy w środku miasta, tylko gwiazdy i księżyc sprawiały, że cokolwiek widziałem. Oglądaliśmy niebo razem, czułem się niesamowicie dobrze. Jednak w jednej chwili to niebo zaszło mrokiem, a dookoła słyszałem szepty. Zaczął wiać silny wiatr, zacząłem lepiej widzieć w ciemności, czułem jak mnie puszczasz... Czułem jak się oddalasz i widziałem jak niknąłeś w mroku. W mojej głowie rozbrzmiewały słowa: „Odejdź Leo... odejdź od niego.”. Ujrzałem sylwetkę Hongbina zmierzającego w moją stronę. Nagle wszystko zniknęło, a ja czułem ból przeszywający klatkę piersiową. Krwawię... z piersi wystawał sztylet o srebrnej rękojeści. Krwawię... powtórzyłem w myślach i upadłem na kolana. Hyuk... - wyszeptałem i osunąłem się na asfalt.


niedziela, 6 października 2013

G-Dragon x Kris + Daesung x G-Dragon Big Bang & EXO

Tytuł:”Upadły Anioł”
Bohaterowie: Wu Yifan (Kris) ; Kwon Ji Young (G-Dragon); Kang Dae Sung (D-Lite)
Pairing: D-Lite x G-Dragon ; G-Dragon x Kris
Gatunek: One shot, Rating – R, Dramat, Romans, Fantastyka, Legendy, Short.
Zespół: Big Bang & EXO



     Dziadek opowiadał mi kiedyś stare legendy o szamanach. Przypowieść o trójce wielkich i potężnych, którzy byli drużyną w turnieju na króla...
     Kiedy świat pogrążał się w mroku, a jedyną nadzieją była drużyna światła... rozpoczął się wielki turniej. Seria walk o najwyższe miejsce w społeczności, które należało się tylko jednemu z szamanów. Ich imiona owiane były tajemnicą, ale przyjęli przydomki Ognisty, Niebiański i Czysty. Każdy z nich posiadał swojego ducha stróża, dzięki któremu mógł walczyć w rozgrywkach i uznawać się za szamana. Pierwszy duch był czerwonym smokiem, z płonącym ogonem. Drugi, w kolorze błękitu, również smok, lecz niebios. Trzeci zaś dumny i pełen czystości, o śnieżnobiałych skrzydłach i blond włosach - anioł.
     Pewnego dnia, kiedy miała rozegrać się ostateczna walka, między siłami dobra, a zła. Duchy walczyły u boku swych szamanów do samego końca, jednak ci polegli w walce... duchy wiedziały, że ze złem nie ma szans, a pogląd ich panów zniszczył ich samych. Brat Ognistego zasiał ziarno na świecie... ciernie wyrastały I niszczyły wszystko.
     Ziemia pogrążała się w chaosie, a duchy szukały drogi do swojego świata. Anioł Daesung postanowił wyznać w końcu co czuje do czerwonego smoka. Kochał go ponad wszystko I chciał, aby ten wiedział. Nie wiedział jednak, że Kris kochał drugiego ducha – G-Dragona. Anioł nie chciał pozwolić swojej miłości odejść, więc postanowił walczyć, póki miał jeszcze siłę.

     Rozpoczął się “rozlew krwi”. Duchy dzielnie walczyły między sobą. Dae tracił pióra przez ataki przeciwnika, jego skrzydła nikły w oczach. Płomienie I podmuchy wiatru paliły pobliski las I skórę anioła. Wola ognia... z nią nawet najwspanialszy duch nie wygra. D-Lite wyciągnął swój miecz z pochwy I cisnął nim z całej siły w smoka, który zawył przeraźliwie z bólu. Jego oczy zapłonęły nienawiścią do przyjaciela. Zapragnął, by jego moc strawiła go I zapałał rządzą unicestwienia. Złapał więc Dae za gardło I swymi szponami przebił go, wyciągając serce. Ten pokaz zakończył się porażką D-Lite. Walka dobiegła końca. 
     Tego właśnie dnia dusza Daesunga zaczęła błąkać się po zniszczonej ziemi. Narodził się bowiem Upadły Anioł, który postanowił nie zaznać spokoju, bo stracił serce. Niemoc go zniszczyła. Niemoc to obca siła... Kris wyznał Jiyoungowi swoje uczucia, a ten odrzekł mu jedynie: “Spróbujmy być szczęśliwi.” Te słowa połączyły dwa smoki, które razem rozpoczęły podróż do Świata Duchów.



sobota, 28 września 2013

CNU x Baro B1A4

Tytuł : "Ciernie"
Bohaterowie : Shin Dong-woo (CNU) & Cha Sun-woo (Baro)
Pairing: CNU x Baro
Gatunek: One shot, Droubble, Dramat.
Zespół : B1A4



     Dongwoo był pełnym życia chłopakiem z przedmieścia. Żył bez trosk, nie przejmował się zupełnie niczym. Marzeniem było podchodzić do wszystkiego tak jak on. Wszystko było jak w szczęśliwie kończącej się bajce, póki chłopak nie poszedł do nowego liceum. Właśnie tam poznał Sun-woo, który samą obecnością trafił go w serce, jak strzała Amora. Jego starania... walka z uczuciem... Wszystko było nieskuteczne, a jego umysł pogrążał się w mroku. Baro – bo tak wszyscy na niego wołali, był postrachem szkoły, bandytą. Ranił każdego na swojej drodze, nie znał słowa „miłość”, a kierowała nim nienawiść... Shin był zakochany i nie mógł się uwolnić. Każdego dnia ciernie coraz bardziej oplatały jego serce i sprawiały, że wewnątrz krwawił. Siedząc samotnie w domu łkał. Ubolewał nad swoją platoniczną miłością. Tonął we własnych łzach i uczuciach, szedł na dno. Baro odpychał go, nazywał odmieńcem... wyniszczał go z każdym dniem coraz bardziej. Z tych łańcuchów nie dało się uwolnić, z tej pułapki nie dało się uciec. Czymże jest ból, wywołany cierniami oplatającymi dłonie i serce, w porównaniu do ciemności, jaka nachodzi na umysł... do ciszy jaka panuje dookoła, do utarty głosu w tym świecie, do utraty tchu... Powoli tracisz zmysły.

Bez miłości, istnienie nie ma sensu. Prawda?