niedziela, 13 października 2013

Tao x Kris; Chanyeol x Baekhyun EXO

Tytuł: ”Wnętrze.”
Bohaterowie: Wu Yi Fan (Kris); Huang Zitao (Tao); Byun Baek Hyun (Baekhyun); Park Chan Yeol (Chanyeol); Jung Dae Hyun (Daehyun); Choi Jun Hong (Zelo)
Pairing: Tao x Kris ; Chanyeol x Baekhyun
Gatunek: One shot, Romans, Dramat, Rating R.
Zespół: EXO & B.A.P



     Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się jak bardzo można kogoś skrzywdzić słowami? To jedynie początek koszmaru, który wyniszcza nas od środka i pozostawia niewidzialne blizny na sercu i duszy. Brak tolerancji jest okropny, to on prowadzi do destrukcji i sprawia, że świat traci swoje piękno.

***

     Było ciepłe, letnie popołudnie. Chanyeol wędrował właśnie do szkoły. Mijał resztę uczniów, nie zwracając na nich uwagi. Szkolna gwiazdka, którą podziwiali wszyscy – taki właśnie był. Luźnym krokiem podszedł do przyjaciela i razem ruszyli na lekcje. Na dziedzińcu wywoływali sensację, jak każego dnia.
     -Kto idzie z Park Chanyeolem? - Spytała jakaś pierwszoklasistka swojego kolegę. Gdyby była noc, to gwiazdy zadrżałyby w posadach.
     -To Byun Baekhyun, głupia! Powinnaś to wiedzieć... - skarcił ją i wrócił do rozmów z kumplami.
     Chłopcy wparowali do klasy i zajęli swoje miejsca. Po sprawdzeniu obecności okazało się, że brakuje dwóch uczniów.

***
“Nienawiść mnie wypełnia.”
***


     -Cieszę się, że cię mam. - Powiedział zarumieniony Zitao, kładąc głowę na kolanach Yifana.
     -Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki jesteś słodki. - Odparł, nachylając się nad młodszym. - Zbyt słodki.... - dodał, po czym delikatnie pocałował jego wargi.
     -Kris... - szepnął prosto w jego usta i dotknął jego policzka.
     -Dzisiaj wpadasz do mnie, prawda? To już miesiąc... - przeciągnął – jak jesteśmy razem. - Uśmiechnął się serdecznie starszy.
     -Jasne! - Odpowiedział uradowany.
     -Zadowala mnie ta reakcja. - Yifan zagryzł dolną wargę.
     -Uhmmm... - Tao zarumienił się. - Nie uważasz, że powinniśmy wracać na lekcje? - Zapytał czym prędzej zmieniając temat.
     -Myślę, że powinniśmy zrobić sobie dzisiaj wolne. Ugotuję coś dobrego I resztę dnia spędzimy w domu. - Tao kiwnął głową I podniósł się.
     -No to chodźmy. - Ruszył w stronę auta wolnym krokiem, a Tao przyspieszył I szedł przed nim.
Kiedy doszli do auta, Kris złapał młodszego, obrócił I pchnął na maskę samochodu, by usiadł.
     -Nie uciekniesz daleko. - Rzucił żartem, po czym zaczął namiętnie go całować. Tao objął go w pasie I unosząc delikatnie kąciki ust, odwzajemnił pocałunek. Byli tam jeszcze z dobre dziesięć minut nim ruszyli do domu.
     -Chyba na nas pora... - wyszeptał młodszy. Kris automatycznie się odsunął I oboje wsiedli do samochodu.

***
“Miłością karmią się ci, którzy poznali prawdę.”
***

     Para wkroczyła z impetem do domu. Drzwi trzasnęły od pchnięcia starszego
     -Ugotuję coś... - szepnął zaatakowany przez Krisa.
     -Zawsze jakiś pretekst. - Uśmiechnął się, gryząc jego wargę.
     -Mogłeś powiedzieć, że jesteś głodny w ten sposób... Nie czułbym się jak pieczarka, czy jakikolwiek inny składnik spożywczy... - mruknął naburmuszony.
     -Ciiiii.... - uciszył go, a następnie rzucił na łóżko. Obsypywał pocałunkami jego usta, policzki, szyję... Kochał go, każdy jego milimetr, jego głos, jego spojrzenie sprawiało, że wszystko przestawało istnieć, a uśmiech koił jego serce.
     -Cieszę się, że cię mam. - Wyszeptał Tao, kiedy starszy chwilowo zatracał się w jego oczach.
     -Już to mówiłeś. - Uśmiechnął się.
     -Mogę ci to mówić po kilkaset razy dziennie, a I tak nie wyrażę swojej radości kochanie. - Pociągnął starszego do siebie. - Nigdy mi się to nie znudzi. - Dodał I pocałował go, przygryzając przy tym jego dolną wargę. - Kocham cię... powiedział prosto w jego usta I cała jego niepewność zniknęła. Ta nieśmiałość, która go wypełniała, wypieki na policzkach... to wszystko odeszło w jednej chwili wraz z tymi słowami. Słońce zachodziło, a oni leżeli razem I okazywali sobie uczucia najlepiej jak tylko umieli. Jedna z najwspanialszych nocy dla Zitao.

***
“Tolerancja to coś wyjątkowego, czyż nie? Ona wymiera...”
***


     Właśnie tego ranka w szkole zaczęło się piekło. Chanyeol w czasie przerwy podszedł do ławki Tao.
     -Widziałem jak się pedalicie pod szkołą, cioty. - Powiedział z nienawiścią. - Na lekcje się nie chodzi, ale rżnąć po kątach już można, nie? Pieprzone homosie. - Rzucał wyzwiskami w stronę chłopaka. - Nie spodziewałem się tego po tobie Zitao. Nie spodziewałem się, że okażesz się cholernym pedałem. - Tyle zdążył mu nawrzucać, gdyż do klasy wkroczył Kris, który załatwiał sprawy samorządu.
     -Co tu się dzieje Chanyeol? - Zapytał z pełną powagą, widząc minę swojego chłopaka.
     -Nic, panie idealny. - Pokazał ręce, odsuwają się. - Jesteście siebie warci. - Dodał po chwili I ruszył do Daehyuna I Baekhyuna, którzy nabijali się z kręconych włosów Junhonga.
     -Debile... - skontrował Kris, patrząc na nich. - Co ci nagadał? - Zapytał spokojniejszym głosem.
     -Wyzywał nas od pedałów... Widział wczoraj... - odparł zmartwiony. Kochał Krisa, ale bał się reakcji ludzi. Po co siedzieli pod szkołą... Po co byli tak blisko źródła nienawiści? Sam siebie nie rozumiał.
     -Niech pilnuje lepiej swoich spraw. A jak mu się coś nie podoba, to niech się nie patrzy. Problem z głowy. - Powiedział I nachylił się nad nim, całując go w czoło. W jednej chwili wrócił Yeol I uderzył Krisa marynarką.
     -Nie pedalcie się publicznie. - Rzucił.
     -Kiedy ostatnio prałeś tą szmatę? - Spytał z ironią Yifan. Ten zaś zrobił zdziwione oczy. - A nie, to z ust. - Rzekł ostatnecznie, czym zatkał prześladowcę. Chodź Tao, zaraz jest zebranie samorządu. - Dodał, po czym oboje wyszli z klasy.

***
“Wśród dwóch jednostek, zawsze egzystuje ta słabsza.”

***

     Lekcje zleciały bardzo szybko. Chanyeol I jego grupka nie mieli pola do popisu w czasie zajęć, bo obelgi nie działały, kiedy Kris był w pobliżu. Na każde słowo szła cięta riposta. Jednak Tao popełnił wielki błąd. Sam ruszył do szafki po resztę książek I marynarkę. Wtedy na korytarz wkroczył Yeol z bandą.
     -Idealnie. - Zaczął klaskać. - Wpadłeś w paszczę lwa Zitao. - Zelo zaczął gwizdać.
     -Teraz się policzymy, powiedział Daehyun, zaciskając dłonie w pięści. Tłukli Tao najmocniej jak tylko mogli, z je go skroni zaczęła lecieć krew. W pewnej chwili upadł na ziemię, ale ci dalej go bili, a do tego doszło kopanie. Chłopak nie dawał rady, bał się postawić całe czwórce. W jednym momencie pojawił się Kris, który rozprawił się z nimi I czym prędzej podniósł ukochanego z podłogi. Zelo w tym czasie sprawdzał co stało się z Daehyunem, pojawiła się także jego dziewczyna.
     -Nic ci nie jest? - Spytał przerażony. - Mocno cię poobijali? Tao? Tao?! - Wrzasnął do pół przytomnego chłopaka. - Wracamy do domu, muszę się tobą zająć. - Dodał I wziął go na ręce. - A z wami jeszcze sobie pogadam... - burknął zdenerwowany.
     W świecie Tao zapanowała cisza I ciemność...

***
“Problemów nie skryjesz... nawet chowając je w najskrytszej części swojego wnętrza.”
***

     Zitao był w opłakanym stanie, ale Kris wcale nie wyglądał dużo lepiej. Tłukł się z chłopakami, póki nie padli, a więc zyskał kilka siniaków. Za to Tao miał ich pełno, krew płynęła z ran, skóra była sino-czerwona. Yifan czym prędzej przemył jego skórę I opatrzył większe rany. Młodszy odzyskał świadomość, ale zasnął chwilę po założeniu ostatniego bandaża. Starszy przykrył go czerwonym kocem I pozwolił spać na swoich kolanach. Obserwował obiekt swoich najszczerszych uczuć, patrzył na jego okaleczone ciało I w środku płakał. Pluł sobie w twarz, że nie było go przy nim. Wtedy nic by się nie stało, jednak zauważył coś, co mogło zmienić wszystko.
     Następnego dnia szli razem do klasy, gdy nagle Kris postanowił poprawić buta, Tao poszedł przodem. Pod klasą stał Yeol ze swoim gangiem. Gdy zobaczył Zitao, zaczął go mierzyć. W jednej chwili zza zakrętu wyszedł Kris, a wzrok chłopaka skierował się w podłogę, po czym obrócił się do Baekhyuna.
     -Co robicie po dzwonku na korytarzu? Jesteście homo, czy co? - Spytał pobłażliwie Yifan, widząc minę Yeola. Ten w odwecie już chciał się odezwać, jednak przewodniczący go powstrzymał. - Ja coś wiem Park, więc radziłbym ci siedzieć cicho. - Wygarnął mu I oboje weszli do klasy, a za nimi grupka łobuzów.

***
“Prawda zawsze boli. Szczególnie ta, której tak bardzo się boimy.”
***

     W czasie długiej przerwy Wu siedział w pokoju samorządu nad papierami. Nagle z impetem wszedł Chanyeol.
     -O co ci do cholery chodzi?! - Wrzasnął na wejściu. Ten zaś spojrzał na niego badawczo I rzekł:
     -Tu się puka, to nie Afryka.-
     -Nie pieprz głupot, tylko gadaj... - powiedział mniej pewnie.
     -Jesteś homo. - Odparł stanowczo chłopak. Na te słowa Yeolowi ugięły się nogi. - Jesteś homo. - Powtórzy, jakby wiedział, że do niego to nie dociera. - Jesteś H-O-M-O. - Przeliterował w końcu, a Park czym prędzej opuścił gabinet. Skąd on mógł to wiedzieć. Skąd mógł wiedzieć, że żywi nienawiść do tego, z powodu tego, że sam jest odmieńcem... jest taki jaki nie chciał nigdy być, ale tego się nie wybiera. To jest w człowieku I ujawnia się w pewnym momencie naszego życia. Tego też czasu jesteśmy pewni. Wtedy jakby przypadkiem wpadł na Baekhyuna, a niewiele brakowało do wyjścia za bramę szkoły. Bał się tego jaki jest, bał się każdego milimetra...
     -Coś jest nie tak Yeollie? - Zapytał Baek słodkim głosem.
     -Nic... - zawahał się przy odpowiedzi.
     -Widzę, że coś cię gryzie. No już, powiedz mi. Może jakoś pomogę. - Odparł uśmiechnięty.
     -Ja... - wyszeptał, a jego nogi mimowolnie się ugięły. Hyun złapał go, zostając przy tym jego podparciem, by utrzymał się na nogach. Na oczy Yeola opadła grzywka, a po policzku pociekła pojedyncza łza. Wziął głębszy oddech, czując zapach Baeka. - Ja... kocham cię Hyunnie... - wyszeptał.
     -Wiem o tym Yeollie... - odpowiedział, śmiejąc się delikatnie. - Czekałem aż zaakceptujesz się takiego jakim jesteś I będziesz w stanie to powiedzieć. - Zaśmiał się jeszcze raz. - Ja też cię kocham Yeollie... - złapał dłoń chłopaka, a ten uśmiechnął się z powodu tej reakcji I z powodu braku ciężaru na sercu. - Zawsze cię kochałem I zawsze będę. - Dodał, całując go w nos.

     Całą sytuację obserwował Kris z okna. W końcu do niego dotarło. - Pomyślał I wrócił do swoich zajęć.

1 komentarz:

  1. WOW.
    To mi się podoba!
    TaoRis i piękny Baeyk i Chan ;)
    Jest to cudownie napisane!

    OdpowiedzUsuń