wtorek, 29 stycznia 2013

CNU x Sandeul (DongJung) B1A4


Tytuł : "In darkness"
Bohaterowie : Shin Dong-woo (CNU) & Lee Jung-hwan (Sandeul)
Pairing: CNU x Sandeul (DongJung)
Gatunek: One shot, Droubble, Romans.
Zespół : B1A4



     Szukałem drogi tyle czasu, by znów zagubić się w ciemności, która pochłaniała moją duszę. Dźwięki odbijały się i wracały do mnie, światło pojawiało się i nikło gdzieś w oddali, dając i zabierając mi nadzieję na odnalezienie ciebie... na odnalezienie dobrego azymutu do twojego serca. Szukałem twojego głosu tyle czasu, by gubić się wśród własnego echa, które wprawiało mnie w obłęd i sprawiało, że ciało przeszywały dreszcze. Szukałem twojego dotyku, a czułem tylko wiatr muskający moją skórę. Szukałem twego oddechu, lecz znalazłem tylko pustkę. Szukałem twoich myśli śród moich, lecz znalazłem tylko swoje błądzące w chaosie. Szukałem twoich uczuć, pragnąłem miłości, lecz znów czuję nostalgię... 
     Chciałem twego serca, ale nikt nie dał mi wskazówki, jak człowiek „ślepy” na uczucia może znaleźć coś tak pięknego, dającego ukojenie i wiarę. Nikt nie pokazał mi jak kochać, sam chciałem znaleźć drogę do ciebie i złożyć własne myśli w logiczne zdania, stworzyć ład w swoim umyśle i wyznać ci ile jest we mnie uczucia. 
     Błądziłem wśród tego odmętu, błądziłem wśród własnego chaosu. Tak odnalazłem cię – mój aniele.




Interpretujcie to jak chcecie - mój punkt widzenia ze strony Sendeul'a. ;3







G-Dragon x T.O.P (G-TOP) Big Bang


Tytuł : "Wężowa sesja"
Bohaterowie : Kwon Ji Yong (G-Dragon, GD) Choi Seung Hyun (T.O.P, Tempo)
Pairing: Kwon Ji Yong (G-Dragon, GD) Choi Seung Hyun (T.O.P, Tempo)
Gatunek :One shot, Seinen, Romans.

Zespół : Big Bang





     Koniec trasy koncertowej Big Bang. Zmęczenie daje się we znaki, ból po wszystkich występach dalej trzymał mięśnie wykonawców. Menager zarządził natychmiastowe przygotowania do nagrania nowej płyty i teledysku. G-Dragon przez cały ten czas zdążył napisać teksty dla grupy. W dzień powrotu na chłopaków czekał jeszcze wywiad i talk show – wszystko na jeden ogień. Niestety w zespole wszyscy zasypiali na stojąco... wszyscy prócz GD i T.O.P'a, więc oni zostali wkopani w program. Całość trwała i trwała, ciągnęła się w nieskończoność, pytanie szło za pytaniem, a fanki obserwowały swoich idoli. W pewnym momencie padło takie, które zaparło widowni dech w piersiach.
     -Czy między tobą, a Hyun'em jest coś szczególnego?- wyskoczyła nagle prezenterka.
     Fanki wpatrywały się w nich jak w obrazek swoimi sarnimi oczami, na sali zaś panowała grobowa cisza. Wszyscy wyczekiwali na odpowiedź, pisząc w głowach własne scenariusze.
     -Wiesz...- zaczął nagle GD.- Gdyby T.O.P był kobietą to bym się z nim ożenił.- odpowiedział w końcu uśmiechnąwszy się po czym szturchnął kolegę łokciem i puścił oczko.
     Przez całe pomieszczenie przeszły piski i krzyki – parę dziewczyn nawet straciło przytomność. Dwoje ich idoli?! Ahh.... szkoda, że nie są razem. W końcu nadszedł koniec dodatkowych męczarni raperów. Wreszcie mogli wrócić do domu i pójść spać. Jechali limuzyną do budynku wytwórni, by zostawić materiały do prób. Ich ostatnie zadanie na dziś, a jakie wyczerpujące... G-Dragon spoglądał przez okno. Miasto wyglądało wspaniale nocą – lampki porozwieszane po drzewach na wielką imprezę, dobrze oświetlone budynki, pełno kwiatów i neonowe napisy dookoła. Dom... kochany dom... Jednak po chwili kiedy to już się uspokoił wpadł w panikę i zaczął krzyczeć.
     -Co się stało dongsaeng?! - spytał pospiesznie przerażony Tempo.
     -Ja... ja! Oh my GOD! Widzisz to?! Latający clown za oknem!-
     -Wiesz... nie wiem czy to wina zmęczenia czy coś brałeś...-urwał nagle starszy po czym chwycił kolegę za barki i zaczął potrząsać. - Przyznaj się! Brałeś coś?! - krzyczał na całe gardło, jednak na marne. Mimo, iż GD był bardzo agresywnie i mocno poruszany to zasnął na siedząco. Niech odpocznie... zasłużył. Powiedział sobie w duchu i zamknął oczy.


     Następny dzień miał być pełen relaksujących atrakcji i spokoju. Jednak menager umówił obu raperów na sesję promującą ich duet. „Wężowa sesja” - tyle usłyszeli chłopcy od swego przełożonego. Musieli zbierać się czym prędzej i jechać we wskazane wcześniej miejsce. Kiedy dotarli pod budynek trochę się wahali. Może zrobić sobie wolne? Nie.. zrobić wolne i wywołać wojnę z wytwórnią... Lepiej nie... Chwilę postali przed wejściem do wielkiego błękitnego budynku ze złotymi zdobieniami. Na pewno mieszka tu jakiś gej... a bynajmniej pracuje. Na pewno. Uśmiał się w duchu T.O.P. Kiedy weszli do środka oniemieli, panował tam półmrok. Ściany pomalowane były na ciemny kolor – przypominał bordo przechodzące we fiolet, ramy okien barwy wściekłej czerwieni niczym z paznokci Drag Queen, a zasłony czarne niczym aksamit rozłożony na łóżku stojącym na środku pomieszczenia. Sceneria uszykowana pod sesję.
     -Dobra chłopaki, widzę, że jesteście. Stylistka już do was idzie, więc zaraz zrobimy wam make up.-powiedział fotograf i wyszczerzył się obnażając swoje śnieżno białe zęby. - Wiecie, nasza współpraca powinna przynieść świetne plony. Zgodzicie się?- rzekł i podszedł bliżej żeby dotknąć mięśni blondyna. Rany jaką ja mam ochotę go uderzyć! T.O.P powoli krzyczał w myślach.
     -Yhym.... - przytaknęli jednocześnie oboje, po czym ruszyli za stylistką, która skinęła na nich palcem. W garderobie było mnóstwo stroi, zaś dla nich były tylko obcisłe spodnie z wężowym wzorkiem o kolorze zieleni i czerni oraz dwie luźne koszulki.
     -To wszystko? - spytał nagle Hyun.
     -Oczywiście, uzgodnione, że zostajecie w tym podczas sesji soft seinen. Pamiętajcie, że musi być widać uczucie, seks i pożądanie, inaczej zdjęcia nie wyjdą.-
Starszy udawał przerażonego, gdy usłyszał te słowa, jednak w duchu bardzo się cieszył na ten fakt. W końcu bezkarnie podotyka swojego kolegę. Yehh... to będzie bardzo przyjemne popołudnie. No I oczywiście będzie mógł napatrzeć się na jego boski abs I tors. “Gdyby był kobietą to bym się z nim ożenił.” Gdybym był kobietą... Ale przecież nie zmienię płci... On nie mógłby pokochać faceta... To raczej niemożliwe... A teraz skorzystam z okazji póki mogę...
     -Hyun hyung... Żyjesz? - spytał GD machając mu dłońmi przed twarzą. Ten zaś dalej żył w świecie fantazji, ale otrząsnął się przy mocniejszym szturchnięciu w ramię.
     -Och! Wybacz dongsaeng! Zamyśliłem się... - odparł po czym oboje ruszyli przed obiektyw. Początkowo czuli stres, w końcu nigdy nie byli na sesji typu seinen, jednak po paru minutach rozluźnili się I zaczęli działać. Początkowo T.O.P leżał na Smoku, wtedy język młodszego zetknął się z dolną wargą starszego. Pierwsze silniejsze doznanie, pierwszy raz poczuł jego smak. Następnie Ji przeniósł się I leżał na Choi I patrzył mu głęboko w oczy. Seung czuł podniecenie kiedy jego ukochany był tak blisko, czasami nawet (niby to przypadkiem) ocierał się o jego krocze, sprawiając, że Choi mrużył oczy. W powietrzu czuć było zapach czystego pożądania.
     -Musicie stać się wężami... dotknijcie się językami w specyficzny sposób, ale pamiętajcie o seksapilu. - wtrącił nagle I zmienił miejsce, by mieć lepszy widok na chłopaków. Faktycznie... ich języki zetknęły się w pięknym tańcu pełnym seksu I podniecenia, ale wszystko ma swój koniec. Zdjęcia zostały zrobione, a chłopcy dostali pozwolenie na powrót do garderoby I odzyskanie swoich ubrań. Mieli miejsce tylko dla siebie I mogli tam siedzieć ile chcieli, bo przecież gwiazdy nie mają wyznaczonego czasu na ogarnięcie się.
     -Moglibyśmy częściej mieć coś takiego, to było naprawdę fajne doświadczenie.- powiedział Ji po czym odwrócił się, gdyż został przytulony przez Seung'a. Byli jeszcze bez koszulek, ich sutki otarły się o siebie.
     -Co ty robisz? - spytał młodszy.
     -Jak to co? Jak widzisz przytulam... tak po prostu...-
     -Ale wiesz, że to dziwne?-
     T.O.P zaczerwienił się na policzkach – wyglądał jakby się upił. Zaczął przesuwać palce po jego skórze, nabrał powietrze głęboko w płuca I zrobił bardzo powolny wydech.
     -Bo wiesz... ja po prostu... po prostu chcę ci powiedzieć, że cię kocham... - urwał nagle, a po jego policzku popłynęła łza.
     -Przecież wiesz, że wolę kobiety... - odparł młodszy.
     -Tak, wiem...-
     -Jednak nie wiesz, bo gdybyś próbował wyciągnąć ze mnie informacje, wiedziałbyś, że wolę mężczyzn, a Dara była tylko przykrywką. Gdybyś pytał to byś nie błądził w ciemności wodząc dłońmi na czuja, gdybyś nie śnił na jawie słyszałbyś niektóre rzeczy, widziałbyś jak czasami na ciebie patrzę. Gdybyś nie bał się pokazywać uczuć... - przerwał I uśmiechnąwszy się do kolegi włożył dłoń w jego włosy I namiętnie pocałował.
     -Czemu to zrobiłeś...- wyszeptał starszy, gdy tylko ich wargi się rozłączyły.
G-Dragon uniósł wysoko kąciki ust I odparł:
    -Wiesz, skoro po kontakcie języków wyznałeś mi swoje uczucia to chciałem wiedzieć co będzie działo się po pocałunku. Może cię to jakoś motywuje? A może sam muszę się zmotywować?-
     Nagle Kwon przyparł chłopaka do ściany I zaczął całować to raz szyję to raz obojczyk, a tu drugi, później znów wracał do szyi I przenosił się na uszy I brodę. Jego język niczym język węża wił się po ciele starszego, co wywoływało u niego dreszcze. Kiedy GD słyszał ciche jęki był podniecony jeszcze bardziej, wtedy zaczął schodzić coraz niżej. Począwszy od wyrobionego brzucha, przechodząc po biodrach z uroczo odstającymi kośćmi, a kończąc na rozpinaniu starszemu spodni. T.O.P złapał się kotary wiszącej na ścianie I wygiął w lekki łuk. Młodszy zaczął schodzić z bioder na jego męskość, po czym ssał ją – początkowo wolno, a następnie coraz szybciej. Jego język wędrował po żołędziu raz w jedną, a raz w drugą stronę wywołując coraz to głośniejsze jęki. Kiedy zaczął pomagać sobie ręką jego hyung coraz mocniej zaciskał dłonie na materiale. Tyle czekał na miłość swojego życia, a teraz... ma go I kochają się. Czego więcej mógł chcieć? Choi nie mógł wytrzymać, wszystko w nim wzbierało, wtedy młodszy podniósł się I znowu całował jego usta. Niech on to zrobi... Ciągle chodziła mu po głowie tylko jedna myśl, chciał tego najbardziej – poczuć w sobie swojego ukochanego. I tak też G-Dragon zrobił, przygotował go początkowo używając jednego palca, potem dwóch, aż w końcu przyszedł ten moment. Podczas pieszczenia jego szyi I drażnienia sutków opuszkami palców wszedł w swojego hyung'a I nie tracąc czasu poruszał się w nim coraz szybciej. Nie minęło 10 minut, a oboje doszli. Kwon opadł na Choi, który osuwał się po ścianie.
     -Kocham cię hyung. - wypalił nagle G-Dragon.
     Chłopak zrobił wielkie oczy na jego oznajmienie, gdyż nigdy by nie pomyślał, że jego miłość może być odwzajemniona. Po piętnastu minutach oboje dokończyli ubieranie się I ruszyli do domu, by móc spędzić wieczór, noc I każdy kolejny dzień razem  w świadomości, że oboje coś do siebie czują.

sobota, 26 stycznia 2013

Kim Jaejoong x U-know Yunho (YunJae) TVXQ/DBSK


Tytuł : "Seikatsu (life)"
Bohaterowie : Hero - Kim/Han Jaejoong / U-know Yunho
Pairing: YunJae (Yunho & Hero)
Gatunek: One shot, Droubble, Agnst.
Zespół : TVXQ/DBSK



     Znów trzymał hyunga w ramionach, czuł jego delikatny zapach, dotykał jego gładkiej i bladej niczym kości skóry. Rumiane policzki napawały go ciepłem, zaś bliskość odsyłała gehennę w przepaść. Nostalgia milkła w jego wnętrzu, odbijała się jedynie echem na powierzchnię.
     Drugie istnienie było inne. Jego oczy przeszywał czysty i siarczysty ból, który palił go od środka... wyniszczał jego zranione i niewinne serce. Przeszłość... to ona nas zabija. Częste obwinianie się o rzeczy, które nie są naszą winą. Jego myśli galopowały niczym mustang, ale z czasem przestawały być wolne. Ciemność łapała je w swoje sidła i uziemiała niczym ludzka egzystencja piękno natury.Jeśli teraz zniknę... będę mógł zacząć od nowa? Będę mógł przyjąć takie naturalne szczęście? Gdybym stracił pamięć i zmienił osobowość, z pewnością tak. Ale co to znaczy urodzić się na nowo? To już nie byłoby moje życie. Jego dłonie przeniosły się na serce. A moje jest właśnie tutaj. Mam tylko takie. Oto moje życie. Nie mogę go nikomu oddać. Nie mogę nikomu go narzucić, zapomnieć o nim, sprawić, że zniknie, zdeptać, obrócić w żart, ani upiększyć. Nie mogę zrobić nic, oprócz zaakceptowania tego jedynego, okrutnego, bezsensownego życia... Przyspieszony oddech, bicie serca, twarz wilgotna od łez, sine usta, a w nich Sahara.




Interpretujcie to jak chcecie ^^ W moim wyobrażeniu są tu Hero i Yunho. Można też odnieść się trochę co do życia Hero ;3 To tak na marginesie, bo ja sobie dopowiedziałam pare rzeczy specjalnie, bo pięknie wygląda monolog wewnętrzny i refleksje na temat życia z "piętnem". Myślę, że wrzucę coś albo wieczorem albo za tydzień w piątek czy sobotę... chociaż na yaoi zawsze jest czas i zaczyna się szkoła, więc powinnam móc pisać na lekcjach. xD *tak zamiast pisać notki na polskim to piszę yaoi... w sumie na każdej lekcji*.



Mam jeszcze w planach yuri, o które prosiła mnie koleżanka i kolega z Korei xD Przez niego muszę napisać po angielsku T^T Smutne xd Ale czasami trzeba spróbować czegoś nowego xD Oyasumi minna-san.

wtorek, 22 stycznia 2013

Himchan x Zelo / Zelo x Daehyun + niespodzianka B.A.P


Tytuł : "Dotyk zła"
Bohaterowie : Bang Yong Guk (Yongguk), Kim Him Chan (Himchan), Jung Dae Hyun (Daehyun), Yoo Young Jae (Youngjae), Moon Jong Up (Jongup), Choi Jun Hong (Zelo)
Pairing: Kim Him Chan (Himchan) x Choi Jun Hong (Zelo) & Jung Dae Hyun (Daehyun) x Lee Jae won (Jaewon) *7członek B.A.P – mój umysłowy czarny charakterek*
Gatunek : Angst, Rating PG-13, One shot, Romans, Komedia.
Zespół : B.A.P


     Czułem jego delikatną skórę pod opuszkami palców... czułem jego słodki, dziecinny zapach, widziałem niewinną twarz uśmiechającą się przez sen. Ten uśmiech był taki szczery. Zawsze przychodziłem do jego pokoju kiedy hyung wychodził - to była moja jedyna szansa, by chwycić skrawek nieba, którego tak bardzo pragnąłem. Pragnąłem niewinności... jego czystości i delikatności... Musiałem go mieć... ale jego serce jest już zajęte.




***


     - Jun dongsaeng ! Musimy wychodzić! - krzyczał na cały dom Himchan.
     - Już idę! Tylko wezmę pare rzeczy! - odparł w pośpiechu. Jak zwykle robił wszystko na ostatnią chwilę, ale cóż poradzić. Jego zapłon w ogarnięciu niczym zapłon autora *idealne*. Zszedł energicznie do drzwi wejściowych i ujrzał swojego hyunga. Himchan jak zwykle stał pełen radości, promieniał kiedy mógł być przy uroczym maknae. Czuł się wtedy jakby latał na skrzydłach miłości. Nikt nie mógł mu tego zepsuć, nikt nie mógł mu zabrać tego szczęścia.
     - Przepraszam, że musiałeś czekać Him huyng . Wiesz jak to bywa u mnie z czasem... -zaczął się tłumaczyć Zelo.
     - Przestań. Wiesz, że na ciebie mógłbym czekać wieczność babo. Kocham cię.- powiedział i uśmiechnął się szeroko.
     - Ja ciebie też kocham hyung... - urwał i zaczerwienił się na policzkach. W sumie nigdy nie był w poważnym związku i to jeszcze z chłopakiem, ale odkąd oboje wyznali sobie uczucia po upadku na jednym z koncertów i tej akcji w szatni... To już nie ta sama znajomość. Hyung kochał go od zawsze i wyczekiwał na moment, w którym mógłby szczerze porozmawiać o wszystkim. Przypadek zadecydował, w końcu Choi czuł do starszego to samo. Uczucie paliło od środka każdego dnia wzniecając w nich prawdziwy pożar, który nie chciał gasnąć... jakby dawał znak, że to coś wyjątkowego i mają to pielęgnować. Oczywiście nie obyło się bez podsłuchiwania. W kuchni za ścianą stał Daehyun i analizował każdy ruch co jakiś czas wychylając się i oglądając scenę. Było widać na pierwszy rzut oka, że ma coś do maknae. Jego podejrzane zachowanie zauważył Jaewon, który był z nim od dobrego roku, może nawet więcej. Parka dawała radę, ale wszystko zawsze psuły ciągoty wokalisty do młodego rapera. Chłopaka zjadała zazdrość o młodszego i słodszego chłopaka, zaczął więc szykować scenariusze zemsty...



***
     Ta nienawiść, która rosła we mnie każdego dnia... Za każde zmarnowane na niego spojrzenie... za każdy uśmiech w jego stronę zamiast w moją... Ten zespół nie miał przyszłości. On nie może iść do niego... Jak mógłby mi coś takiego zrobić... Przecież tak bardzo się kochaliśmy. Ja... ja tego nie zniosę. Muszę działać póki są szansę. Póki mogę jeszcze coś zrobić... póki nie jest za późno... Nie oddam mojego ukochanego. Za żadne skarby świata. Nie zepsuje mi tego co zacząłem budować przyłączając się do B.A.P.


***

     -Him hyung! Pojedźmy motorem! Proszę! Proszę! - skakał przy starszym Zelo i błagał ze swoim słodkim wyrazem twarzy. Aegyo Kim może się przy tym schować. Te rysy... te oczy... usta... Ten zapach i uśmiech. Jak można odmówić komuś tak uroczemu i kochanemu.   
     -Dobrze, ale nie bujaj się na bok jak zwykle, bo nie chcę żeby coś ci się stało... ok?-uległ młodszemu Himchan.
     -Tak!!! Jedźmy! Wesołe miasteczko czeka! - nie ukrywał radości chłopak.
     Uczucie rozkwitało i rosło w siłę nadając ich życiu blask. Wszędzie razem, niczym papużki nierozłączki trzymali się za ręce idąc po parku rozrywki, jedli watę cukrową - niebieską, bo pasowała do koloru włosów Zelo. Ahh... Himchan i jego pomysły. Uroczy z niego facet i opiekuńczy, a to najważniejsze. Gdyby jego drugiej połówce coś się stało powiesiłby i zabił w męczarni... Jednak ma tą straszną stronę, ale póki miłość trwała, a jego baby Zelo było bezpieczne nie miał się o co martwić.
     -Hyung...- przerwał nagle rozmyślania. 

     - Czy ty... czy kochałeś wcześniej jakiegoś chłopaka?-
     -Kochałem... -zaczął mówić i urwał kiedy zobaczył jak Jun spuszcza wzrok ze smutkiem w oczach. Czyżby nie był pierwszy?
     -Ja.. myślałem...-powiedział niepewnie.
     -Kochałem i kocham dalej babo... Nigdy nie umiałem pokochać kogoś innego prócz ciebie.- dokończył w końcu.
     Kim chyba nigdy nie był bardziej szczery, nie licząc pewnej akcji w zoo kiedy to szedł z Dae, który został obrzucony przez maleńkie małpki bananami, innymi owocami i... tak, odchodami... Wtedy to stwierdził, że Hyun wygląda lepiej w takim stanie niż z jakąkolwiek maseczką czy makijażem... No cóż, szczerość buduje zaufanie... Podobno - tak mawiają, chociaż to chyba raczej komplikuje sytuację. Idealny dzień na wyjście dla par – pepero day. W brud zabaw podczas imprezy, chłopcy bawili się znakomicie. Zelo dostał nawet dużą pluszową pandę od swojego chłopaka. Wspaniałe uczucie mieć kogoś, kto będzie cię rozpieszczał, dbał o ciebie, martwił się, troszczył i w końcu najważniejsze – był przyjacielem i kochał najmocniej na świecie. Choi do tej pory nie może zrozumieć czemu jego hyung nie wybrał Guka lub kogoś innego w swoim wieku. Przecież... on ciągle jest dzieckiem i nie dorasta do pięt swoim kolegom, ale cóż – serce nie sługa. Cudowny dzień dla nich obojga. Cieszyli się jak nigdy ze wspólnie spędzonego czasu i w końcu pocałowali się publicznie, co bardzo wzmocniło pewność uczucia jakim się darzyli.
Wrócili bardzo zmęczeni, lecz nie aż tak by nie wylądować razem na łóżku młodszego i nie zabawić się trochę w lip-sex czy coś. Maknae oczywiście przypadła rola słodkiego i niezdarnego uke, a rządzić zaczął seme – Himchan idealnie pasował do tej roli... starszy, pewniejszy siebie, pewny swoich pragnień i możliwości. Całował najpierw usta młodszego, następnie brodę, policzki, płatki uszu... Pieścił dłońmi jego tors, drażnił sutki. Zelo pojękiwał cichutko i przymykał oczy z przyjemności jakiej doznawał od jego samego dotyku. Jego oddech był płytki i powolny. Wtedy starszy dotarł swoimi ustami do szyi chłopca, którą zaczął lizać, ssać i delikatnie przygryzać. Zelo zaczął wić się pod swoim hyungiem. Zamknął oczy i pojękiwał coraz głośniej – jak dobrze, że pomieszczenie jest szczelne i nie będą go słyszeć. Wtedy jego obojczyki zostały zaatakowane przez język Himchana, dołeczki przy nich, potem język dotarł do sutków. Zelo czuł prawdziwą ekstazę zabaw z ukochaną osobą. Tak, to jest to, ale tylko to... w chwili kiedy starszy przeniósł dłoń na męskość chłopca ten zatrzymał ją i uniósł.
     -Hyung ja... ja jeszcze nie chcę...- wyszeptał z przymrużonymi oczyma.
     -Nie martw się babo, nie mamy się co spieszyć. Zrobimy to kiedy będziesz gotowy. - odparł półszeptem chłopak i uniósł kąciki ust w szczerym geście.
     Zelo był uradowany reakcją hyunga, w końcu odmówił mu rozkoszy... czegoś co powinien mieć w związku. Himchan jest dojrzały, więc świetnie rozumie uczucia swojego partnera, wie jaki to wiek i jak on się kiedyś czuł. Dojdzie do czynu kiedy tylko przyjdzie pora. Na koniec udanego dnia chłopak otrzymał soczystego buziaka w usta i po jednym w czoło, policzki i nos. Jakie to słodkie... On zawsze stara mi się dogodzić, a ja... co ja daje mu w zamian? Czy miłość wystarczy?




***



     Come back już niedługo... ale oni nie chcą się zgrać...Guk i jego zadręczanie się wszystkim od rana. Teksty były już gotowe, wystarczyło przećwiczyć je po raz setny i dodać do tego wcześniej ogarnięte układy Zelo i Jongup'a. Łatwizna! Kto mówi ten mówi... w prawdziwym życiu nic nie jest takie łatwe na jakie z reguły wygląda. Na sali panowała grobowa cisza. To jest zbyt nienormalne jak na B.A.P. Co się dzieje?! Istna katastrofa dla lidera, katastrofa dla zespołu i armageddon dla menagera i wytwórni. TS Entertainment nie będzie zadowolone... W pewnej chwili ciszę przerwał b-boy i począł poruszać temat z ostatnich dni. Nietolerancja – przestało to być tematem tabu. Teraz każdy o tym mówi, wyraża się na TAK albo na NIE. Brak empatii w ludziach... brak uczuć sprowadza ten świat na skraj. Prowadzi ku upadkowi jak zły przywódca.
     -Osobiście uważam, że ludzie powinni się tolerować. To nie jest fair kiedy ktoś zaczyna obrażać inną osobę, bo jest innej rasy czy orientacji. To jest okrutne i powinno być nielegalne. Ciągle słyszę przekazy o tym, że homoseksualizm to choroba. Moim zdaniem to homofobii powinni iść zacząć się leczyć czym prędzej, bo potem żadna terapia na nich nie zadziała.-
     -Czerwoni, biali, czarni... co za różnica..- powiedział Daehyun robiąc kwaśną minę, jakby dopiero zjadł cytrynę.
     Wszyscy wytrzeszczyli oczy jak gdyby zobaczyli ducha. Oto największy troll świata, Dae zawsze mówił dziwne rzeczy, ale...
     -Donsaeng... czy ty jesteś rasistą? Nie spodziewałem się tego po tobie... - przerwał nagle ciszę Himchan.
Wten chłopak otrząsnął się i szybko sprostował:
     -Nie, nie hyung! Ja przecież sam mam kolorowego psa!-
     Ludzie nie mogli ze śmiechu kiedy usłyszeli jego wypowiedź... wieczny trolling w jego wykonaniu niszczył ludziom mniemanie o świecie i społeczeństwie. W sumie był to dziwny dzień, gdyż Dae praktycznie się nie odzywał... Pan wiecznie otwarta jadaczka siedział cicho jak mysz pod miotłą i obserwował otaczających go ludzi. Wyłączał się niczym Zelo, chociaż to nie do końca ten mode off. Milczenie wróciło, a na sali słychać było jedynie muzykę i szelest papieru. Wtedy to wokalista dorwał się do najbliższej gazety..
Jung i jego czytanie gazet, reklam i innych czasopism czy magazynów... nie mógł się od nich oderwać. W sumie co się dziwić, znad nich mógł z łatwością obserwować maknae podczas tańca i wymyślania nowego układu do treaser'u obwieszczającego come back. Muszę jakoś zwrócić jego uwagę... jakoś muszę... Dam radę się odezwać... Nie obchodzi mnie co było niedawno... Wiem, że często walę gafy, ale to moja szansa. Wtedy to przeczytał nagłówek firmy remontowej i oczywiście musiał go przerobić na jakąś głupawą wiązankę.
     -”Kleje, fugi, silikony.” Zróbmy cycki twojej żony. - powiedział po chwili „namysłu” Dae.
     Chłopcy z zespołu parsknęli śmiechem – Youngjae i Guk nawet położyli się na ziemi i tarzali niczym słodkie szczeniaczki... no może nie takie szczeniaczki, bo coś za duzi na nie są, ale ten eye smile... Nagle Jongup z dziwnym wyrazem twarzy i spojrzeniem uchylił lekko usta, zapewne chciał coś powiedzieć. Nastała cisza. Moon stał tak dobre 2-3 minuty zanim wszyscy się nie ogarnęli, no może częściowo nie ogarnęli.
     -Musisz zawsze zabijać ludzi właśną głupotą... jakaś autoreklama? Mówisz bezmyślnie wszystko co ci się na język ciśnie i to od dobrych paru tygodni. Nie jesteś sobą! Nie jesteś tą osobą, którą znałem... - powiedział wreszcie, obrócił się na pięcie i wyszedł z sali prób. Wtedy do rozmowy wtrącił się Himchan:
     -Wiesz... dziwnie się zachowujesz. Wcześniej nawet byś nie wspomniał w ten sposób o kobiecych częściach ciała. Zawsze tak twardo utwierdziłeś się w tym, że jesteś gejem i nie lubisz patrzeć czy wspominać o takich rzeczach. Faktycznie coś się zmieniło. Weź trochę ochłoń Dae... spuść z tonu.-
     -Spuścił z tonu ze mną, w łazience 30 minut temu...- odezwał się nagle Jaewon chichocząc.
     Wtedy wzrok chłopaków znów utknął w wokaliście. Jego twarz zrobiła się czerwona i mimo to, on wciąż patrzył na Zelo. Ciągle miał nadzieję, że któregoś dnia może zostawi dużo starszego Himchana i przyjdzie do niego... że w końcu trafi w jego objęcia tak, jak o tym marzył. Kolejny raz pokpił sprawę i wyszedł na tego najgorszego. Czemu to przytrafia się zawsze mnie...



***

     Godzina 10 – późny wieczór. Zelo jako maknae, który zawsze rozwiązywał problemy swoim urokiem i wysoko rozwiniętą umiejętnością dyplomacji. Jako jedyny miał rozwiązanie na każdy incydent. Ratował często zespół przed większymi kłótniami, niestety teraz nie umiał zrobić nic. Nie znał sytuacji, więc postanowił zajść do pokoju swojego hyunga. O dziwo Hyun, który najczęściej spędzał ten czas na dachu, by wypatrywać gwiazdy, teraz leżał na swoim łóżku i wyglądał jakby niedawno płakał. Łzy u mojego hyunga?Przecież... przecież on nigdy nie płacze. Nawet kiedy miał złamanie otwarte nogi... kiedy jego mama była ciężko chora..on.. on nigdy nie zapłakał. Wszystko nurtowało młodego rapera. Pytania bez odpowiedzi i odpowiedzi, które nie pasowały do żadnego z pytań, puste słowa, które rozbrzmiewały w jego głowie jedno po drugim i raz po raz zadając mu ból. Uderzały niczym ptaki o złamanych skrzydłach, niby próbują latać, ale nie mogą, bo to już nie dla nich. Tak samo ze słowami. Przy każdym dotknięciu paliły niczym żywy ogień. Ten sam ogień palił go w sercu, tlił się tam jeszcze płomyk nadziei na lepszy czas razem z hyungami.W sumie nie tylko on czuł się źle. Daehyun błądził myślami, ubierał zdania w słowa. Biegł za nimi, gonił i łapał. Wten ruszył palcem, później całą ręką, powstał i z myślą, że jest nieśmiertelny wspiął się po stromym kamieniołomie, wyruszył w stronę domu przez pola. Tak w jego wyobrażeniu szukał drogi, by w końcu powiedzieć coś na co zbierał się od dobrych paru lat. W jednej chwili zerwał się z łóżka, gdyż zauważył stojącego na wejściu maknae. Wstał i przetarł oczy, jakby faktycznie płakał przez długi czas. Podszedł bliżej, choć niepewnie i chwycił chłopaka bardzo mocno zamykając w szczerym uścisku.
     -Kocham cię dongsaeng... od tak bardzo dawna cię kocham i do tej pory nie umiałem ci tego powiedzieć. Jesteś największym szczęściem jakie mógłbym mieć, jakie mógłbym chwycić w dłonie i nie pozwolić zniknąć z tego szarego i smutnego życia pełnego nostalgii i gehenny. Jesteś moim jedynym ratunkiem kiedy jest mi źle... Jun ja... Wiem dobrze, że kochasz Himchana. Chciałem po prostu żebyś wiedział... Jesteś jedynym, którego chcę. Nic innego się nie liczy na tym świecie. Wiesz... spełnione marzenia to nie marzenia... Więc proszę, pozostać moim marzeniem już na zawsze... Kocham cię.-
Nagle starszy puścił swojego kolegę i jak gdyby nigdy nic okrążył go i zniknął zaraz za nim. Chłopak czuł, że czas bez łez się skończył, a przy wyjściu starszego kątem oka zauważył coś błyszczącego na jego policzku... Tak to była ostatnia łza szczęścia i smutku... Jego ostatnia łza...
     Zelo został sam w pokoju Daehyuna. Nie wiedział co ma myśleć o zaszłym incydencie. Jung nigdy go nie przytulał w ten sposób i jego słowa... Poczuł się dziwnie – w końcu chłopak wyznał mu swoje uczucia względem niego i to nie był Himchan. Oczywiście Jaewon musiał kontynuować swoje brudne gierki... Nagle drzwi otworzyły się, a z ciemności korytarza wyłoniła się „druga połowa” Daehyuna. Lee podszedł z wolna do młodszego i chwycił trzema palcami jego brodę. Choi poczuł, że przechodzi go silny dreszcz, ale to nie objaw podniecenia czy przyjemności, to był ewidentnie znak podświadomego przerażenia. Nowy członek B.A.P był specyficzny, Junod początku czuł, iż coś z nim nie w porządku. Wtedy chłopak drugą dłoń ułożył w talii młodszego, wodząc wcześniej po jego torsie i brzuchu. Zelo poczuł ucisk w żołądku. To nie może dziać się naprawdę... Chcę żeby on zniknął. Chcę się obudzić. Maknae niepotrzebnie dawał sobie nadzieję w myślach. Jego nieskazitelność i ten płomień, który tlił się jeszcze w jego delikatnym sercu. Wszystko miało zaraz ulec destrukcji. Jego idealny świat, wszystko co było na swoim miejscu miało zamienić się w chaos zaraz po eksplozji wulkanu zwanego Lee Jae Won. Zniszczę wszystko co możesz pokochać prócz mnie... Siódmy takżde snuł swoje zawistne i jego zdaniem „bezbłędne” plany. Przez jego umysł przechodziły miliony myśli i każda dotyczyła krzywdy...
***
     Reszta zespołu wróciła z klubu, w końcu w domu zostali tylko Dae, Jun i Jae. Wtedy Himchan ruszył do swojego pokoju, by znowu przytulić swojego ukochanego. W domu panowała cisza – podejrzana cisza. Himchan pobiegł od razu do pokoju Daehyuna. Kiedy trafił do środka rzucił się do Dae z pretensjami. W kącie siedział płaczący Zelo przytulony do swojego hyunga, oczywiście bez koszulki i z rozpiętymi spodniami. Na rękach miał zadrapania, a na torsie był mocno okaleczony – jakby ktoś go ciął. Dae trzymał waciki z wodą utlenioną i dezynfekował rany.
     -Gadaj co się tutaj do cholery stało?! Co mu zrobiłeś?! Zaraz umrzesz Jung! - krzyczał bez opamiętania. Jednak wokalista dalej siedział w ciszy i wpatrywał się w swoje marzenie.
     -On... on... On nic nie zrobił Chan hyung... On się o mnie martwił... Pomógł mi...-mówił na przemian z pociągnięciami nosa najmłodszy.
     -Więc co się stało?! Kto ci to zrobił... - Himchan spuścił z tonu i mówił spokojniej, ale i tak czuć było agresję i nienawiść w jego głosie.
     -Jaewon... on.. On mnie zgwałcił hyung. Zgwałcił mnie... Ja nie chciałem tego. Krzyczałem żeby stąd wyszedł... Krzyczałem żeby przestał, ale był silniejszy... Nie dałem sobie z nim rady... Powiedział.. powiedział, że mnie zniszczy, bo Dae coś do mnie czuje... Tylko dlatego później jeszcze mnie pokaleczył...- ledwo dokończył przez łzy i wtulił się w Kim. Hyung działał na niego niczym środek kojący. W mig wszystko odeszło, a chłopak uspokoił się. Obiecuję, że on już nigdy cię nie dotknie. Nagle uścisk się rozluźnił, Himchan puścił ukochanego i wybiegł czym prędzej na poszukiwanie zdrajcy i prześladowcy z problemami psychicznymi. W końcu nie wiadomo kogo jeszcze może zranić. O nie... Przecież Hyuna patrzyła ostatnio na Dae! On może jej coś zrobić! Muszę się pospieszyć... Gwiazdy oświetlały niebo, a dziewczyny dalej dogorywały w klubie. Jaewon schował się w ciemnej uliczce i wyczekiwał na Hyune, która zaraz miała iść na postój taksówek. Nieoczekiwanie naskoczył na niego Himchan, rozpoczęła się nie lada szarpanina.
     -Zapamiętaj gnoju! Nigdy więcej nie ruszaj Jun'a! Do końca swojego pierdolonego życia zapamiętaj moje słowa i ten ból jaki czujesz! Nigdy więcej nie pokazuj się w naszym domu, od Dae też się odpieprz. Zrozumiałeś?
     -Pieprzyć to ja mogę twojego chłopczyka, był trochę ciasny, ale dało się dojść.- odgryzł się i parsknął histerycznym śmiechem.
     -Nienawidzę cię! Masz zniknąć z życia B.A.P, z życia moich znajomych, mojej rodziny! Nie chcemy cię znać podróbko jakiejś formy życiowej bez uczuć. Powinieneś się leczyć! Wypierdalaj stąd i żebym cię więcej nie widział w pobliżu kogokolwiek mi znajomego, a najdalej trzymaj się od Zelo i Hyuna... Nie wybaczę ci tego, będziesz żył z tym piętnem. Gwałciciel i psychol!-
Himchan nieźle obił chłopaka pod wpływem adrenaliny, ale cóż mógł zrobić kiedy jego ukochanemu stała się krzywda.
     Zelo po dłuższym czasie zaczął zapominać to uczucie towarzyszące tego typu przeżyciom. Kim i jego słodki maknae oraz B.A.P oczywiście, nigdy więcej nie ujrzeli Lee Jae Hon'a.




I jak wam się podoba minna? Musiałam pisać to dwa razy, bo wcześniej przed zapisaniem matka wyłączyła kompa <3 Kocham to ^^ Może nie jest napisane tak świetnie jak wcześniej, ale starałam się to odwzorować jak najlepiej :3 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Reita x Ruki (Reiuki) The Gazette


Wiecie... podobno opowiadania, piosenki... wyrażają pragnienia i dziwactwa autora xD Powiem wam, że nigdy nie marzyłam o ranieniu kogokolwiek i spijaniu czyjejś krwi. xD To tak na marginesie. Mam jeszcze w planach - B.A.P, B1A4, Tasty, Xenos-5, Big Bang, F_cuz i MBLAQ :D Wyczekujcie minna-san :3 I piszczie co jeszcze chcielibyście czytać ;3















Tytuł : "Krwawy koncert."
Bohaterowie : Akira Suzuki (Reita) & Takanori Matsumoto (Ruki) & Yutaka Tanabe (Kai) & Kouyou Takashima (Uruha) & Yuu Shiroyama (Aoi)
Pairing:  Akira Suzuki  x Takanori Matsumoto ( Reiuki )
Gatunek : Angst, Rating NC-17, One shot.
Zespół : The Gazette

     Trasa koncertowa The Gazette przebiegała świetnie, zespół zyskał wielu nowych zwolenników i zadowolił mdlejące pod sceną fanki. Krzyk, pisk, dobra zabawa i gorąc- typowy klimat koncertu. Nagle światła zgasły, zespół począł grać Taion - ostatnią piosenkę zaplanowaną na ten wieczór. Ruki padł na kolana i zaczął śpiewać. Włączono dwa reflektory prosto na wokalistę i kolorowe światła na resztę band'u. Głos Rukiego rozbrzmiewał i wprawiał ludzi w zachwyt. Weszły mocniejsze tony, powoli robiło się gorzej. Nie dawał rady przy nich i bardzo się zdenerwował na fakt, iż zepsuł koncert przez chore gardło.
     -Dou ka hidoi yume da to oshiete hoshii, saigoni mouichidodake warattemiai... - ledwo dokończył i ruszył ze sceny jak burza. Nie miał już nawet ochoty rozdawać autografów. Wtedy na środku pojawił się perkusista, a zarazem lider.
     -Dziękujemy wam bardzo Tokio! Dobranoc! - krzyknął na całe gardło.
     Reszta zaczęła machać do fanek i rzucać gadżety promocyjne i płyty. Fanki zaczęły domagać się wokalisty, ten zaś wszedł z impetem do garderoby i ze złością uderzył z całej siły w ścianę. Krew popłynęła z jego kostek na podłogę i poplamiła ubranie, kiedy ponownie zamachnął się, by uderzyć rozległo się pukanie do drzwi.
     -Czego?! - krzyknął drżącym głosem.
     -Ruki, fanki się niecierpliwią, obiecałem, że spróbuję cię przyprowadzić. W ogólnie czemu masz taki głos? Co się dzieje? -spytał po czym po prostu wszedł do garderoby. Ujrzał posokę... krew ściekała z dłoni jego kolegi. Jego zmartwienie urosło do niewyobrażalnych rozmiarów.
     -Takanori! Coś ty zrobił?! - krzyknął na chłopaka basista.
     -Ja... ja wszystko zepsułem! Cały koncert przeze mnie poszedł się pieprzyć! - odparł nagle.
     -Ty... co ty gadasz?!  Fanki są zachwycone! - krzyknął  ponownie karcąco, podszedł i złapał kolegę za nadgarstek. Krew ubrudziła także dłoń Reity. Podniósł kawałek materiału z krzesła i wytarł ślady krwi. Miał opuchniętą dłoń i pozdzieraną skórę. Pocałował rany, na co Ruki wytrzeszczył oczy.
     -Akira... co ty... co ty robi... -urwał, gdyż przerwano mu delikatnym pocałunkiem. Ich wargi złączyły się. Mimo swego stylu pachniał słodko, czekoladowy szampon i łagodnie pachnący krem. Jego oczy błyszczały od łez. Szkliste piękno sprawiło, że w wokaliście coś pękło. Lubił Reitę, nawet bardziej niż powinien. W chwili kiedy chłopak dał mu dowód, że także ma coś do niego i to, że w końcu wylądował w jego objęciach dało mu siłę. Czuł każdy jego mięsień, słyszał jego przyspieszone bicie serca.
     -Czemu to zrobiłeś? - spytał półszeptem wokalista.
     -Chciałem sprawdzić czy czujemy to samo... jak  widać miałem co do tego rację. Widziałem jak na mnie patrzysz Ruki. Miałem nadzieję, że tak zareagujesz. - odparł.
     Faktycznie, Ruki mógł już wcześniej dostrzec pewne gesty Reity, które mogły o czymś świadczyć. Akira spojrzał ponownie na rękę kolegi, wyrzucił materiał po czym przyciągnął go bliżej siebie i zaczął ssać ranę. Spijał jego krew niczym wampmir oszalały z pragnienia, jakby wysysał z niego jad próbując ratować jego życie. Kto normalny tak robi? Wokalista zastanawiał się dłuższą chwilę, aż w końcu zapytał:
     -Czemu pijesz moją krew? Przecież to chore...-
     Reita przyglądał mu się przez chwilę z intrygą. Nagle zerwał koszulkę z kolegi. Jego usta ubrudzone były świeżą krwią, a mimo to wyglądał seksownie i pociągał lepiej jak narkotyk, uzależniający i wprowadzający w osłupienie.
     -Wiesz, twierdzisz że to chore, ale to po tobie widać podniecenie sytuacją. - odpowiedział pełen podstępu w głosie i z uśmiechem typu "wygrałem". Tak, on zawsze tego chciał. Widzieć jak jego ukochany jest podniecony na jego widok, na to co robi. Przyłożył usta z powrotem do kostek chłopaka i ssał dalej. Ruki przestał ukrywać, że ten dziwny i trochę sadystycznie chory gest go pociągał. Poczuł ucisk w spodniach, nagle został pchnięty na pobliską ścianę.
     -Ja naprawdę wszystko spieprzyłem! - utwierdzał się dalej Ruki.
     -Pieprzyć to ja mogę ciebie. - powiedział Reita , uniósł głowę i rozpalił swoim wzrokiem chłopaka.
Dreszcz jaki go przeszedł był tak silny, podniecił się jeszcze bardziej kiedy prawe udo basisty wylądowało na jego męskości. Takanori objął chłopaka wkładając ręce pod koszulkę po czym wbił w jego plecy paznokcie tak mocno, że pojawiła się krew. W sumie to wina Akiry, który zaczął ocierać się o wokalistę wprawiając go w coraz to większą ekstazę. O dziwo ból pleców bardzo mu się spodobał. Czysty masochizm.
     -Wbij je mocniej... proszę... - wyszeptał Takanoriemu do ucha.
     -Czy te siniaki na jego ciele... te zadrapania to wina jego fetyszu? To wszystko ślady po seksie... teraz już wiem skąd się biorą. - zastanawiał się w myślach Matsumoto. Ich ciała złączyły się, oboje dyszeli z podniecenia. W pewnym momencie oboje byli już bez koszulek co było idealnym momentem dla Akiry. Przyssał się do brodawek kolegi co wywołało ciche pojękiwanie. Na te dźwięki chłopak jeszcze bardziej zaczął go dotykać co także powodowało silniejsze reakcje Takanoriego. Wbijał się w ciało basisty raz po raz zadając mu więcej zadrapań. Oboje mruczeli z przyjemności. Soft sadistic seks był mimo obaw wokalisty bardzo przyjemny. Kiedy  starszy zaczął go drapać i przygryzać skórę jęczał jak oszalały. Wszystko wzbierało w nim jeszcze bardziej. Wtedy basista już zaczął dobierać się do jego męskości, rozpinał spodnie i wtedy... usłyszeli pukanie do drzwi. To był Kai wraz z Uruhą i Aoi, którzy byli bardzo zdenerwowani nieobecnością członków zespołu.
     -Czy wy wiecie, że nie wychodzi się z koncertu bez spotkania z fanami?! - krzyczał rozgniewany Kai.
     -Jeśli za 5 minut nie wyjdziecie to wchodzimy i wynosimy was stamtąd ! - dodał po chwili równie zdenerwowany Aoi.
     -Ja nie mam zamiaru ich wynosić! Wyciągnę ich za nogi na scenę tak, by poobijali się twarzami o ziemię! - ryknął i pogroził Uruha.
     -No cóż...-wyszeptał Akira.
     Błagalne spojrzenie Takanoriego mówiło samo za siebie. Wtedy starszy dokończył:
     -Musimy tam pójść, a dokończymy zabawę jak wrócimy do hotelu. Obiecuję. - W tej samej chwili uśmiechnął się znacząco po czym porządnie zacisnął dłoń na kroczu młodszego i namiętnie pocałował przygryzając jego wargi.
     -Obiecuję...-

sobota, 12 stycznia 2013

Sungjae x Peniel (PenJae) BtoB


Tytuł : "Most kupidynem"
Bohaterowie : Shin Donggeun (Peniel)  x Yook Sungjae (Sungjae) 
Pairing:  Shin Donggeun  x Yook Sungjae ( PenJae )
Gatunek: One shot, Rating PG, Slash, Songfik.
Zespół : BTOB (Born to Beat)






     Piękny, słoneczny dzień- wręcz idealny na wycieczkę do lasu. Peniel i Sungjae postanowili wybrać się nad pobliską rzekę pod namioty. Kiedy byli mniejsi jeździli tam z rodzicami. Biwak zapowiadał się świetnie. Obóz rozstawiony, ognisko uszykowane na wieczór- wszystko gotowe. Peniel ściągnął koszulkę i zaciągnął kolegę na ryby. Spędzili tam pare godzin w "ciszy", bo Yook nie mógł powstrzymać się od śmiechu kiedy Shin wyzywał ryby, które mu uciekły. Jak byście wyglądali stojąc na pomoście i drąc się, rzucając mięsem podczas patrzenia na taflę wody? Owszem, bardzo komicznie. Radości ze wspólnie spędzonego czasu nie było końca. Nadszedł wieczór, Sungjae poszedł spać, gdyż był bardzo zmęczony, zaś Peniel udał się po cichu do samochodu. Mimo pozorów jakie stwarzał był świetnym pisarzem powieści o miłości męsko-męskiej. Głównym bohaterem jego dzieł był słodki maknae - Sung oraz oczywiście on sam. Potajemnie kochał się w chłopaku od najmłodszych lat, ale bał się mu o tym powiedzieć. Spisywał wszystkie swoje chęci... marzenia w stosunku do niego w swoim ulubionym zeszycie, którego nikt nie miał prawa dotykać. Wyjął go i tego wieczora, by móc przelać swoje uczucia na papier i nie wydać się z nimi.
Jestem z nim sam na sam, chciałbym móc położyć się obok niego, dotknąć go.. ale nie jako przyjaciel... jako ktoś kogo darzyłby uczuciem. Chciałbym mu powiedzieć, ale jeśli on mnie znienawidzi? Co jeśli się wystraszy? Nie chcę go stracić, chcę mieć go przy sobie - nawet w taki sposób. Chciałbym go całować i nigdy nie puszczać. Chcę się z nim kochać, mieć go tylko dla siebie... Kocham go od tak dawna... Nie umiem tak...Zasnął pogłębiając się we własnych pragnieniach. Śnił o swojej największej miłości. Jego serce pękało coraz bardziej z każdym przebudzeniem.

***


     -Dongeun hyung! - krzyknął Jae i otworzył drzwi od auta.
     -Umm...? - wydusił z siebie półprzytomny chłopak.
     -Hyung! Wstawaj! Zrobiłem śniadanie...-dokończył i uśmiechnął się szeroko, po tym geście Peniel odwzajemnił się, ale równocześnie zabolało go to. Coś zaczynało w nim umierać coraz bardziej. A co jeśli któregoś dnia zobaczy ten zeszyt? Jeśli dowie się o wszystkim co do niego żywię? Co jeśli się przestraszy i nie będzie chciał mnie znać, bo jestem chory? Miliony pytań dręczyły jego myśli.
     -Daj mi chwilkę, bo ledwo kontaktuję Jae dongsaeng.
     -Dobrze, ja pójdę zrobić herbatę. - odparł i ruszył w stronę obozowiska.
     Pora śniadania przebiegła w prawie całkowitej ciszy. Od czasu do czasu, któryś z chłopaków coś zanucił albo powiedział jedno, ewentualnie dwa słowa. Po zjedzeniu posiłku przygotowanego przez młodszego, Peniel wziął gitarę i ukradkiem pomknął między drzewami nad rzekę. Pisał same smutne piosenki o platonicznej miłości do Sungjae. Chwilę podziwiał piękno krajobrazu z mostu. Słońce wschodzące nad korony bujnej zieleni, która posiadała dzięki temu złotą aureolę, niczym anioł. Ptaki śpiewały i wprawiały w euforię ludzi wędrujących przez te wspaniałe tereny, ale nie Peniela. Nostalgia za czymś czego nie może mieć, nawet majestat natury nie mógł się równać z jego prawdziwym aniołem, jego ukochanym, który zabierał mu skrzydła. Jaki anioł odbiera możliwość latania za marzeniami, jaki anioł sprawia, że jeszcze bardziej wrastamy w ziemię... Jego palce spoczęły na strunach i niekontrolowanie się przesuwały. Melodia szła prosto z serca, a słowa płynęły niczym rzeka pod nim.

"Wśród milionów ludzi, nieprzebytych dróg.
Odnalazłem swoje serce, kocham znów.
Wśród milionów słów i dźwięków,
słyszę ciągle twój głos, brak go jest udręką.
Chciałbym cię mieć, tylko ciebie kocham,
ten stan powoli zabija mnie od  środka.
Zawsze byłeś przy mnie i to musi wystarczyć,
mimo swoich uczuć nie chciałbym cię stracić.
Miłość chłopaka do chłopaka moje imię zna,
ale w tym wypadku pozostałem sam.
Donsaeng saranghae wciąż ciśnie się na język.
Powoli tracę zmysły i kontrolę mimo chęci.
Przyjaciele na zawsze przez to ból jest większy,
to rozdziera mnie na części, choć kryje to uśmiechem.
Czasami budzę się w nocy, a oczy nabierają łez,
mimo, że to czuję nie mogę nigdy cię mieć..."

     Piosenka niosła się po lesie i wprawiała w jeszcze większą nostalgię. Sungjae stał kawałek od swojego hyunga i słuchał uważnie każdego słowa, wtedy poczuł ukłucie  w środku, a po jego policzku popłynęła samotna łza.Wieczorne ognisko różniło się diametralnie od śniadania. Klimat  był sto razy lepszy, Sungjae starał się nieustannie wywoływać na twarzy kolegi uśmiech. Ciągle obdarowywał go szczerymi gestami i nieświadomie spalał to co pozostało jeszcze z jego serca.

***

     Kolejna noc i ponowne budzenie się ze łzami w oczach... Peniel długo tego nie wytrzyma, bo przecież...
"Człowiek bez miłości umiera, niczym kwiat rosnący w cieniu - nic pięknego nie rośnie w ciemności." Chyba każdy wie jak to jest kochać kogoś na zabój - mieć swoją idealną drugą połówkę, której nie możemy wyznać uczuć. Smutne, a jakże bolesne doznanie - to zabija człowieka, powoli i okrutnie. Pozostawia na sercu rany, które się nie goją, gdyż ciągle jesteśmy ranieni, ciągle nowa sól wysypywana jest na te miejsca.
     Shin spędził kolejny dzień na moście z gitarą w dłoniach. O dziwo dziś niczego nie grał. Obserwował na zmiany gryf, klucze, struny... każdy element tak jak robił to z ciałem młodszego. Jego usta delikatnie ścięte i takie pełne o barwie pereł. Śliczny eye smile budził w nim tyle odczuć na raz. Nie umiał tego wytrzymać, wspominał tylko stare czasy, kiedy to byli dziećmi i wszystko wydawało się prostsze. Wtem obrócił głowę w prawo, gdyż spostrzegł coś kątem oka. To był Sung stojący dokładnie na środku mostu. Wpatrywał się w bajeczną przestrzeń niczym z obrazka, który wisi na ścianie w jego pokoju - ulubiony prezent od Peniel'a. Najwyraźniej nie tylko starszy miał mętlik w głowie. Natłok myśli przybijał młodszego do ziemi, ciągnął coraz bliżej dna. Przyszedł tu w końcu, aby posłuchać muzyki swojego hyung'a, niestety nigdzie go nie widział. Zatracony we własnym umyśle nie zauważył, że chłopak podszedł go od tyłu.
     -Jae? - spytał dość niepewnym głosem.
     Tak przestraszył kolegę, że przy obrocie naparł całym ciałem na drewnianą poręcz, która pękła. Chłopak zaczął lecieć do tyłu, prosto na rwącą rzekę. W jednej chwili ich dłonie splotły się w jedno i wróciły wspomnienia. Te odległe, które nawet nie powinny istnieć. Sungjae lecący z tego samego miejsca przez wadliwą poręcz i lubiącego zaskoczenie Donggeun'a. Wtedy też grał na gitarze i złapał jego dłoń, potem było tylko mocne pociągnięcie silniejszego chłopca i upadek na moście. Jae leżał na starszym i kiedy ich spojrzenia spotkały się, Peniela trafiło. Mimo tak młodego wieku zakochał się... dziecięca miłość przetrwała te długie lata i nie umarła. Rosła ciągle kumulując coraz większą ilość bólu. Wtedy to nic nie znaczyło, poszło w zapomnienie. Tym razem chłopak po przyciągnięciu chwile twarzą był wtulony w swojego hyunga, a następnie spojrzał mu prosto w oczy, ten sam wyraz tylko silniejszy - bardziej bolesny i dosadny. Starszy stracił równowagę i oboje polecieli na ziemię. Yook znowu leżał na chłopaku. Patrzeli na siebie pare sekund, aż oczy młodszego zaszły łzami. Ten widok strasznie zdziwił Peniela, a jeszcze bardziej zaskakująca była dalsza część. Wargi Jae spotkały się z wargami Shin'a. Przypomniał sobie w jednej chwili wszystkie swoje sny, wszystkie swoje marzenia... jego uczucia wybuchły, jego ból zniknął, a w kącikach oczu pojawiły się łzy szczęścia.
     -Kocham cię hyung. - wyszeptał Sungjae trzymając usta jak najbliżej ust ukochanego.
     -Ja.. ja... - Peniel nie mógł wydusić z siebie nic więcej.
     -Słyszałem twoją piosenkę, wtedy upewniłeś mnie... wiedziałem, że mogę spróbować. Bałem się hyung, że mnie odrzucisz, że cię stracę. - dodał.
     -Jae...-urwał i jeszcze bardziej się rozpłakał. Ujął chłopaka mocniej i wymusił wtulenie się w jego klatkę
piersiową. Czuł zapach jego włosów, ich słodki zapach, pocałował go w głowę i wrócił do wypowiedzi:
     -Zawsze cię kochałem Jae... od kiedy pamiętam pragnąłem tylko ciebie... Teraz znowu mogę latać mój aniele. Odzyskałem swoje skrzydła...




I jak wam się podoba ? Piszcie jeśli chcecie coś konkretnego :3 Czeka jeszcze the Gazette, które sądzę, iż skończę jeszcze dziś (Reita x Ruki) oraz B.A.P *kolejny* (BangHim), który też powinien być dziś :3 Mam nadzieję, że wena mi nie zejdzie ^^