piątek, 27 września 2013

Call of the Moon - Rozdział IV

 „Tylko w tym świecie inny oznacza gorszy. Tylko tu inność jest tępiona, izolowana, odpychana.. Nasza odmienność jest naszym przekleństwem.”

Rozdział IV – Serce wilka.


     Luhan wędrował pomiędzy moimi wspomnieniami. Wewnątrz stał się kruchą I delikatną zjawą... Czułam, że ma ochotę uronić kilka łez, czułam że... boli go moja przeszłość.
     -Widzę to. - Powiedział nagle, budząc się z transu. - Ale to nie powód, byś zalewała łzami tą śliczną buzię. Już...ciii... - Uspokoił mnie, po czym podszedł I przytulił. - Nie płacz przy mnie więcej, bo kiedy to widzę... w mojej głowie słyszę nostalgiczne wycie wilka. Wiesz, że jesteśmy mentalnie połączeni, więc czemu mnie krzywdzisz?-
     -Ja...ja... - zająknęłam się, pociągając nosem.
     -Spokojnie. Po prostu obiecaj, że nie będziesz tego robić.-
     -Obiecuję. - Powiedziałam, z ręką na sercu.
     -Cieszę się, że się dogadaliśmy. - Uśmiechnął się serdecznie.
     -Więc, skoro wyjaśniliśmy sobie większość rzeczy, a przynajmniej ich sporą część... Szczerze, to skoczyłabym na polowanie.-
     -Ale dopiero co jedliśmy... - rzekł zażenowany.
-Nie nasza druga strona Lulu... Nie ta druga strona. Poza tym bieganie dobrze ci zrobi. - Odparłam I ubrałam buty. - Jesteśmy niedaleko lasu. Yifan specjalnie wybrał to miejsce, bym nie musiała wędrować przez pół miasta na łowy. Ludzie źle odbierają osoby, jak ja o późnych porach poza domem I często umazane krwią lub ciągnące zwłoki zwierzęcia do domu... - zrobiłam dziwny grymas. - Nie chcielibyśmy problemów z policją. - Uśmiechnęłam się. - Nie wygląda to dla nich zbyt normalnie. - Dodałam, marszcząc czoło. Luhan gapił się na mnie I chyba nie był przekonany do tego co mówię. - To ruszaj się I lecimy, bo nas świt zastanie. - Rzekłam I złapałam go za ramiona, kierując do wyjścia. Wtedy to zobaczyłam... Klęczałam nad zranionym blondynem, była pełnia, a ten wił się z bólu. Płakałam.”Chyba sobie ją wpoiłem.” - usłyszałam w głowie. Te słowa rozbrzmiewały, a serce krajało mi się bardziej. - Znowu to samo... - szepnęłam.
     -Co jest Yokka? Stało się coś? - Zapytał, machając mi dłonią przed twarzą. Otrząsnęłam się I go przytuliłam.
     -Obiecaj mi coś... - poprosiłam cicho.
     -Co takiego? - Spytał zdziwiony.
     -Cokolwiek by się nie działo... Nie wtrącaj się na zaś I nie próbuj zgrywać bohatera.-
     -Czemu tak nagle... - zmrużył oczy.
     -Po prostu to zrób... - spojrzałam błagalnie.
     -Przyrzekam.-




________________________________________
Bardzo krótki rozdział, mogłabym nawet rzec, iż jest to podrozdział, ale cóż. 
Jutro dodam V. ;)

3 komentarze:

  1. Kto to na fotce?
    I może zajrzysz do kolejki proszę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet jesli tylko podrozdzial, dalej mi sie podoba. :3 czekam, czekam. ;>

    OdpowiedzUsuń