poniedziałek, 11 lutego 2013

Kan x Jinon (JinKan) F_cuz


Tytuł : "Pamiętam..."
Bohaterowie : Jinon - Kim Jinchul / Kan - Choi Younghak
Pairing: Jinon x Kan
Gatunek: One shot, Angst, Raiting R.
Zespół : F_cuz

      Kim jesteś? Kim jesteś, by wszystko osądzać?! Odbierasz mi wszystko co kocham! Nie chcę być twoim kaprysem! Nie chcę, by coś potencjalnie dobrego odbierało mi życie... Kim jesteś? Czemu ludzie cię kochają skoro zadajesz ból? Kim jesteś... kto dał ci prawo, by tym wszystkim kierować... kto dał ci prawo do ranienia ludzi... Kim jesteś... kim ja jestem... Bez ciebie jestem nikim. Moje nikłe życie właśnie popada w ruinę, moje serce krwawi i już nic mi nie pomoże. Moje dłonie... skrywam w nich zapłakaną twarz, rękawy przesiąknięte łzami... Gdzie jesteś? Gdzie... Dlaczego odszedłeś? Dlaczego... przecież się kochaliśmy... Zarzekałeś, że mnie kochasz... Wierzyłem ci... W KAŻDE TWOJE SŁOWO! W KAŻDE PIERDOLONE SŁOWO! Jak mogłeś odejść... tak po prostu powiedzieć, że to nie ma sensu... jak mogłeś mi to zrobić hyung... Obiecałeś mi... Obiecałeś, że tak będzie już zawsze, że po powrocie do domu dostanę twoje usta na tacy, a wieczorem twoje ciało... ja dostanę twoje, a tobie oddam swoje. Kochaliśmy się... Nie! Wtedy tak myślałem... Ty po prostu pieprzyłeś mnie jak jakąś cholerną zabaweczkę... Ahh Younghak... byłeś taki głupi... Przecież każdy wie, że zabawki szybko się nudzą, a potem lądują w kącie... u innych dzieci albo w śmietniku... Dobrze wiedziałeś, że tak będzie. Cierń oplata zraniony nośnik uczuć... Kim jesteś? Jedyny w swoim rodzaju? Wyjątkowy? Specjalny? Uroczy? Słodki? Seksowny... KURWA! Byłeś tak seksowny... kiedy poruszałeś się przy mnie, ocierałeś o mnie, sprawiałeś, że traciłem nad sobą kontrolę... Byłeś taki słodki, że miękłem od razu kiedy czegoś chciałeś, byłeś taki uroczy... JAK MOGŁEM DAĆ SIĘ PODPUŚCIĆ!? To dorosłe życie, a ja dałem się wciągnąć w zabawę rodem z podstawówki. Ktoś w ręku trzyma skrzydła mojej duszy... Od rana niebo było jakieś szklane, a teraz zmierzchło całe i śnieg zaczął prószyć... Mogłeś odejść... ja tu zostałem, tu przy fontannie, która jeszcze płacze oczyma smoków zapatrzonych w ziemię – tak jak ja. Ty odszedłeś, ja zostałem, aż strugi tych łez zobaczę zastygłe, niczym twoje serce, aż cała smocza gromada zadrzemie... Moje dłonie drżą, ciemność ukrywa mnie pod swoją płachtą czerni. Ciemność przyjęła mnie jako swoje dziecko - dziecko nocy... Pada śnieg, a ja stoję w środku parku w krótkim rękawie... Czemu jeszcze nie zamarzłem? To boli... tak bardzo boli... cholernie pali serce. TO BOLI !! TO KUREWSKO BOLI! Kim jesteś... Myślałem, że cię znam. Sądziłem, że nigdy nie zrobiłbyś czegoś tak podłego... Sądziłem, że jesteś szczery wobec mnie... Kim jesteś?

     Czy on był gotów poświęcić swoje serce? Przecież musiałem to zrobić... Nie później tylko teraz. Inaczej cierpiałby jeszcze bardziej, ale czemu mam poczucie winy... We mnie NIE WOLNO SIĘ ZAKOCHIWAĆ. Zawsze przetrzymywałem każdego miesiąc, dwa, a potem uciekałem jak tchórz. Każdego raniłem, bawiłem się i wyrzucałem... Jesteś żałosny Jinchul... żałosny jak najgorsze, bezwartościowe ścierwo... Nikt nie mógł upaść niżej niż ty... Nawet teraz gadasz sam do siebie jak jakaś narcystyczna diva, mówisz o sobie w trzeciej osobie no i... No i powinieneś zniknąć z powierzchni ziemi za takie wybryki... Powinieneś się ukarać... Ale takie życie... Ono będzie mnie prześladować już zawsze... Karma mi odpłaci za moje uczynki, zadośćuczyni... W końcu przyjdzie ten czas I wtedy nawet ja poniosę klęskę. Mówiłem... nie zakochuj się głupi... Miałem rację...

     Nie mogłem dłużej zostać w dormie. Miałem dość... Wybiegłem więc mając nadzieję, że gdzieś go znajdę. Minąłem jeden budynek, kolejny, jakąś ławkę, staw... Każde miejsce miało jego cząstkę... W każdym musieliśmy się znaleźć... W każdym działo się coś ważnego. Kim jesteś, by nadawać wszystkiemu dyrektywy, a potem nagle niszczyć wszystko... Dlaczego... Pytam się... DLACZEGO?! Czuję się jak ślepiec szukający zguby pośród własnej ciemności...

     Dotarłem na obrzeża miasta. Byli tam gdzie zwykle, przy opuszczonej fabryce. Podszedłem I przywitałem się z tymi wyrzutkami, bo tylko tutaj pasowałem... Wybryki traktujące wszystko jak zabawę... Hah... To tak jak ja uczucia. Całkiem zgrana paczka... Wstydzę się siebie I czemu o tym wszystkim myślę?! Bez przerwy jeden temat zaprząta mi głowę... Jeden temat... On... Co się ze mną dzieje? Wtedy to przed nami pojawił się właśnie on, nikt inny tylko on, który wyrósł z ziemi tak po prostu. Śledził mnie?
     -A ty co tu robisz mały?- spytał się przywódca bandy, ale odpowiedziała mu tylko cisza.
     -Każdy obcy na naszym terenie musi zostać zniszczony. Nie masz tu prawa bytu miastowy. - dodał po chwili goryl stojący po jego prawej, jednak ten nie zwracał na nich uwagi. Jego wzrok skierowany był na Jinona. Kocham cię... Kocham cię... Kocham cię... Myśli nie dawały za wygraną, a usta nie chciały współpracować. Kocham cię.. Powiedz to! Zawsze mu to mówiłeś... Pokaż mu, że pójdziesz za nim na koniec świata...
     -Kocham cię hyung!- krzyknął po czym oberwał od przywódcy I od reszty spółki. Bił się, ale nie mógł poradzić sobie sam z taką grupą. W końcu pogodził się z losem. Pogodził się z brakiem ukochanego I z platoniczną miłością. Chciał umrzeć, chciał iść w ciemność, jak najdalej od tego okropnego świata... To boli... Jinon stał za ścianą I nie mógł obserwować bójki. Czuł się dziwnie, w sumie jak nigdy. Przypomniał sobie dzieciństwo. Wszystko zawsze razem – on I Kan... Zawsze razem... Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Jednak mam uczucia... Jego oczy.. To spojrzenie... Te niebieskie, delikatne włosy, w które lubiłem pakować dłonie... Jego głos, tak ciepły I miły. Jego dotyk... pamiętam go. Pamiętam wszystko... Czemu? To boli... Czemu to tak bardzo boli... Po jego policzku spłynęła kolejna łza I następna. Przetarł twarz rękawem I rzucił się na pomoc chłopakowi. We dwójkę mieli większe szanse. Minęło 5 minut, a grupa zrezygnowała I rozeszła się rzucając mięsem w chłopaków. Oboje siedzieli opadnięci z sił pod murkiem.
     -Skoro mnie nie kochasz... to czemu mi pomogłeś? Czemu nie odszedłeś... W sumie I tak bym cię znalazł, ale czemu mnie nie zostawiłeś... Czemu...-wyszeptał nagle Kan.
     -Bo... - zawahał się Jinon. - Bo uświadomiłem sobie, że cię kocham...- odpowiedział mu podmuch wiatru I cisza przedmieścia. Młodszy ułożył usta w dziwnym grymasie I spytał:
     -Skoro mnie kochasz to czemu mnie zostawiłeś... Czemu zerwałeś I uciekłeś...- nie chciał patrzeć mu w oczy, więc obserwował pustą przestrzeń przed sobą.
     -Ja...Younghak słuchaj... Dobrze wiesz jaki jestem. Po krótkim czasie bycia z kimś odchodziłem... Wiedziałem, że długo razem nie pociągniemy I wolałem zerwać szybciej niż później jeszcze mocniej kogoś zranić... Ciebie nie chciałem ranić w ogóle...- odparł I obrócił się twarzą do kolegi.
     -Nie chciałeś.. ALE ZRANIŁEŚ! “Nie chciałem.” Tak możesz sobie mówić jak zbijesz komuś wazon w domu albo niechcący walniesz, a nie jak złamiesz komuś serce. Nikt cię tego nigdy nie nauczył?! Bawić się uczuciami... Nikt nie kupował ci nigdy zabawek, że teraz sobie odbijasz?! Kocham cię I nienawidzę zarazem... Hyung...-urwał I poczuł, że starszy przysunął się bliżej.
     -Dongsaeng... Ja po prostu wiem... Wiem, że mogło cię to zaboleć bardziej za jakiś czas. Tak było zawsze... Ale teraz żałuję... Uświadomiłem sobie ile razem przeszliśmy... wspomnienia wróciły. Te dobre, te złe, te prawdziwe I jedyne. Te wyjątkowe, dzięki którym już wiem co oznacza KOCHAĆ. Kocham cię I nie chcę tego zmieniać.- rzekłszy przetarł policzek Kana I oboje się uśmiechnęli.
     -Też cię kocham... Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo...- wyszeptał chłopak.
     -Mówiłeś coś?- spytał starszy.
     -Nie, nie... Nic ważnego.-odparł Kan.
     -Kocham cię dongsaeng... I nic już tego nie zmieni.-


______________________________________________________

I jak minna ? ^^ Jutro będzie już tablet, więc raczej będę wrzucać ficki częściej ^^ <3 Ahhh... czekam na to ;3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz