piątek, 2 maja 2014

Call of the Moon - Rozdział VI

„I coś w środku umiera...” 

Rozdział VI – Zew Księżyca

     Kazałam Luhanowi wyjść szybciej do szkoły, bo chciałam „pobyć sama” - taki podstawowy pretekst, by mnie zostawił. Cóż... plan był prosty i dość szybki do wykonania. Skoczyłam do pobliskiego sklepu po farbę, a dokładniej granatową piankę i pobiegłam do domu, po czym pofarbowałam włosy najszybciej jak się dało, co i tak wiązało się z opuszczeniem pierwszej godziny. Luhan dzwonił z milion razy, pewnie chciał zapytać gdzie się podziewam. Nie ma tak dobrze. W drodze do szkoły ruszyłam jeszcze po nowe soczewki. Kiedyś nosiłam takie brązowe, ale nie czułam, że to ja, więc zakończyłam zabawę z tym ustrojstwem. Dziś zapragnęłam niebieskich kontaktów, tak by pokryć złoto jakim mieniły się moje oczy. Nałożyłam je w szkolnej toalecie dosłownie chwilę przed dzwonkiem na przerwę.
     -Pora dopasować się do nowego życia... Yoru. - Szepnęłam jeszcze przed lustrem i udałam się na dach szkoły. Tam ostatnio byliśmy z Lu rozmyślać, więc i teraz pora się tam udać. Byłam pewna, że sprawdzi to miejsce w poszukiwaniu mnie i miałam rację, nawet w pierwszej kolejności. Szybkość wilka jest zadziwiająca.
      -Gdzie się podziewałaś? - Warknął na mnie od razu. - Martwi... - urwał gwałtownie i zaczął się na mnie gapić.
     -Coś nie tak? - Zapytałam, szczerząc się do niego.
     -Coś ty zrobiła z włosami?! I twoje oczy... - zdziwił się. Już sama zmiana imienia musiała być dziwna, a co dopiero diametralna zmiana w wyglądzie.
     -Po prostu zabiłam starą siebie. - Skontrowałam z tym samym szerokim uśmiechem. - Nie chcę żyć przeszłością. - Dodałam prędko. Góra mundurka częściowo zlewała mi się z kolorem włosów, bluzka odsłaniała część pleców i brzucha, a zakolanówki podkreślały to jakie mam chude i długie nogi. Blondyn patrzył się zdumiony z dobre pięć minut zanim znowu się odezwał. Postanowiłam pociągnąć go do klasy, gdyż zastał nas dzwonek na lekcje.
     Usiedliśmy w ławce, przyciągałam spojrzenia całej klasy, no prawie całej... Tylko Kai nie patrzył tak jak reszta, a przynajmniej był zły, że tak przymiliłam się do Luhana, kiedy opuszczałam budynek uczelni. To takie zabawne, jak łatwo można rozgniewać człowieka I sprawić, by był obrażony jak małe dziecko na matkę, która nie chce kupić mu cukierka. Nie ukrywam, że zdenerwował mnie ten udawany brak zainteresowania, ale cóż...
     -Luhan... - szepnęłam. - Chyba dał sobie spokój, ale lepiej będę się trzymała blisko ciebie. - Blondyn uśmiechnął się delikatnie I zarumienił. Wtedy uświadomiłam siebie, że słyszę jego myśli. Miałam tą całkowitą pewność, że nie mam omamów.
     Kai obserwował mnie bacznie calutki dzień, więc nie miałam gdzie się ukryć. Zastanawiałam się jak będzie wyglądać najbliższy czas, co się wydarzy w moim życiu tak bardzo ważnego, że Kris mnie tu ściągnął I co najważniejsze kiedy poznam resztę nowej watahy...

     Czy kiedykolwiek patrząc na drugą osobę widziałeś w niej siebie? To zew księżyca zmienia świat I nas...

     Po zajęciach wyminęłam bandę z Kaiem na czele I pobiegłam laskiem do domu. Czułam coś dziwnego... ta woń... Ona nie należała do nas.
     -Tu musi być inne stado, Lu. - Przekazałam mu telepatycznie, po czym ruszyłam szybciej w stronę budynku, a ten dosłownie zaraz za mną. Miałam chwilowe wrażenie, że Kai dalej mnie obserwuje...

     Wieczorem znowu udaliśmy się na łowy. W lesie wyprzedziłam Luhana, chcąc pokazać że dziewczyny też mogą być szybkie I zwinne.
     -To nie fair! - Przekazał mi telepatycznie. Jako wilki mogliśmy rozmawiać tylko tak.
     -Nic nie jest nie fair. Musisz być szybszy I silniejszy, jeszcze się nauczysz Luhan-ge. - Odparłam. Po dosłownie paru minutach dostrzegłam światło ogniska. Dobiegliśmy do małej polanki wewnątrz lasu. Miałam rację... Przy ognisku siedziała zgraja chłopaków z naszej klasy. Za ostatnim drzewem zmieniłam się w człowieka I zaczęłam obserwować. Luhan podążył moimi śladami.
     W pewnej chwili pojawiła się tam banda z fabryki. Jeden z nich podbił do Kyungsoo I złapał go za szyję. Reszta się wzburzyła, jednak zostali osaczeni. Kai chciał wszczynać bójkę, ale nie udał mu się ten plan, gdyż postanowiłam wkroczyć.
     -Zostaw go w spokoju. - Powiedziałam stanowczo, a zarazem spokojnie. Odzewem była cisza oraz ich spojrzenia.
     -Słyszałeś, co powiedziała? Puść go. - Wypalił Luhan, wychodząc z ciemności.
     -Ta dziwka nie będzie mi rozkazywać. - Odparł, prawdopodobnie przywódca.
     -Nie waż się więcej tak o niej mówić. - Pogroził rozgniewany blondyn.
     -Bo co?! - Wrzasnął nagle, ściskając Kyungsoo mocniej.
     -Bo ta dziwka pragnie cię poinformować, że masz wypierdalać z naszego terytorium, bo pogadamy inaczej. - Wtrąciłam.
     -W takim razie od teraz to nasz teren, a teraz nie wtrącaj nosa w nie swoje sprawy głupia szmato. - Rzucił w odwecie.
     -O teren możesz walczyć ze mną zniewieściały chłopcze. Czuć cię na kilometr, tak zalatujesz mokrą I brudną sierścią. I w tym wypadku to moja sprawa, gdyż rzuciłeś się do moich znajomych. - Zmierzyłam go zimnym spojrzeniem. - Na n-a-s-z-y-m terenie. - Przeliterowałam słowo, by bardziej zaprezentować jego wydźwięk.
     -Wypierdalaj zanim stracę cierpliwość, dziewczynko. Grzeją mnie twoje obelgi. - Wtedy zaczęłam ubierać swoje rękawiczki. Naciągając drugą na lewą dłoń zapytałam Luhana:
     -Gege... Pozwolisz mi się nim zająć I nauczyć szacunku do kobiet? Resztą zajmiemy się razem.-
     -Jak wolisz. Obiecałem ci coś, prawda?-
     -Ahm... - mruknęłam, po czym ruszyłam na faceta, mocno obijając mu szczękę pięścią I oddając kopniaka w brzuch. Przeleciał dobre parę metrów. Kai zrobił wielkie oczy. Pewnie zdziwił się skąd mogę mieć tyle siły, by powalić dorosłego faceta w taki sposób. Ich tęczówki były czerwone, więc zapewne muszą żywić się ludzkim mięsem. Nasze zaś były barwy czystego złota. Kyungsoo poleciał na ziemię, a Lu czym prędzej pomógł mu wstać.
     -Nic ci nie jest? - Zmartwił się sytuacją.
     -Nie, nic. Dzięki... - Kolega był zdziwiony jego zachowaniem.
     -Luhan! Uważaj! - Krzyknął Tao, a ten wymierzył cios, odwracając się w stronę napastnika.
     -Spokojnie! Czułem go! - odparł I oboje wpadliśmy w szał walki. Nasi znajomi także pomagali. Zdumiało mnie, kiedy zobaczyłam Kaia, który tak dobrze się bronił I zadawał dość silne ciosy.
W pewnej chwili oberwałam od ich przywódcy, wleciałam plecami w drzewo I uderzyłam w nie z impetem. Zobaczyłam jak ten próbuje wbić we mnie szpony, więc się przekręciłam I osunęłam na ziemię, po czym wstałam wprawnie I chwyciłam go za szyję. Trzymałam go tak długo, aż nie udusiłam. Reszta stanęła w bezruchu. Obróciłam się I ruszyłam w ich stronę.
     -Jako, że pokonałam przywódcę... moim obowiązkiem jest go zastąpić lub wybrać nowego. Moim zarządzeniem jest opuszczenie terenu przynależącego do watahy z Chin I spełnienie tego pod okiem nowego przywódcy, którym zostanie... - zatrzymałam się na moment, przesuwając po nich wzrokiem. Znalazłam najchudszego I najbardziej cherlawego, po czym wskazałam go palcem. - On. - Rzekłam stanowczo. Grupa się wzburzyła, ale ostatecznie zaakceptowali moją decyzję I zostawili nas z chłopakami.
     -Lepiej się stąd wynoście. - Burknęłam w stronę Kaia, zagryzając krwawiącą wargę.
     -Może najpierw wyjaśnij nam co się tu stało. - Powiedział ostro wkurzony. Nagle żyły zaczęły mi pulsować, ciało przeszywał ostry ból. Spojrzałam na niebo. Chmury właśnie odsłoniły księżyc, który był w pełni.
     -Lu...h-an... Niebo... - ledwo z siebie wydusiłam, po czym zauważyłam, że z nim dzieje się podobnie. Chłopcy patrzyli na nas przerażeni. Oczy Luhana zaszły czernią. - Luhan! Biegnij! - Krzyknęłam. - Nie widzieliście nas! - Skierowałam do grupy I ruszyłam za Lu.
     Wylądowaliśmy nad wodą. Nie powinniśmy tak odczuwać działania pełni, bo to nie pierwsza przemiana, jednak stało się. Luhan leżał na brzegu, więc podeszłam do niego prędko I wylądowałam na kolanach. Zbledłam widząc jego brzuch, krwawił dość silnie. Wilki leczą się same, po moich ranach nie było już śladu, ale nie tu... Moje oczy zaszły łzami.
     -Luhan-ge... Luhan! - Lamentowałam. Moje wizje się spełniły...


2 komentarze:

  1. Woow niesamowite *^* błagam pisz dalej nie mg sie doczekac <<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Woow niesamowite *^* błagam pusz dalej nie mg sie doczekać

    OdpowiedzUsuń