sobota, 11 października 2014

Hyuna x Namjoon & SURPRISE cz.I

Tytuł : „Up in the air.” cz.I /?
Bohaterowie : Jung Dae Hyun (Daehyun); Kim Hyuna; Lee Jieun (IU); Jung Ho Seok (J-Hope); Kim Nam Joon (Rap Monster); Kim Tae Hyung (V);
Pairing: Hyuna x Namjoon
Gatunek : One shot, Raiting - R, Romans, Dramat.
Zespół : B.A.P; 4 Minute, Bangtan Boys

    „Nikomu nie uda się przeczytać ludzkiego serca do końca.
    Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.
    Tylko z rozpaczy, utraty złudzeń i smutku może narodzić się radość. Nie istnieje prawdziwe szczęście bez rozpaczy.” ~~ Haruki Murakami

      Żeby dobrze zrozumieć przesłanie tej opowieści, trzeba uważnie przyjrzeć się całości. Trzeba wsłuchać się w słowa, które rozbrzmiewają w naszych umysłach podczas czytania. To przypowieść o życiu, przypowieść o wolności.... To tak, jakbyś potrzebował wielu lat na zdobycie wiedzy, tak samo trzeba przebyć i tę drogę.

     To była wczesna jesień, kojarząca się ze smutkiem pora roku, obfitująca w rozmaite barwy. Drzewa ustrojone w piękne ubrania, by godnie pożegnać gasnący wraz z nadejściem mrozów świat. Różnobarwne liście: od pomarańczowych, przez żółte – mieniące się złociście w promieniach jesiennego słońca, czerwone, czy nawet brązowe, które figlarnie wirują w powietrzu, jakby bawiąc się z porywistym, jesiennym wiatrem, aby ostatecznie opaść na jedną z parkowych ławek. Ich lot można porównać z lotem orła, bo dostrzegalna jest niezwykła miękkość i gracja, jakby były dumne, że mogą oderwać się od matczynego drzewa i choć przez chwilę wieść spokojne życie na własną rękę, czekając na pierwsze opady puszystego śniegu. Obserowałam uważnie każdy drobiazg, mimo że jesień zrobiła dopiero pierwsze kroki, ja już czułam nadchodzącą zimę. Wielką, puszystą pannę, która owinęłaby cały świat bladym puchem... To sala szpitalna dawała mi takie uczucia. Białe ściany i podłoga, pościel, jasne światło. Jedynie zapach sprowadzał mnie na ziemię, kiedy odpływałam hen daleko, czytając moją ulubioną książkę i na zmiany spoglądając w okno. To nie miało już sensu. Czułam się jak na rollercoasterze, który wciąż jedzie w górę. To wszystko powoli, a w sumie mogłabym nawet rzecz 'mozolnie', pożerało mnie od środka. Czasami wydaje się, że wszechświat chce zwrócić na siebie uwagę. Po co dać żyć normalnie... skoro można w to życie wprowadzić nieco ograniczeń, rozpaczy, bólu, samotności... Podobno bez smutku nie zaznalibyśmy smaku radości, tak przynajmniej twierdził autor książki, którą czytałam raz po raz. Do tej pory nie wierzę w te słowa. Wyjątkowo tylko w te. Miałam ochotę uciec, ale nie było to możliwe. Dalej trwałabym w tym wszystkim, gdyby nie krzyk mojej siostry, wlatującej do sali za pielęgniarką, która podała mi jedzenie.
     -Yaaaah, Ji! Przecież nie możesz jeść takich rzeczy! - Wyrzuciła z siebie, próbując zabrać mi talerz i wciskając sałatkę, którą dopiero co kupiła na stołówce.
     -Daj mi spokój... - odparłam, wyrywając jej talerz z rąk i wkładając szybko mięso do ust.
     -Ale Jieun! - Krzyknęła ponownie, wymachując rękami.
     -Mam raka, a nie grypę żołądkową! - Wrzasnęłam na nią w odpowiedzi, po czym Hyuna diametralnie zmieniła swoje zachowanie. Szybko się uspokoiła, nawet jak na nią... Widać jak na jej twarzy rysuje się poczucie winy, że zaczęła wypominać mi nawet jedzenie, dobrze wiedząc, że i tak dużo czasu mi nie zostało. Lekarze stwierdzili, że przerzuty są na tyle poważne, że chemia może już nie dać efektów, jak wcześniej. Wyczekiwałam więc na koniec. Z każdym kolejnym dniem zbliżałam się tylko do krawędzi, z której miałam spaść w nieprzeniknioną ciemność, do wieczności.
     Nie zwróciłam przez nią uwagi na to, że pielęgniarka zniknęła tak szybko jak weszła z moim posiłkiem, a zaraz po tym wyrosła spod ziemi i zaczęła ścielić łóżko obok mnie.
     -Przepraszam, będę mieć na sali kogoś jeszcze? - Zapytałam ze spokojem. Pielęgniarka przechyliła lekko głowę i odparła jedynie:
     -Tak, chłopak po nawrocie. - Po czym strzepnęła poduszkę i ruszyła do wyjścia z sali.
     -Hummm.... - mruknęłam cicho, prowokując Hyune do spojrzenia na mnie.
     -Co wzdychasz? Facet będzie ci tu siedział, może jakiś fajny? A nuż widelec się taki trafi. -
     -Błagam cię... Skończ. - Warknęłam na nią, obojętnie spoglądając w okno. Było mi już wszystko jedno. I tak umierałam.
     Po godzinie siedzenia przy mnie, moja siostra wróciła do swojej rzeczywistości. Zawsze byłam ciekawa o czym wtedy myśli... W końcu to była inna rzeczywistość, niż ta, w której trwałam ja. Ona tylko do niej wkraczała na czas określony, w sumie nie chciałabym nawet żeby się kiedykolwiek mną przejmowała... Miała swoje życie, była zdrowa, ono trwało i miało trwać jeszcze długi czas, więc po co jej zmartwienie? Kiedy byliśmy mali – mam na myśli siebie, Hyune i naszego brata Taehyunga, nasi rodzice wzięli ślub. W sumie to tylko moje przybrane rodzeństwo, nie jesteśmy nawet spokrewnieni. Co do mnie, to chorowałam od najmłodszych lat, a pomimo leczenia ciągle były nawroty. Mój rak z góry skazał mnie na powolną drogę ku końcowi. Rodzice ciągle wozili mnie po szpitalach, kupowali najdroższe leki, jednak dawało to krótkotrwały efekt. Podłączano do mnie setki kroplówek, szpikowano tabletkami. Tak, właśnie tak wyglądała moja rzeczywistość...

     Następnego dnia, kiedy już otworzyłam oczy i dotarł do nich biały blask, ziewnęłam mocno rozdziawiając usta i doznałam szoku. W łóżku obok leżał chłopak, na oko miał około dwadzieścia lat, blondyn, dość dobrze zbudowany i bardzo blady. Podniosłam się powoli, kątem oka spoglądając na niego. Ten jedynie przechylił lekko głowę i uśmiechnął się, obserwując mnie. Nie miałam lustra ani nic innego, ale bardzo dobrze wiedziałam, że dostałam rumieńców. Po prostu je czułam, a tempo w jakim wykonałam obrót w stronę swojej szafki? Nigdy się tak szybko nie ruszałam. Usłyszałam tylko jego cichy śmiech, zrobiło mi się ciepło na sercu.
     -To chyba niezły szok, kiedy budzisz się w towarzystwie kogoś obcego, a kiedy jeszcze zasypiałaś sala była pusta. - Powiedział miłym głosem, w dalszym ciągu cicho się śmiejąc. Czułam się zdezorientowana przez tą sytuację. W końcu mimo wieku, rzadko zdarzało mi się rozmawiać z chłopakami w podobnym wieku, a w dodatku z tak przystojnymi. Postanowiłam być silna, w końcu nie miałam niczego do stracenia. Przekręciłam się w jego stronę i odparłam:
     -Owszem... Aczkolwiek w końcu mam jakieś towarzystwo. - Odwzajemniłam uśmiech i sięgnęłam po moją książkę. On także czytał, chociaż nie znałam książki, którą miał, to i tak się cieszyłam, że trafił tu ktoś, kto też to lubi. - Przy okazji... - szepnęłam – Jestem Lee Jieun. - Rzuciłam i wsadziłam nos w swoje ulubione dzieło, nie chcąc zdradzić, że czuję się nieco zakłopotana.
     -Ja nazywam się Jung Daehyun, miło cię poznać. - Powiedział, po czym także zatracił się w świecie powieści. Pod oczami jego skóra była fioletowa, tak że widać było jego przemęczenie, jednak uśmiech nie schodził z jego twarzy. Przyglądałam mu się, nie mogłam oderwać wzroku...
     Tak nam mijały kolejne dni, otworzyłam się. Pierwszy raz tak bardzo z kimś się zaprzyjaźniłam. Nie mogłam ukryć radości, a siostra widziała, że zmieniłam się nie do opisania. Ona w sumie także... do Daehyuna zaczął przychodzić jego brat i przyjaciel. Hyuna szybko zauroczyła się w Namjoonie i nawet zaczęli chodzić na randki. Byłam szczęśliwa, że przez moje nieszczęście ona zaznała czegoś zupełnie odwrotnego.
Nie wszystko jednak układało się zbyt dobrze, a mianowicie w wypadku samochodowym ucierpiał mój brat. Może jego stan nie był ciężki, aczkolwiek musiał spędzić trochę czasu w szpitalu, na domiar wszystkiego wylądował w mojej sali, w łóżku naprzeciwko mojego. Jednak większość jego pobytu tam opierała się na spaniu, przynajmniej do momentu, gdy do Daehyuna przyszedł Hoseok...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz