środa, 7 sierpnia 2013

Sehun x Luhan ; Luhan x Kai EXO

Tytuł:”Z każdym dniem...”
Bohaterowie: Kim Jong In (Kai), Oh Sehun (Sehun), Lu Han (Luhan)
Pairing: Sehun x Luhan, Kai x Luhan
Gatunek: One shot, Rating – R, Dramat, Romans, Short.
Zespół: EXO




     To był jeden z deszczowych wieczorów... tych pełnych melancholii i tęsknoty za gwiazdami i ciepłem... Jeden z nostalgicznych momentów... Czas leciał nieubłaganie, jednak wskazówka zegara przesuwała się z wolna, wydając z siebie donośny dźwięk. W domu panowała cisza. Luhan leżał zwinięty w kłębek na łóżku, wsłuchując się w krople spadające na parapet i co jakiś czas uderzające w okna przy silniejszym podmuchu wiatru. Smutki topione w alkoholu... butelki stojące pod ścianą, kilka leżących przy łóżku, dwie na stole i żyletki... Tak... żyletki... Jedna znajdowała się w dłoni i płynęła po nadgarstku, niczym statek żeglujący po spokojnych wodach... po oceanie... krew ściekała strużkami po delikatnej skórze, zabarwiając jej blady odcień szkarłatem. Łzy spływały po policzkach już całkiem bez kontroli, a myśli odbijały się od siebie pośród chaosu... Jego głos rozbrzmiewał w głowie... zaś zapach unosił się w powietrzu... perfumy wymieszane z zapachem jego ciała... Księżyc od czasu do czasu przeświecał pomiędzy chmurami, rozświetlając swoim blaskiem pokój... Żyletka lśniła, Luhan pusto wpatrzony w przestrzeń, leży i bacznie obserwuje własną krew... W jego oczach coś błysnęło... Wola walki?... Nadzieja?... Szczypta litości dla własnego ciała?... A może wróciła wiara?... To był jeden z deszczowych wieczorów...

     O poranku Luhan jak zwykle wędrował po kawę do pobliskiej kawiarnii i zmierzał do parku na swoją ulubioną ławkę. Właśnie na nią przychodził z Sehunem... wspomnienia codziennie uderzały w niego ze wzmocnioną siłą... Minęło zaledwie kilka dni, odkąd odciął się od innych ludzi...
W pewnej chwili w pobliżu, przypadkiem znalazł się Kai. Szedł pewnie w stronę przyjaciela, bo zbyt długo ze sobą nie rozmawiali. Han unikał go jak ognia i próbował zaszywać się w swoim własnym świecie... świecie szkarłatu, samotności i bólu... pełnym łez i zszarganych nerwów, straconej nadziei i stłamszonej wiary... Jongin usiadł obok niego, a ten podkulił nogi i oplótł je rękami, okrytymi długim rękawem, w dłoniach zaś ciągle trzymał parującą od gorąca kawę. Deszcz moczył ich ciuchy, krople spływały po zmęczonej skórze. Ciemnowłosy wpatrywał się w niego cały czas. Widział łzy, które próbował ukryć w deszczu, jego serce bolało na widok przyjaciela w takim stanie. Luhan co chwile odwracał wzrok, próbował wszystkiego, by Kai go zostawił.. by na niego nie patrzył... Wstydził się siebie i tego co zrobił mu Sehun. Wstydził się, że tak łatwo dał się zranić... omotać... W jednej chwili Koreańczyk złapał go za rękę.
     -Spójrz na mnie Lulu! - Krzyknął pełen żalu. Luhan w odwecie szarpnął rękę i syknął z bólu. - Lulu... - wyszeptał Kai. - Lulu... - zrobił to ponownie, a starszy jedynie uronił kolejną łzę. - Pokaż rękę gege... - powiedział dość spokojnie, ale spotkał się z brakiem rekacji. - Pokaż mi rękę! - Wrzasnął zdenerwowany, ale zarazem pełen lęku. Jego oczom ukazały się symetryczne nacięcia wiodące od nadgarstka, aż do zgięcia w łokciu. - Luhan... przecież mówiłeś... - urwał, gdyż przerwał mu starszy.
     -Mów-w-iłem, że nigdy tak n-nie zrob-bię... - zająknął się, szlochając. -Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz... - dodał po chwili.
     -Tyle razy ci mówiłem, że jeśli chcesz sobie ulżyć to masz mnie pobić! - Wrzasnął mocno podenerwowany.
     -Wiesz, że bym nigdy tego nie zrobił... nie własnemu przyjacielowi... bratu, który był przy mnie zawsze... - odparł.
     -Skoro jestem twoim przyjacielem to nie powinieneś sobie robić krzywdy Lu...-
     -Przecież krzywdzę siebie, a nie ciebie Jonginnie... - powiedział z żalem.
     -Kiedy ty coś sobie robisz... mnie także to boli... to niewidzialne rany, które się nie goją... teraz i ja je posiadam...-
     -Czemu tak się tym przejmujesz?... To tylko parę kresek... - rzucił szybko Luhan.
     -Jesteś idiotą... - rzekł na koniec i czym prędzej ruszył do wyjścia z parku. Han został sam w swoim świecie...

     Minęło parę dni, noce były takie jak zwykle, dni także równie monotonne... To był czwartek, jeden z cieplejszych dni, które Luhan przesiedział w domu, bo było zbyt ciepło. W pewnej chwili zadzwonił telefon: „Annyeonghaseyo Lu Han-ge, dzwonili do mnie ze szpitala. Kai leży tam po nieudanej próbie samobójczej. Podobno ledwo go uratowali, jest na sali 21 na 3 piętrze w szpitalu dzielnicy Gangnam. Dzwonie, bo powinieneś to wiedzieć...” - odezwał się głos w słuchawce, a Luhan zamarł. Czas zwolnił, serce biło mu szybciej. Upuścił słuchawkę i czym prędzej pobiegł do szpitala.
Na miejscu znalazł się stosunkowo szybko, a na salę wparował z impetem.
     -Jongin! - Krzyknął ze łzami w oczach, a na widok żywego przyjaciela w końcu nawiedziła go ulga. - Jongin! - Krzyknął ponownie i rzucił się na kolegę, po czym mocno go przytulił. - Czemu to zrobiłeś?! Czemu?! Jak mogłeś mi to zrobić?! - Pytał go ciągle.
     -Przecież krzywdzę siebie, a nie ciebie Lulu... - odparł z takim samym żalem w głosie jak Luhan, kiedy mówił mu te same słowa.
     -Kiedy ty coś sobie robisz... mnie także to boli... - powiedział ze skruchą starszy.
     -Jak widać to działa w dwie strony... - skontrował.
     -Przepraszam Kai... Przepraszam, że jestem takim idiotą...-
     -Nie przepraszaj mnie, bo nie masz za co... Chciałem ci tylko uświadomić co ze sobą robisz i jak tym ranisz innych... Nie przepraszaj za coś czego nie byłeś świadom... - odparł Kai.
     -Ale.. ty mogłeś umrzeć... Mogłem cię stracić Jonginnie...- wyszeptał wtulając się w młodszego.
     -To niewielka strata... Hannie...-
     -Mylisz się, bo taka miłość to największa strata... Kocham cię Kai... Już nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Obiecuję. - Powiedział i pocałował młodszego w czoło.

_____________________________
To ff z okazji 30 tys. na blogu oraz dedyk dla Luhana i Kaia ^^
Dziękuję wam, że tak licznie odwiedzacie tego bloga. Cieszę się, że ktoś to jednak czyta. Arigatou, komawo, siesiee. ^^ ~ Kana

1 komentarz:

  1. Podobało mi się, ale... miałam mieszane uczucia, czytając to.
    Nie żeby coś, bo piszesz wspaniale, uwielbiam taki styl. Może poczułam się tak dlatego, że czytam zbyt dużo angstów ? XD
    w każdym razie, pisz, nie mogę się doczekać na Call of the Moon i Death Music ~

    OdpowiedzUsuń